XX ROCZNICA NARODZIN DLA NIEBA ŚW. JANA PAWŁA II

Karol Wojtyła tuż po tym, jak został wybrany przez konklawe na papieża, 16 października 1978 r. Wojtyła przyjął imię Jan Paweł II, rozpoczynając trwający 26 lat, 5 miesięcy i 17 dni pontyfikat.

Tłumy na ulicach, całonocne czuwania w kościołach, setki zniczy w miejscach kojarzonych z Janem Pawłem II, zamknięte sklepy, kluby i urzędy. Dni poprzedzające śmierć papieża-Polaka oraz te bezpośrednio po niej określono mianem „narodowych rekolekcji”. 20 lat temu odszedł Jan Paweł II. DZIŚ MIJA 20 LAT – MÓDLMY SIĘ – MÓDLMY SIĘ GORĄCO…

IV NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU

IV Niedziela Wielkiego Postu

Liturgia dzisiejsza stawia nas wobec przypowieści dobrze nam znanej. Ileż razy wzruszaliśmy się jej treścią, może zachęceni klękaliśmy, mimo obaw, u kratek konfesjonału. Iluż ludziom pozwoliła ona powstać do nowego życia i radości.

Boję się, a może lepiej – istnieje obawa, że słuchacze szybko się wyłączą, mówiąc: „Ale to już było! To znamy dobrze.” Stąd chcę nieco inaczej poprowadzić myśl – radość ma się dziś stać przedmiotem naszych rozważań. Co prawda trudno dziś o radość, gdy patrzymy na to, co dzieje się w świecie, gdy wojna jest tak blisko nas, a dodatkowo straszą nas na potęgę.

Niemniej chcemy dostrzec radość w kontekście przeczytanej Ewangelii oraz dnia, bowiem dzisiejsza niedziela zwana jest „Laetare” – czyli „Radujcie się!”. Dla ułatwienia śledzenia toku myśli posłużmy się swoistą triadą. Chodzi najpierw o radość i szczęście: z tego, co mam, z tego, kim jestem, z tego, kim będę.

Młodszy syn

Raduje się, cieszy, bo wreszcie ma swoje pieniądze, swój majątek. Nie jest w tym momencie dla niego ważne, że osiągnął to nieco niegodziwie, że sprawił przykrość ojcu. Można powiedzieć, że uznał go za zmarłego, bo przecież spadek dzieli się po śmierci donatora. Naraził ojca i całą rodzinę na ludzkie języki. Dla niego jednak ważne jest, że ma, że posiada.

Raduje się ten synek, że jest wolny! Wyrwał się spod ojcowskiej ręki, spod ojcowskiej kurateli. Wreszcie nikt mu nie będzie zrzędził nad uchem, wreszcie będzie robił to, co chce.

Raduje się tym, kim będzie – a oczami wyobraźni widzi siebie jako „nie byle kogo”, bo ma forsę, będą go poważać, będzie miał poparcie możnych i majętnych tego świata. Zatem cieszy się, że będzie szczęśliwy.

Starszy syn

Możemy domniemywać, że cieszył się, iż wreszcie będzie miał spokój od tego „ukochanego braciszka”. Mógł pomyśleć: „Wreszcie będę sam, wreszcie nie będzie ojcowskich uwag, że powinienem ustąpić, zrobić coś ze względu na młodszego brata. Nie muszę już być dla niego wzorem i przykładem”.

Raduje się również, że staje się samodzielnym dziedzicem. Wszystko, co mogło i miało się wydarzyć – już się zdarzyło. Teraz tylko czekać na wzrost majątku i poważanie w oczach sąsiadów i przyjaciół.

Cieszy się na samą myśl, jak wielką pozycję osiągnie, jak będzie teraz oczkiem w głowie ojca, który na pewno nie uczyni nic, co mogłoby zniszczyć ich jedność.

Zatem cieszy się, że będzie szczęśliwy.

Ojciec

Nie sposób pominąć ojca, który obok zmartwień ma powody do radości. Pozostała mu reszta majątku. Pewnie sporo tego było, nie musiał obawiać się biedy. Mimo wszystko był poważany w okolicy, bo majętność w tamtych czasach (zresztą nie tylko wtedy) niosła i taki uboczny skutek.

Ma drugiego syna, ale to nie może bez reszty wypełnić radością ojcowskiego serca. To ojcowskie, kochające serce towarzyszyło wciąż tamtemu głupiutkiemu – w wędrówkach, hulankach, głodzie i przy świniach, wreszcie w jego powrocie. Przecież radością ojca jest widzieć w zdrowiu i pomyślności wszystkie swoje dzieci. Dlatego na dnie tego serca tli się iskierka nadziei, że młodszy syn wróci.

Wtedy on, ojciec, będzie szczęśliwy.

Nietrudno teraz od tych odległych czasów z przypowieści przejść do naszych i podstawić siebie pod którąś z dwóch pierwszych postaci – młodszego lub starszego syna. A może w nas są obaj?

Czy nigdy nie było ci za ciasno w ojcowskim domu zbudowanym z przykazań, Ewangelii, nauczania pasterskiego papieża czy biskupów? Przecież istnieje pokusa świata, by pozory radości i szczęścia brać za rzeczywistość. Istnieje pokusa, by uznać, że „uśmiechnięty” równa się „szczęśliwy”. A przecież można być nieszczęśliwym wesołkiem, topiącym swe rozterki i lęki w alkoholu, uciekającym w narkotyczne wizje czy wirtualny świat.
Nieodparcie kojarzy mi się tu wizja sztucznych uśmiechów do kamery czy smartfona ludzi mówiących: „Dziś jestem szczęśliwy” – bez postawienia pytania, co będzie jutro.
Tu można by podać przykład wielu studentów. Opuścili rodzinny dom i hulaj dusza, piekła nie ma. Najczęściej do pierwszej sesji… i trzeba ze wstydem wracać. Zapewne rzadko który z nich przyznaje, jak ten marnotrawny: „Zgrzeszyłem!” Częściej pojawiają się wymówki i zrzucanie winy na innych, najczęściej na profesorów. To jest ta krótkowzroczność młodszego syna! Tymczasem syn z przypowieści wyraźnie mówi: Zgrzeszyłem!

Możemy się zapytać, ile w nas jest ze starszego syna i jego rozgoryczenia. Co prawda nie wiemy, jak się w końcu zachował. Może zaciął się w uporze, a może jednak wziął udział w uczcie? Możliwe, że uznał, iż nie warto ojcu sprawiać większej przykrości. Może pojął, że to, co ma, wystarcza do prawdziwej radości.

Doskonale wiemy, że naprawdę szczera i prawdziwa jest radość ojca. Doświadczył odrzucenia miłości, cierpliwego i ufnego oczekiwania, doświadczył też niezrozumienia swojej postawy. Jednak to wszystko składa się na autentyczną, głęboką radość. Syn znów jest w domu.

Do czego zatem mamy dążyć? O co się starać?

Przede wszystkim do tego, by nasz Ojciec w niebie nie smucił się z naszego powodu – ani u początku, ani w trakcie, ani u kresu.

Biegnie czas Wielkiego Postu, wszak połowa już za nami. Już na horyzoncie pojawiają się światła Wielkanocy, już widać świt poranka Zmartwychwstania. Niech zatem będzie w nas ta prawdziwa radość, płynąca z nawrócenia i powrotu do miłosiernego Ojca. Okazji nie braknie bo czas jak najbardziej sposobny, by dochodzić do radości, choćby nawet nieco wymuszonej, jak w przypadku starszego syna.

Czas jak najbardziej sposobny, by dochodzić do radości może trudem poprzedzonej, bo trzeba wyłazić z grzechu jak żaba z błota.

Czas jak najbardziej sposobny, by dochodzić do radości nawet poprzez łzy upokorzenia, wstydu i żalu – u kratek konfesjonału.

Wszystko to jednak ma prowadzić do tego, żeby kiedyś jak ufamy u bram nieba zabrzmiała wyraźnie i donośnie „oda do radości” lub inny tryumfalny marsz wykonany przez anielskie chóry, bo po ziemskiej tułaczce wraca syn, wraca córka, wracają mniej czy bardziej marnotrawni, ale nawróceni. A czekający Ojciec z radością zaprosi na wieczną ucztę. Amen.

UROCZYSTOŚĆ ZWIASTOWANIA PAŃSKIEGO

Zwiastowanie – źródło świętości życia | Niedziela.pl

We wtorek 25 marca 2025 r. przypada uroczystość Zwiastowania Pańskiego – będąca Światowym Dniem Życia.

Święto to obchodzono w Kościele wschodnim 25 marca już w VI wieku. W Kościele zachodnim wprowadzono je w VIII wieku. Powszechnie posługujemy się dwiema modlitwami, które upamiętniają moment Zwiastowania. Są to “Zdrowaś Maryjo” i “Anioł Pański”.

Zapraszamy na Msze Święte o godz. 07:00, 08:30 i 18:00, w czasie których osoby chętne mogą przyjąć Duchową Adopcję Dziecka Poczętego. Przez 9 miesięcy odmawiana każdego dnia jedna dziesiątka różańca jest modlitewnym wsparciem dziecka poczętego i jego Matki.

Podczas Mszy odnowimy także adopcje wcześniej podjęte, I PRZYJĘTE ZOSTANĄ NOWE OSOBY – ZAPRASZAMY.

III NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU

III Niedziela Wielkiego Postu – C – Kazania i Homilie

„Jeśli się nie nawrócicie, wszyscy podobnie zginiecie” (Łk 13,3-4).

Słowa kończące dzisiejszą Ewangelię są naprawdę mocne. Jeżeli się nie nawrócę, nie zmienię swojego życia, czeka mnie śmierć!

Te słowa usłyszeliśmy dzisiaj my, którzy przyszliśmy – jak to się potocznie mówi – „do kościoła” na niedzielną Eucharystię. Jest nas coraz mniej… Możemy zadać sobie pytanie: czy to wezwanie do nawrócenia, skierowane do ludzi wierzących, systematycznie odprawiających praktyki religijne, jest jeszcze jakoś uzasadnione? Przecież widzimy, jak żyje współczesny świat – tak, jakby Boga nie było. Ludzie żyją dla przyjemności, pieniędzy, kariery, dla samych siebie. Martwimy się o naszych bliskich czy znajomych, którzy nie praktykują, nie modlą się, nie chcą zawierać sakramentalnych małżeństw ani chrzcić swoich dzieci. A tutaj my, wierzący, praktykujący, słyszymy słowa wzywające do nawrócenia, czyli powrotu do Boga.

Warto zwrócić szczególną uwagę na dzisiejszą przypowieść Jezusa o drzewie, które nie przynosiło owoców. Bo być może to jest o mnie, o tobie, bracie, siostro?

Co zmienia w Twoim życiu niedzielna Msza Święta? Spotkanie z Bogiem w Jego Słowie i Sakramencie Eucharystii? Przecież to jest Słowo życia, a Chrystus, którego przyjmujemy w tym sakramencie, to Pokarm na życie wieczne, umacniający nas na drodze naszego życia. Co zmienia w Twoim życiu modlitwa? Czy decyzje, które podejmujesz na co dzień, są zgodne z wyznawaną przez Ciebie wiarą? Jaki jest Twój stosunek do aborcji, eutanazji, wychowania młodego pokolenia?

Dlaczego te pytania? Dlatego, że możesz być blisko Boga – a przynajmniej myśleć, że jesteś – a jednocześnie żyć mentalnością tego świata. Możesz pozwalać, by anty-ewangelia, czyli nauka tego świata, tego wszystkiego, co nie należy do Chrystusa, przenikała powoli, kropla po kropli, do Twojego życia, zmieniając Twoje podejście do wiary, moralności, do grzechu – który zawsze można po swojemu usprawiedliwić, nie odnosząc się wcale do Boga.

A przecież jako chrześcijanie nie powinniśmy żyć tylko dla siebie samych. Nie możemy być jak drzewo, które nie rodzi owocu – żyjąc tylko tym światem, a nie wiecznością, czyli światem, na który czekamy, który – jak obiecał Jezus – ma przyjść. Nie możemy żyć jak ci, którzy nie widzą problemu, którym wydaje się, że wszystko działa dobrze. „Chodzę do kościoła, modlę się, spowiadam się w miarę regularnie, a nie widzę, żeby coś mi to dawało, coś zmieniało w moim życiu”.

Od początku Wielkiego Postu słyszymy słowa nawołujące do nawrócenia, zmiany życia, otwarcia się na drugiego człowieka i na Boga, a także zadbania o siebie samego – ale raczej w kontekście wieczności. Dzisiaj po raz kolejny Chrystus nam o tym przypomina. Obecny post jest czasem, kiedy On chce nas „okopać i obłożyć nawozem” – choć to niezbyt przyjemnie brzmi. Jednak bardzo pragnie, abyśmy wydali owoce.

Na tej drodze wielkopostnych refleksji prośmy o potrzebne łaski, aby nasze życie było duchowo owocne i podobne do Tego, który był „błogosławionym owocem żywota” Maryi.

II NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU

Rozważanie na II NIEDZIELĘ WIELKIEGO POSTU (ROK A) - 2020

Kim jest wędrowny nauczyciel, który dokonuje cudownych dzieł? Jak to jest, że jednych zadziwia i oburza, a innym rozpala serca tak, że gotowi są oni natychmiast za nim podążać? Dokąd i po co prowadzi tych, którym przewodzi? Co otrzymamy, idąc za nim? Być może takie lub podobne myśli pojawiały się w umysłach Jana i Jakuba gdy wraz z Piotrem towarzyszyli Jezusowi w drodze na górę. Może jeszcze brzmiało im w uszach zadane niedawno pytanie Jezusa: A wy za kogo mnie uważacie?… Może wciąż rozmyślali o odpowiedzi Piotra – za Mesjasza Bożego – i o tym dlaczego wówczas Jezus surowo im przykazał i napomniał ich, żeby nikomu o tym nie mówili (por. Łk 9,20-21). Piotr się pomylił? Ludzie się mylą? A może to Jezus się myli więc tym bardziej trzeba mieć się na baczności? O co w tym wszystkim chodzi?

Nie wiemy o czym myśleli apostołowie, którzy z Jezusem weszli na wzgórze. Wiemy natomiast, że stali się świadkami znaczącego i cudownego wydarzenia, które później będzie wspominane i opisywane słowem PRZEMIENIENIE. Wydarzenie to zawiera również dla nas orędzie, które wciąż jest aktualne.

W małej wspólnocie, zdystansowani nieco od zgiełku codzienności, trzej uczniowie stali się świadkami przemienienia Jezusa, a następnie Jego rozmowy z Mojżeszem i Eliaszem, którzy ukazali się w chwale i rozmawiali o Jego odejściu, którego miał dokonać w Jerozolimie (Łk 9,31). To odejście oddane jest w oryginalnym tekście słowem eksodos, czyli tym samym, którym grecki przekład Starego Testamentu określa wyjście Izraelitów z Egiptu. Tamten eksodos – pod wodzą Mojżesza – był dla ludu Bożego wyjściem z niewoli i skierowaniem się w stronę Ziemi Obiecanej. Teraz, w przyszłości najbliższej – za sprawą dzieła Jezusa, którego dokona On w Jerozolimie – nowy lud Boży rozpocznie nową wędrówkę ku wolności od grzechu i ku nowej Ziemi Obiecanej. Jezus natomiast – na podstawie całego zdarzenia, którego trzej apostołowie byli świadkami – okazał się być nie tylko prorokiem, większym niż Eliasz, nie tylko przewodnikiem ludu, większym niż Mojżesz, ale Synem Bożym, którego prawdziwość potwierdził głos z obłoku. Dla apostołów – świadków przemienienia – treści te nie były jedynie „teorią”, ale zostały im objawione w sposób możliwie pełny, przez ich uczestnictwo w wydarzeniu, które dokonało się w chwale (Łk 9,31) i które będzie opisywane odtąd jako PRZEMIENIENIE.

O Przemienieniu na Górze słyszymy w każdą II niedzielę wielkopostną. Jednak, z uwagi na trzyletni cykl czytań, mamy trzy różne dodatkowe konteksty, które są eksponowane właśnie przez czytania, przypadające w danym roku. Kontekst, podpowiadany przez czytania tegoroczne, to obietnica. Zaproszeni jesteśmy – jako adresaci słowa Bożego – by uczestniczyć w wydarzeniu przemienienia na górze i patrzeć nań przede wszystkim w świetle Bożych obietnic (Kiedy Bóg coś obiecuje, zawsze słowa dotrzymuje  śpiewał kiedyś zespół Arka Noego w utworze Stary Abraham).

Pierwsze czytanie to opowieść o obietnicy Boga, złożonej Abramowi. Nie była to pierwsza obietnica w historii ich dialogu, a raczej chodzi tu o ponowienie i uzupełnienie obietnicy. Ponowienie było ważne i potrzebne z prostego powodu, że Abram zaczął w obietnicę wątpić. Bóg nie czynił Abramowi wyrzutów, ale rozumiejąc jego sytuację, powtórzył obietnicę, rozszerzając ją. Wówczas natchniony autor Księgi Rodzaju zapisał zdanie, które było oceną aktualnej postawy Abrama, a dla nas jest ważną podpowiedzią i cenną wskazówką: Abram uwierzył i Pan poczytał mu to za zasługę (Rdz 15,6). W innych tłumaczeniach w miejscu słowa zasługa znajdujemy słowo sprawiedliwość. To znaczy – postawa wiary nie jest jakąś wersją ratunkową życia ani jego trybem awaryjnym. Postawa wiary to normalny i właściwy styl życia, który Bóg pochwala i zaleca, a człowiek ma możliwość (i powinien!) tak właśnie żyć – czyniąc wiarę w obietnicę konkretnym fundamentem przeżywanej codzienności.

Czytanie z listu do Filipian (II czytanie) formułuje Bożą obietnicę następująco: Jezus Chrystus przekształci nasze ciało poniżone w podobne do swego chwalebnego ciała… (Flp 3,21).

PRZEMIENIENIE nie jest zatem wizją artystyczną czy poetycką metaforą, ale bardzo konkretną rzeczywistością. W opisach ewangelistów ma ono charakter zapowiedzi przyszłości (Jezus w chwale, na górze przemienienia, opisywany jest podobnie jak później Chrystus zmartwychwstały), co nie zmienia faktu (a raczej go podkreśla), że chodzi o rzeczywistość, a nie o symboliczne porównania.

Bóg obiecuje więc człowiekowi przemianę. Najpierw zapowiada ją i pozwala (w jakiś sposób i w jakiejś mierze, na razie „nie w pełni”) doświadczyć jej. To są te „pozytywne” momenty w życiu, za sprawą których nabieramy przekonania, że warto wierzyć; wydarzenia umacniające, dodające sił wobec przeciwności na drodze wiary. Później góra przemienienia ustępuje miejsca Golgocie, aby wspomniany w Ewangelii eksodos mógł zostać dopełniony. Uszczęśliwiająca wizja (zapowiedź pełni szczęścia) staje się mocą bardzo potrzebną, by nie odrzucić krzyża. O wrogach krzyża wspomina również tekst II czytania, podsumowując że to ci, których dążenia są przyziemne (Flp 3,19). Jeśli natomiast przyziemność ową przekraczamy, kierując wzrok ku niebu, współpracujemy z Bogiem w dziele uświęcenia czyli przemiany nas.

Z tą myślą warto znów wrócić do początku Ewangelii dzisiejszej. Okoliczność podkreślana przez św. Łukasza, a pominięta przez innych ewangelistów w opisach przemienienia, to fakt, że Jezus modlił się. Mało tego – wyszedł na górę, aby się modlić (Łk 9,28), a nie po to, aby się przemienić. Przemienienie jest wspomniane i opisane jako doświadczenie w kontekście modlitwy i to właśnie modlitwa była motywem i celem działania Jezusa. To również ważna podpowiedź dla nas. Naszym „celem pedagogicznym” ma być modlitwa (a nie przemiana). Przemiana jest wpisana w środowisko i „zasięg” modlitwy i jest darem z nieba bardziej niż owocem naszych zabiegów. Nasza bowiem ojczyzna jest w niebie. Stamtąd też jako Zbawcy wyczekujemy Pana Jezusa Chrystusa… (Flp 3,20). Z katechezy wynieśliśmy przekonanie, że to my „idziemy do nieba”, a tymczasem nie mniej prawdziwe jest stwierdzenie, że to niebo przychodzi do nas. Przychodzi do nas, gdy my „idziemy na modlitwę”; przychodzi po cichutku i dyskretnie jako przemiana. Na razie przemiana serca, na ostateczną przemianę ciała (i w ogóle „wszystkiego”) przyjdzie jeszcze czas. Nowego blasku i nowej żywotności nabierają wówczas słowa Psalmu: Pan moim światłem i zbawieniem moim (Ps 27(26),1).

Niech dzisiejsze słowo Boże będzie skuteczną zachętą, byśmy szukali i znajdowali czas i miejsce na modlitwę i wierząc w Boże obietnice, byli otwarci na przemianę.

ADORACJA NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU

Harmonogram wspólnotowego odmawiania

Koronki do Najświętszego Serca Pana Jezusa

               przed Najświętszym Sakramentem:

Poniedziałek  – godz. 13.15

Wtorek – godz. 10.00

Środa – 15.30

Czwartek – 9.00

Piątek – 15.45

Sobota – 11.30

Zapraszamy i zachęcamy do wspólnej modlitwy: JABŁONNA