ŚWIĘTO PRZEMIENIENIA PAŃSKIEGO

Przemienienie Pańskie | Parafia Rzymsko-Katolicka

Ewangelia o Przemienieniu Pańskim prowadzi nas dziś na wysoką górę. Jezus zabiera ze sobą Piotra, Jakuba i Jana, a następnie przemienia się wobec nich. Jego twarz jaśnieje jak słońce, a szaty stają się białe jak światło. Uczniowie przez krótką chwilę mogą zobaczyć to, co na co dzień pozostawało ukryte: prawdziwą chwałę Jezusa. W Piśmie Świętym góra jest często miejscem szczególnego spotkania człowieka z Bogiem i objawienia Jego obecności.

Do tej pory widzieli w Nim nauczyciela, proroka i cudotwórcę. Widzieli człowieka, który chodził po drogach Galilei, był zmęczony, głodny i otoczony przez tłumy. Na górze objawia się im jednak, że Jezus jest kimś nieskończenie większym. Nie jest jedynie jednym z wielu wysłanników Boga. Jest umiłowanym Synem Ojca.

Przemienienie dokonuje się w szczególnym momencie. Niedługo wcześniej, w okolicach Cezarei Filipowej, Jezus zapowiedział uczniom swoją mękę, śmierć i zmartwychwstanie. Piotr nie chciał tego przyjąć. Wyobrażał sobie Mesjasza silnego, zwycięskiego i otoczonego chwałą, ale nie Mesjasza cierpiącego i ukrzyżowanego.

Dlatego Jezus prowadzi uczniów na górę. Ukazuje im swoją chwałę, aby później, w godzinie krzyża, nie zwątpili całkowicie. Daje im światło na czas ciemności. Pokazuje, że cierpienie i śmierć nie będą ostatnim słowem. Ten, którego zobaczą upokorzonego na Golgocie, jest tym samym Synem Bożym, którego twarz jaśniała jak słońce.

Na górze pojawiają się Mojżesz i Eliasz. Mojżesz symbolizuje Prawo, Eliasz zaś proroków. Całe Pismo Święte, całe dzieje zbawienia prowadzą do Chrystusa. Jezus nie jest jednym z trzech równorzędnych nauczycieli. Nie stoi obok Mojżesza i Eliasza jako kolejny wielki prorok. On jest Tym, który wypełnia wszystko, co zapowiadały Prawo i Prorocy.

Piotr nie rozumie jeszcze tego wydarzenia. Proponuje: „Panie, dobrze, że tu jesteśmy. Jeśli chcesz, postawię tu trzy namioty”. Chce zatrzymać tę chwilę. Chce pozostać w miejscu światła, bezpieczeństwa i zachwytu. Jego słowa rodzą się jednak nie tylko z niezrozumienia, ale również z autentycznego zachwytu nad objawioną chwałą Chrystusa. Piotr pragnie pozostać w chwale góry Tabor. Jest w tym coś bardzo ludzkiego. My również chcielibyśmy zatrzymać chwile, w których wiara jest łatwa, modlitwa przynosi pocieszenie, a obecność Boga wydaje się oczywista. Chcielibyśmy pozostać na górze i nie wracać do codzienności, obowiązków, konfliktów, choroby i cierpienia. Jezus jednak nie prowadzi uczniów na górę Tabor po to, aby tam zamieszkali. Tabor jest tylko przystankiem. Po chwili trzeba będzie zejść na dół i kontynuować drogę ku Golgocie.

Doświadczenie Bożej bliskości nie jest ucieczką od życia, od codzienności. Ma ono dać siłę, aby wejść w codzienność i pozostać wiernym również wtedy, gdy niczego nadzwyczajnego nie odczuwamy.

W centrum Mateuszowej relacji rozlega się głos Ojca: „To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie”. Obłok, z którego rozlega się głos Ojca, jest w Piśmie Świętym znakiem Jego obecności i chwały, a w tradycji Kościoła przypomina również o działaniu Ducha Świętego. To najważniejsze polecenie dzisiejszej Ewangelii: „Jego słuchajcie”. Ojciec nie mówi: „Podziwiajcie Go”. Nie mówi tylko: „Patrzcie na Jego chwałę”. Mówi: „Słuchajcie Go”Słuchać Jezusa oznacza przyjąć całe Jego słowo, nie tylko to, które jest dla nas przyjemne, wygodne i łatwe. Łatwo słuchać Jezusa, gdy mówi o Bożej miłości, przebaczeniu i życiu wiecznym. Trudniej, gdy mówi o krzyżu, zaparciu się siebie, przebaczeniu nieprzyjaciołom, czystości serca, wierności i służbie drugiemu człowiekowi.

Można być zachwyconym Jezusem, a jednak Go nie słuchać. Można znać Ewangelię, uczestniczyć w nabożeństwach, podziwiać piękno liturgii, a jednocześnie nie zmieniać swojego życia. Tymczasem prawdziwa wiara zaczyna się wtedy, gdy słowo Jezusa staje się ważniejsze niż nasze własne przekonania, pragnienia i lęki.

Uczniowie, słysząc głos z obłoku, padają na twarz i bardzo się boją. Wtedy Jezus podchodzi do nich, dotyka ich i mówi: „Wstańcie, nie lękajcie się”. To piękny obraz Boga. Jezus nie objawia swojej chwały po to, aby człowieka przytłoczyć. Nie pozostawia uczniów leżących na ziemi. Podchodzi do nich, dotyka ich i podnosi. Tak samo działa w naszym życiu. Kiedy człowiek pada pod ciężarem grzechu, cierpienia, lęku czy zniechęcenia, Jezus nie stoi z daleka. Przychodzi blisko i mówi: „Wstań. Nie lękaj się”. Nie mówi, że droga będzie łatwa. Uczniowie muszą zejść z góry i zmierzyć się z wydarzeniami Wielkiego Piątku. Obiecuje jednak swoją obecność. Chrześcijańska nadzieja nie polega na przekonaniu, że nie spotka nas cierpienie. Polega na pewności, że w cierpieniu nie pozostaniemy sami.

Na końcu Ewangelii czytamy: „Gdy podnieśli oczy, nikogo nie widzieli, tylko samego Jezusa”. Mojżesz i Eliasz znikają. Obłok ustępuje. Głos milknie. Pozostaje Jezus. Uczniowie nie otrzymują odpowiedzi na wszystkie pytania. Otrzymują jednak Tego, który będzie z nimi w dalszej drodze. To zdanie może stać się programem naszego życia: widzieć „tylko samego Jezusa”. Nie oznacza to lekceważenia ludzi ani codziennych obowiązków. Oznacza, że Chrystus pozostaje ostatecznym punktem odniesienia. To przez Niego patrzymy na siebie, na innych, na cierpienie, na śmierć i na przyszłość.

W naszym życiu również pojawiają się chwile Taboru – momenty pokoju, światła, modlitwy i spotkania z Bogiem. Są też chwile Golgoty – doświadczenia ciemności, samotności i próby. Bóg daje nam chwile światła, abyśmy pamiętali o nich wtedy, gdy przychodzi ciemność.

Przemienienie Pańskie przypomina nam, że krzyż nie jest końcem. Ostatnim słowem Boga nie jest cierpienie, lecz chwała; nie śmierć, lecz życie; nie ciemność, lecz światło. Dlatego dziś Ojciec mówi również do nas: „To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie”. Słuchajmy Jezusa wtedy, gdy prowadzi nas na górę pocieszenia, ale także wtedy, gdy zaprasza do zejścia w codzienność i podjęcia krzyża. A gdy ogarnie nas lęk, pozwólmy Mu podejść, dotknąć nas i powiedzieć: „Wstańcie, nie lękajcie się”. I kiedy podniesiemy oczy pośród naszych codziennych doświadczeń, obyśmy – podobnie jak uczniowie na górze – widzieli przede wszystkim „tylko samego Jezusa”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *