XVI NIEDZIELA ZWYKŁA

KOLEJNA PODRÓŻ ŻYCIA ; ŚLADAMI ŚWIĘTEGO MAKSYMILJANA MARII KOLBE DO JAPONII – zakładka ogłoszenia parafialne. Liczba miejsc ograniczona. Prosimy zgłaszać potwierdzenia…. DATA PODRÓŻY – 3 XI 2026

W naszym codziennym życiu bardzo ważne jest rozeznawanie. Kim jestem? Dokąd zmierzam? Jak postępuję? Nikt z nas nie jest na świecie przypadkowo. Każdy z nas ma cel, do którego zmierza. Jesteśmy jak ziarna rzucone w ziemię przez siewcę. Naszym zadaniem jest wzrastać i wydawać dobry plon. Czasem pojawiają się chwasty, które przeszkadzają we wzrastaniu, ale mamy dobrego Gospodarza, który wie, jak postępować. Tak bywa też w naszym życiu: nieraz wydaje się, że zło nas opanowuje i pokonuje, ale tak naprawdę ostatecznie nie zatriumfuje. Dlatego tak ważne jest duchowe rozeznawanie – umiejętność odróżniania dobra od zła i wybierania tego, co prowadzi nas do Boga.

Wiele osób spośród nas ma doświadczenie pracy w polu czy na działce, gdzie trzeba dbać o to, aby zasiewy wydały dobry plon. Są pewne czynniki, które w tym pomagają, m.in. dobre nasłonecznienie i odpowiednie nawodnienie, ale są też takie, które przeszkadzają, a należą do nich chwasty. Kto widział kiedyś świeżo wyrastające warzywa na grządce czy młode zboże w polu, wie, że często bardzo trudno jest odróżnić uprawianą roślinę od chwastu. Dopiero gdy rośliny stają się większe, z łatwością możemy je rozróżnić. Często jest jednak tak, że chwast zakorzenia się tak silnie, iż wyrywając go, można wyrwać również zboże. Do takiej sytuacji nawiązuje dziś Jezus w Ewangelii.

Zło wyrasta razem z dobrem. Taka jest rzeczywistość świata i taka jest też rzeczywistość Kościoła pielgrzymującego na ziemi. Paradoksalnie fakt, że gospodarz pozwala chwastom rosnąć razem ze zbożem, pomaga dobru zatriumfować. Nieraz bywa tak, że chcielibyśmy od razu być doskonali. Brakuje nam cierpliwości, a często także zaufania. Najlepszą drogą jest zasada: „Zło dobrem zwyciężaj”. Walcząc za wszelką cenę, możemy wyrządzić więcej szkód. Rozeznając z rozwagą i dając miejsce działaniu Bożego miłosierdzia, pomagamy triumfować dobru.

Wspólnota Kościoła, lud Boży, jest jak zboże rosnące wraz z chwastem. Tworzą ją ludzie powołani do świętości, którzy jednocześnie zmagają się z grzechem. Dobra Nowina polega na tym, że Bóg przychodzi z miłością i miłosierdziem do swojego ludu, który nie jest jeszcze doskonały. W ten sposób pokazuje nam, jak mamy postępować: nie odpowiadać na zło gwałtownością ani przemocą, bo w ten sposób może ono wyrządzić jeszcze większe szkody, lecz umacniać w sobie cnotę cierpliwości, która prowadzi do świętości. Jednocześnie Jezus przypomina, że cierpliwość Boga nie oznacza obojętności wobec zła. Przyjdzie czas żniwa – obraz sądu ostatecznego – kiedy dobro zostanie oddzielone od zła, a każdy człowiek zda sprawę ze swojego życia. Boże miłosierdzie zawsze idzie w parze z Jego sprawiedliwością, dlatego nasze codzienne wybory mają znaczenie dla wieczności.

Nieprzypadkowo Jezus przywołuje obraz chwastu rosnącego w tej samej glebie, w której wzrasta dobre ziarno. Tak jest również w naszym życiu. Staramy się być dobrzy, ale pojawia się zło, które początkowo może wydawać się nawet dobre, lecz jest bardzo podstępne. Nie ma ono swojego początku w Bogu, którego symbolizuje siewca siejący dobre ziarno, lecz w nieprzyjacielu, którym jest szatan, podsuwający człowiekowi pokusy i prowadzący do grzechu. Najlepszym sposobem walki ze złem nie jest jego wyrywanie przy użyciu przemocy czy ograniczania wolności, ponieważ może to przynieść jeszcze większe spustoszenie. Trzeba raczej zrobić miejsce dla Bożego miłosierdzia, którego pełnia objawi się przy końcu czasów. Tu właśnie widzimy paradoks i wielkość Bożej miłości. Potrzeba więc nieustannego rozeznawania, aby nie pomylić dobra ze złem i nie ulec pozorom, które odciągają nas od Boga.

 

Dzisiejsza Ewangelia zawiera także dwie krótkie przypowieści: o ziarnku gorczycy i o zaczynie. One również pomagają zrozumieć sposób działania Boga i Jego królestwa. Pokazują, że Bóg najczęściej działa w sposób cichy, stopniowy i niemal niezauważalny, ale skutki Jego działania są wielkie.

Najpełniej Boża miłość ukazuje się w Jezusie. To w Nim i przez Niego objawia się królestwo Boże, które Jezus porównuje do ziarnka gorczycy. Przychodzi na świat jako bezbronne Dziecię, wzrasta pośród ludzi, a następnie zostaje ukrzyżowany na drzewie krzyża, które staje się dla wszystkich znakiem zbawienia, miejscem schronienia i ratunku. Podobnie jest z zaczynem. W przypowieści symbolizuje on królestwo Boże, które przenika świat i przemienia go od wewnątrz. Ojcowie Kościoła dostrzegali w tym obrazie także samego Chrystusa działającego w sercach wierzących. Dzięki Niemu człowiek może odrzucić „kwas złości i przewrotności” i żyć nowym życiem. Na wzór Chrystusa i my powinniśmy stawać się we współczesnym świecie ludźmi, którzy pozwalają, aby Boża łaska przemieniała ich życie i przez nich docierała do innych.

Przez całe nasze życie jesteśmy odpowiedzialni za to, jak wzrastamy, ale także za to, jaki mamy wpływ na innych. Skoro jesteśmy dobrym ziarnem, nie dajmy się zagłuszyć złu, diabłu, temu, który rozdziela. Każdego dnia rozeznawajmy, co pochodzi od Boga, a co oddala nas od Niego. Wzrastajmy tak, aby nasza cierpliwość wydała dobry plon. Bardzo ważna jest tu czujność, aby nie ulec pokusie natychmiastowego pokonania zła, lecz dać miejsce działaniu Bożej łaski i miłosierdzia. Nie dajmy się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężajmy

XV NIEDZIELA ZWYKŁA

Kazanie na Górze | Plakat premium w półpołysku | Sztuka ścienna o tematyce religijnej | Chrześcijański wystrój domu zdjęcie 1

Chrystus często nawiązuje w swoim nauczaniu do różnych obrazów z codziennego życia i otaczającej nas przyrody. Wykorzystuje proste przykłady, które mają nam ułatwić zrozumienie słowa Bożego kierowanego do nas przez Jezusa. Dziś w Ewangelii Jezus opowiada o siewcy, który wyszedł siać ziarno. Część ziaren padła na drogę, część na grunt skalisty, część między ciernie, a część na żyzną ziemię. To samo ziarno zostało zasiane wszędzie, ale tylko na dobrej ziemi wydało obfity plon. Ziarno oznacza słowo Boże, które Bóg kieruje do każdego człowieka. Gleba symbolizuje nasze serce.

Warto jednak zauważyć, że w tej przypowieści ważna jest nie tylko gleba, ale także samo ziarno. Jezus porównuje słowo Boże do ziarna, ponieważ posiada ono w sobie życie i moc wzrostu. Słowo Boże jest żywe i skuteczne. Ma moc przemieniać ludzkie serce, nawet wtedy, gdy wydaje się ono twarde, skaliste lub pełne cierni. Bóg nie przestaje siać swojego słowa i cierpliwie działa swoją łaską w sercu człowieka.

Ziarno pada na ubitą drogę i zostaje wydziobane przez ptaki. Oznacza to człowieka, który słyszy Ewangelię, ale nie dopuszcza jej do swojego serca. Jest to serce zamknięte na słowo Boże. Taki człowiek może być zajęty własnymi sprawami, obojętny wobec Boga lub przekonany, że nie potrzebuje Jego wskazówek. Słowo Boże nie zapuszcza korzeni i szybko zostaje zapomniane. Ktoś uczestniczy we Mszy Świętej, słyszy piękne kazanie, ale już po wyjściu z kościoła nie pamięta, o czym było, i nie próbuje zastosować usłyszanych treści w swoim życiu. Gdy ziarno pada na grunt skalisty, na początku szybko kiełkuje, ponieważ jest tam mało ziemi. Jednak gdy przychodzi słońce, roślina usycha. To obraz człowieka, który z entuzjazmem przyjmuje Boga, ale jego wiara nie ma głębokich korzeni. Jest to wiara powierzchowna. Gdy pojawiają się trudności, cierpienie, wyśmiewanie lub wymagania Ewangelii, łatwo się poddaje. Ktoś po rekolekcjach postanawia codziennie się modlić, ale po kilku dniach rezygnuje, bo brakuje mu czasu lub zapału.

Następnie ziarno pada między ciernie. Wzrasta, ale zostaje zagłuszone przez ciernie. Są nimi troski życia, pogoń za pieniędzmi, karierą, wygodą i różnymi przyjemnościami. Jest to serce podzielone. Człowiek nie odrzuca Boga całkowicie, ale pozwala, aby inne sprawy zajęły pierwsze miejsce. W rezultacie wiara staje się słaba i nie wydaje owoców. Ktoś wierzy w Boga, ale tak bardzo pochłaniają go praca, zakupy, media społecznościowe czy rozrywka, że nie znajduje czasu na modlitwę, rodzinę i rozwój duchowy.

I wreszcie ziarno pada na żyzną ziemię. Dobra ziemia przyjmuje ziarno, pozwala mu wzrastać i wydawać plon. To człowiek, który słucha słowa Bożego, rozumie je, rozważa i wprowadza w życie. Jest to serce otwarte na Boga. Nie oznacza to człowieka idealnego, ale takiego, który każdego dnia stara się żyć Ewangelią i ufa Bogu nawet w trudnościach. Ktoś regularnie czyta Pismo Święte, modli się, przebacza, pomaga innym i stara się podejmować decyzje zgodne z nauką Chrystusa. Dobra ziemia nie oznacza serca doskonałego, wolnego od wszelkich słabości. Nawet święci przeżywali chwile oschłości, zwątpienia i upadków. Dobra ziemia oznacza serce pokorne, które pozwala Bogu działać i nieustannie powraca do Niego pomimo swoich niedoskonałości. Przypowieść o siewcy pokazuje nam różne postawy ludzi wobec słowa Bożego. To samo ziarno pada na różne rodzaje gleby, ale tylko na dobrej ziemi wydaje obfity plon. Wszystko zależy od postawy naszego serca. Posłuchajmy następującej historii.

Pewien starszy ogrodnik przez wiele lat uprawiał ogród. Każdej wiosny starannie wysiewał nasiona warzyw i kwiatów. Pewnego roku jego wnuk zapytał:

– Dziadku, dlaczego ciągle siejesz tyle nasion, skoro część z nich i tak się zmarnuje?

Dziadek uśmiechnął się i odpowiedział:
– Chodź, pokażę ci.

Najpierw zaprowadził go na ścieżkę biegnącą przez ogród.
– Widzisz te nasiona? Spadły na twardą ziemię. Ludzie chodzą tędy każdego dnia. Nasiona nie mają szans się zakorzenić. Ptaki szybko je wydziobią.

Potem wskazał miejsce pełne kamieni.
– Tutaj ziemi jest mało. Nasiona szybko kiełkują, ale kiedy przychodzi upał, usychają, bo korzenie nie mają gdzie sięgnąć po wodę.

Następnie podeszli do zakątka porośniętego chwastami.
– Tu rośliny zaczynają rosnąć, ale chwasty zabierają im światło, wodę i miejsce. W końcu zostają zagłuszone.

Na końcu ogrodu znajdowała się żyzna, dobrze przygotowana ziemia.
– Tutaj nasiona wydają plon. Nie dlatego, że są lepsze od innych. To ta sama garść nasion. Różnica tkwi w ziemi.

Wnuk zamyślił się i zapytał:
– Czy ludzkie serce jest podobne do tej ziemi?

Dziadek odpowiedział:
– Właśnie o to chodzi. Bóg każdego dnia sieje swoje słowo: przez Ewangelię, ludzi, wydarzenia i głos sumienia. Problem nie leży w ziarnie. Problem polega na tym, jaką ziemią jest nasze serce.

Po chwili dodał:
– A pamiętaj jeszcze o czymś. Dobra ziemia nie staje się dobra sama z siebie. Trzeba usuwać kamienie, wyrywać chwasty i spulchniać glebę. Tak samo człowiek powinien współpracować z łaską Bożą, pracując nad swoim sercem przez modlitwę, spowiedź, przebaczenie i codzienną walkę z tym, co oddala go od Boga.

– Ale pamiętaj także, że nawet najlepszy ogrodnik nie sprawi własnymi siłami, by ziarno wykiełkowało. Potrzebne są słońce, deszcz i życie ukryte w samym ziarnie. Podobnie jest z człowiekiem. To sam Bóg przez swoją łaskę uzdalnia nas do przemiany serca i pomaga nam wydawać dobre owoce. My współpracujemy z Jego łaską, ale to On daje wzrost.

 

Jezus nie opowiada tej przypowieści po to, abyśmy oceniali innych, ale abyśmy spojrzeli na własne serce. Każdy z nas może czasem być drogą, skałą lub ziemią pełną cierni. Ważne jest, aby nieustannie przygotowywać swoje serce na przyjęcie Bożego słowa poprzez modlitwę, sakramenty i codzienne życie Ewangelią.

Szczególną pomocą na tej drodze są sakramenty. W Eucharystii Chrystus umacnia nasze serca swoim Ciałem i Krwią. W sakramencie pokuty i pojednania oczyszcza nas z grzechów oraz pomaga usuwać „kamienie” i „ciernie”, które utrudniają wzrost dobra. Łaska sakramentalna uzdalnia nas do wierniejszego podążania za Chrystusem i wydawania owoców świętości.

Wtedy staniemy się żyzną ziemią, która wyda plon dobra, miłości i świętości. Nie dzięki własnym siłom, lecz dzięki łasce Boga, z którą każdego dnia staramy się współpracować.

 

XIV NIEDZIELA ZWYKŁA

 

Naród Wybrany, przebywający na wygnaniu i uciemiężony jarzmem niewoli, oczekiwał swojego Wybawiciela – Mesjasza – Wodza. Rabini mówili o jarzmie Tory. Jezus wskazuje na swoje słodkie jarzmo i lekkie brzemię, w postaci miłości Boga i bliźniego, jako doskonałe wypełnienie Prawa Bożego. Jezus, „cichy i pokornego serca”, jest zarówno wzorem nauczyciela, jak i idealnym uczniem w szkole swojego i naszego Ojca w niebie.

„Pokój ludom obwieści”. Prorok Zachariasz (hebr. Zecharja – „Jahwe pamięta”; VI w. przed Chr.) w swoim mistycznym przeżyciu, pełnym apokaliptycznych wizji, „widzi” przyszłego, obiecanego Mesjasza – Króla. Król opisany w tym fragmencie księgi jest przyszłym ziemskim władcą, zdolnym zapoczątkować pokojowe panowanie jako rezultat Bożego zwycięstwa i panowania. Jakże Jego obraz jest radykalnie różny od triumfalnych i pełnych megalomanii wyobrażeń Izraelitów, przebywających aktualnie w ziemi niewoli, „skutych żelazem i nędzą”„Pokorny – jedzie na osiołku, na oślątku, źrebięciu oślicy… łuk wojenny zostanie złamany”. W większości przypadków złamanie łuku wojennego było obrazem zwycięskiego podboju. W tym fragmencie proroctwa wspomniana czynność zapobiega przyszłej bitwie i wyraża dążenie do pokoju „aż po krańce ziemi”. W innych tekstach biblijnych Starego Testamentu ta sama idea wyrażona została za pomocą obrazu przekucia mieczy na lemiesze i włóczni na sierpy (Iz 2,4). „Wy nie żyjecie według ciała, lecz według Ducha”. Według tradycji żydowskiej, gdy przyjdzie Mesjasz, wszyscy członkowie Bożego ludu otrzymają Ducha, który będzie w nich działał. Duch, stanowiący nową podstawę chrześcijańskiego życia, pochodzi od Boga, to znaczy z tego samego źródła, z którego wypływają inne przejawy dzieła zbawienia. Człowiek ochrzczony nie tylko przebywa „w Duchu”, lecz Duch również w nim zamieszkuje. Św. Paweł używa zamiennie wyrażeń „Duch Boży”„Duch Chrystusowy” „Chrystus”, chcąc wyrazić wieloaspektowy charakter chrześcijańskiego doświadczenia uczestnictwa w życiu samego Boga. Szczególna więź z Chrystusem możliwa jest jedynie dzięki „uduchowieniu” i „przebóstwieniu” człowieka. Chrześcijanin, który należy już do Chrystusa, jest nowym stworzeniem, otrzymującym moc do „życia dla Boga” dzięki życiodajnemu działaniu Jego Ducha. Bóg już wskrzesił Jezusa i wydarzenie to jest pewnym znakiem, że kiedyś zmartwychwstaną również pozostali. Ludzie żyjący według ciała, jako istoty grzeszne polegające wyłącznie na własnych siłach, umrą, lecz ci, którzy żyją mocą Ducha, zmartwychwstaną dzięki Niemu.

„Uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokornego serca, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych”. Jezus w sposób uroczysty i publiczny objawia Bożą mądrość. Została ona jednak objawiona ludziom prostym, niewykształconym i pokornym, którzy bez żadnych wstępnych założeń, uprzedzeń i warunków przyjmują niezasłużony dar bycia wybranymi adresatami oraz obdarowanymi ścisłą zażyłością z Bogiem Ojcem i Bogiem Synem. „Wszystko przekazał Mi Ojciec mój”. Tylko Jezus stanowi osobowy wymiar Bożego objawienia i tylko On – Syn – zna Ojca oraz może Go objawić tym, którym zechce. Tymi wybranymi są utrudzeni i obciążeni (am ha’arec). Rabini mówili o jarzmie Tory. Jezus wskazuje na swoje słodkie jarzmo i lekkie brzemię, w postaci miłości Boga i bliźniego, jako doskonałe wypełnienie Prawa Bożego. Przedkładanie Boga i drugiego człowieka ponad siebie wymaga jednak wielkiej pokory i cichości serca.

Pokorny Jezus jest zarówno wzorem nauczyciela, jak i idealnym uczniem w szkole swojego Ojca. „Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić”.

XIII NIEDZIELA ZWYKŁA

 

The Apostle preaches about the Resurrection of Jesus Christ, Repentance, Judea, Jerusalem.

Czytając dzisiejszy fragment Ewangelii mówiący o miłości Chrystusa i miłości najbliższych, przypomina postać pewnego Brytyjczyka, który przyjechał do Polski, by uczyć Polaków języka angielskiego.

Wszystko zaczęło się w Londynie, gdy był w kawiarni i zobaczył młodą kobietę. Było to w latach 90. ubiegłego stulecia. Rozpoczęła się rozmowa i okazało się, że kobieta pochodzi z Polski. Trwała transformacja ustrojowa, a ona mówiła, że jej ojczyzna potrzebuje nauczycieli języka angielskiego. Sama nie mogła wrócić do kraju, ale namówiła go, by pojechał do Polski i uczył angielskiego. Był do tego przygotowany: ukończył studia w Cambridge i odbył praktyki. Był zawodowym nauczycielem języka angielskiego.

Pojechał więc do Polski. Jednym z jego pierwszych uczniów był ksiądz i tak zaczęła się jego przygoda z katolicyzmem. Był zachwycony wiarą, pogłębiał ją i szybko wzrastał duchowo. Jego rodzice byli anglikanami, niezbyt praktykującymi. Gdy dowiedzieli się, że został katolikiem, na dwa lata zerwali z nim kontakt. Ucząc języka angielskiego, sam nauczył się języka polskiego.

W 2000 roku pojechał z pielgrzymką na Światowe Dni Młodzieży do Rzymu. Jak sam mówił, szukał odpowiedzi na pytania, które pojawiły się w jego sercu. W drodze powrotnej został zapytany, czy znalazł odpowiedź. Odpowiedział, że tak. Chce zostać księdzem, ale – jak powiedział – nie w Polsce, bo „wy macie wystarczająco dużo księży”, lecz w swojej ojczyźnie. Dla jego rodziców był to kolejny szok. Nie chcieli zaakceptować jego decyzji. Został jednak księdzem. Poznanie Chrystusa i zachwycenie się Nim doprowadziło go do takich decyzji, mimo że jego najbliżsi patrzyli na to zupełnie inaczej. Gdyby zwyciężyło przywiązanie do najbliższych, prawdopodobnie nigdy nie odbyłby takiej drogi wiary.

Dzisiejszy fragment Ewangelii jest częścią mowy misyjnej, przygotowaniem uczniów do wyruszenia i głoszenia Dobrej Nowiny. Jezus podkreśla, że podstawą tego głoszenia ma być miłość do Niego, przewyższająca miłość do najbliższych. Pozostałe miłości powinny być jej podporządkowane. Chrystus nie chce niczego człowiekowi zabrać, ale pomaga budować właściwe relacje i umieścić je na odpowiednim miejscu. Nie zawsze nam się to podoba. Dalej słyszymy słowa: „Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien”. Warto zwrócić uwagę, jak brzmiały te słowa dla współczesnych Jezusowi. Śmierć na krzyżu była śmiercią haniebną. Rzymianie stosowali tę karę zwłaszcza wobec buntowników występujących przeciwko imperium. Miała ona być przestrogą dla innych. Użyty tutaj semityzm mówi o towarzyszeniu Jezusowi w poniżeniu, naśladowaniu Go, przyjęciu krzyża tak jak On oraz utożsamieniu się z Nim w cierpieniu. Wziąć swój krzyż oznacza zgodzić się na to, że wierność Chrystusowi nie zawsze będzie łatwa i nie zawsze spotka się ze zrozumieniem innych. Wydaje się, że nieraz przyzwyczailiśmy się do tych słów, a przecież niosą one ze sobą bardzo poważne konsekwencje. Ta droga krzyża nie bardzo nas zachwyca.

Jezus nie mówi jednak tylko o trudnościach ucznia. Pokazuje także, że wspólnota wierzących ma się wzajemnie wspierać i przyjmować. Znaczna część dzisiejszej Ewangelii mówi o gościnności: „Kto was przyjmuje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmuje, przyjmuje Tego, który Mnie posłał. Kto przyjmuje proroka jako proroka, nagrodę proroka otrzyma. Kto przyjmuje sprawiedliwego jako sprawiedliwego, nagrodę sprawiedliwego otrzyma. Kto poda kubek świeżej wody do picia jednemu z tych najmniejszych dlatego, że jest uczniem, zaprawdę powiadam wam, nie utraci swojej nagrody”.

Kim jest ten ktoś, kogo Chrystus do nas posyła? Najłatwiej dostrzec w nim księdza, osobę konsekrowaną czy kogoś z grupy ewangelizacyjnej. Na pewno również takich ludzi. O podobnym wydarzeniu opowiada nam dzisiejsze pierwsze czytanie. Kobieta z Szunem, która ugościła proroka Elizeusza, została nagrodzona obietnicą narodzin syna – znakiem Bożego błogosławieństwa. Przyjęcie wysłanników Chrystusa niesie ze sobą obietnicę uczestnictwa w ich nagrodzie.

Wydaje się jednak, że ten fragment Ewangelii powinien zwrócić naszą uwagę także na to, czy mamy czas dla drugiego człowieka. Czy potrafimy zobaczyć innych jako dar, a nie jako kłopot. Spotkanie z drugim człowiekiem i gościnność mogą przynieść dobro zarówno temu, kto przyjmuje, jak i temu, kto przychodzi.

Pisząc tę homilię i – oczywiście – będąc bardzo zajętym oraz przekonanym, że nie mam czasu, otrzymałem wiadomość, że będę miał gości. Po ich odjeździe pojawili się następni. Dobrze, że pisałem właśnie tę homilię, bo być może zmarnowałbym okazję, by zostać tak obficie obdarowany przez te bardzo miłe i owocne spotkania. W tych spotkaniach dostrzegłem działanie Chrystusa i Jego obecność (Osobiście uważam, że goście byli to wysłannicy Chrystusa).

Może warto w tym tygodniu zapytać siebie: czy w moich decyzjach Chrystus rzeczywiście zajmuje pierwsze miejsce i czy potrafię rozpoznać Go w tych, których stawia na mojej drodze?

XII NIEDZIELA ZWYKŁA

Droga Krzyżowa z bł. rodziną Ulmów 2

Dzisiejszy świat wywiera na nas presję, abyśmy nie głosili innym Ewangelii, lecz zachowali ją dla siebie. Nie zawsze przybiera ona formę otwartych prześladowań. Często przejawia się w obojętności religijnej, sekularyzacji życia, presji środowiska czy ośmieszaniu wartości chrześcijańskich. Wielu chrześcijan doświadcza zastraszania lub prześladowań ze strony innych. Może to powodować u wielu ludzi lęk przed przyznawaniem się do swojej wiary w Chrystusa.

Jezus w dzisiejszym fragmencie Ewangelii mówi nam: „Nie bójcie się ludzi” (Mt 10,26), nawiązując niejako do naszych obaw. Przyciąga nas ku sobie, wyprowadzając z tego, co nas ogranicza – z naszych lęków, niepewności i braku ufności. Wzywa nas, abyśmy nie byli ludźmi tkwiącymi w ciemności, lecz chrześcijanami żyjącymi w świetle. Pokazuje nam też konkretną drogę: „Co mówię wam w ciemności, powtarzajcie w świetle, a co słyszycie na ucho, rozgłaszajcie na dachach” (Mt 10,27). Wzywa nas, abyśmy byli Jego świadkami w świecie i nieśli Jego orędzie innym. Chce, abyśmy wnosili Jego światło w nasze codzienne sprawy i relacje.

Jednocześnie Jezus napomina nas, swoich uczniów, abyśmy stawiali czoła wrogości i zastraszaniu, których doświadczamy. Wskazuje też klucz do przezwyciężenia naszych lęków. Jest nim odwaga wynikająca ze świadomości, że jesteśmy dziećmi Bożymi. Nie będziemy się lękać, jeśli będziemy pamiętać o swojej wartości w oczach Boga. Jesteśmy cenni nie tylko dlatego, że zostaliśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boże, ale także dlatego, że przez łaskę uczynił nas swoimi umiłowanymi dziećmi. Ta pewność bycia kochanymi sprawia, że jesteśmy gotowi dawać świadectwo o Jezusie w dzisiejszym świecie.

Jezus potwierdza, że Ojciec głęboko troszczy się o swoje dzieci. Podaje dziś przykład wróbla, którego uważano za niemal bezwartościowego. Wróble sprzedawano na targu jako pokarm dla ubogich: dwa wróble za jednego asa, a pięć za dwa asy. Piątego dodawano więc za darmo. „A przecież – mówi Jezus – żaden z nich bez woli Ojca waszego nie spadnie na ziemię. (…) Dlatego nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli” (Mt 10,29.31). Przesłanie Jezusa jest bardzo ważne: nie bójcie się, jesteście ważniejsi, macie swoją wartość. Jednak źródłem chrześcijańskiej odwagi nie jest jedynie świadomość własnej wartości, lecz przede wszystkim ufność pokładana w Ojcu, który zna nas, kocha i nieustannie się o nas troszczy. Świadomość, że pozostajemy pod opieką Boga, pomaga przezwyciężyć lęk i wytrwać w wierności Chrystusowi.

W dzisiejszej Ewangelii Jezus przypomina nam także o odpowiedzialności przed Bogiem. Mówi bowiem: „Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle” (Mt 10,28). Słowa te nie mają wzbudzać w nas lęku lecz prowadzić do postawy szacunku, czci i posłuszeństwa wobec Boga. Chrześcijanin nie powinien ulegać strachowi przed ludźmi, ale troszczyć się przede wszystkim o wierność Bogu i zbawienie swojej duszy.

Konkretną wskazówką jest również postawa proroka Jeremiasza z dzisiejszego pierwszego czytania, który nie daje się zastraszyć terrorowi zewsząd. On także przeżywa obawy podobne do tych, których doświadczają uczniowie Chrystusa posłani z misją głoszenia Ewangelii. Jeremiasza opuścili wszyscy przyjaciele, którzy teraz próbują go zdyskredytować. Za swoje nauczanie zostaje wtrącony do więzienia, a przywódcy ludu grożą mu śmiercią, jeśli nie zmieni tonu swoich wypowiedzi. Jeremiasz jednak nie daje się zastraszyć i nie przestaje głosić prawdy, ponieważ wierzy, że „Pan jest przy mnie jako potężny mocarz” (Jer 20,11). Tym, co pomaga mu wytrwać pośród prześladowań, jest głęboka wiara, że Bóg jest przy nim i troszczy się o niego.

Piękny przykład odwagi w przyznawaniu się do Chrystusa daje nam święty Wit, którego wspomnienie dowolne obchodziliśmy kilka dni temu.

Urodził się on na Sycylii pod koniec III wieku jako syn bogatej rodziny pogańskiej. Po śmierci matki jego wychowaniem zajęli się opiekunowie – małżonkowie Modest i Krescencja. Jako chrześcijanie przekazali mu wiarę w Chrystusa i pomagali mu w niej wzrastać w okresie wielkich prześladowań.

Wit, jako trzynastoletni chłopiec, miał odwagę sprzeciwić się ojcu i odmówił wyrzeczenia się wiary w Jezusa. Wiernie trwał przy Chrystusem, stając się jednym z najmłodszych męczenników starożytnego Kościoła. Jego wychowawcy również ponieśli śmierć męczeńską razem z nim, stając się symbolem duchowej rodziny zjednoczonej w wierze.

W dzisiejszej Ewangelii Jezus stanowczo przeciwstawia się zastraszaniu. Nie ukrywa prawdy, że jako Jego uczniowie będziemy musieli stawić czoła tym, którzy grożą, nękają i zastraszają innych, próbując wymusić uległość. Rada Jezusa jest jasna: nie tylko wzywa nas, abyśmy nie podporządkowywali się tym, którzy chcą odciągnąć nas od Boga, ale także mówi, abyśmy się ich nie bali: „Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą” (Mt 10,28).

Aby wypełnić w dzisiejszych czasach zadanie dawania świadectwa o wierze w Chrystusa, potrzeba nam odwagi i siły ducha. Nie jesteśmy jednak pozostawieni sami sobie. Chrześcijanin nie daje świadectwa jedynie własnymi siłami, lecz mocą łaski Bożej. To sam Chrystus działa w swoich uczniach przez Ducha Świętego i uzdalnia ich do wytrwania w wierze. Dzięki zjednoczeniu z Chrystusem uczestniczymy w Jego zwycięstwie nad grzechem, lękiem i śmiercią.

Dlatego podczas Eucharystii Jezus umacnia nas swoim słowem i swoim Ciałem, abyśmy stawali się odważni w wyznawaniu wiary i dawaniu świadectwa o Jego miłości. W Komunii Świętej jednoczymy się z Chrystusem w sposób szczególny, przyjmując Tego, który oddał za nas życie i zwyciężył śmierć. To właśnie z tej jedności z Panem czerpiemy siłę do codziennego życia Ewangelią oraz odwagę do dawania świadectwa o Nim wobec innych.

Odważne wyznawanie wiary w Chrystusa łączy się także z postawą, jaką my, Jego uczniowie, przyjmujemy wobec wyzwań codziennego życia. Ważnym zadaniem jest troska o zgodność naszego życia z Ewangelią, co wiąże się z wyborem drogi uczciwości, sprawiedliwości, szacunku wobec innych oraz pokory. Pomocą w kształtowaniu tych postaw jest zwracanie się do Boga w ufnej modlitwie, jak podpowiada nam dzisiejszy psalm: „Panie, modlę się do Ciebie w czas łaski, o Boże. Wysłuchaj mnie w Twojej wielkiej dobroci, w Twojej zbawczej wierności” (Ps 69,14).

XI NIEDZIELA ZWYKŁA

 

praga - fresk cudu połowów jezusa w kościele kostel svatého václava przez s. g. rudl (koniec 19. cent.). - apostoł zdjęcia i obrazy z banku zdjęć

Dzisiejsza liturgia słowa ukazuje nam Boga, który nie pozostaje daleko od człowieka, ale nieustannie wychodzi mu naprzeciw. W centrum wszystkich czytań znajduje się Boża miłość oraz powołanie, które z tej miłości wypływa. Bóg wybiera człowieka, obdarza go swoją łaską i posyła do innych. Tak było w historii Izraela, tak było w życiu Apostołów i tak jest również dzisiaj w życiu każdego z nas.

W pierwszym czytaniu z Księgi Wyjścia słyszymy słowa skierowane przez Boga do narodu izraelskiego po wyprowadzeniu go z niewoli egipskiej. Pan przypomina ludowi wszystko, co dla niego uczynił: „Niosłem was na skrzydłach orlich i przywiodłem was do Mnie”. Jest to obraz niezwykle czuły i pełen troski. Bóg nie przedstawia się jako surowy władca, ale jako Ojciec, który opiekuje się swoimi dziećmi.

Następnie słyszymy obietnicę: „Będziecie szczególną moją własnością pośród wszystkich narodów”. Wybranie Izraela nie było jednak wyróżnieniem dla samego wyróżnienia. Wiązało się z odpowiedzialnością. Naród miał być świadkiem obecności Boga wobec innych ludów.

To słowo nie straciło nic ze swojej aktualności. Przez chrzest święty zostaliśmy włączeni do ludu Bożego. Każdy chrześcijanin jest kimś wybranym i powołanym. Nie po to, by czuć się lepszym od innych, ale po to, by swoim życiem ukazywać Boga światu. Wiara nie jest prywatnym skarbem zamkniętym w sercu. Jest darem, którym mamy się dzielić.

Psalm responsoryjny zachęca nas słowami: „My ludem Pana i Jego owcami”Przypominają one o naszej relacji z Bogiem. Nie jesteśmy pozostawieni sami sobie. Należymy do Dobrego Pasterza, który zna swoje owce, troszczy się o nie i prowadzi je przez życie. Świadomość tej przynależności daje człowiekowi pokój nawet pośród trudności i niepewności.

W drugim czytaniu św. Paweł ukazuje najgłębszy wymiar Bożej miłości. Apostoł przypomina, że Chrystus umarł za nas nie wtedy, gdy byliśmy święci i doskonali, ale wtedy, gdy byliśmy jeszcze grzesznikami. To niezwykle ważna prawda. Bardzo często człowiek myśli, że najpierw musi stać się lepszy, bardziej godny i bardziej święty, aby zasłużyć na Bożą miłość. Tymczasem Ewangelia mówi coś odwrotnego. To właśnie Boża miłość przemienia człowieka i prowadzi go do nawrócenia.

Krzyż Chrystusa jest największym dowodem tej miłości. Jezus nie oddał życia za ludzi idealnych, lecz za każdego z nas wraz z naszymi słabościami, grzechami i upadkami. Bóg nie kocha nas dlatego, że jesteśmy doskonali. Kocha nas dlatego, że jesteśmy Jego dziećmi. Ta prawda daje nadzieję każdemu, kto zmaga się z własną słabością i doświadcza swoich ograniczeń. 

Ewangelia ukazuje Jezusa, który patrzy na tłumy ludzi i ogarnia Go głębokie współczucie. Widzi ludzi zagubionych, zmęczonych i opuszczonych, „jak owce niemające pasterza”.

Warto zauważyć, że Jezus nie mówi najpierw o grzechach tych ludzi, ich błędach czy niewierności. Najpierw dostrzega ich zagubienie i cierpienie. To bardzo ważna lekcja dla Kościoła. Chrystus patrzy na człowieka najpierw z miłością i współczuciem. Dopiero potem wzywa go do przemiany życia.

Można zadać sobie pytanie: kogo dziś Jezus widzi jako „owce niemające pasterza”? Może młodego człowieka, który spędza godziny w mediach społecznościowych, a jednocześnie czuje się samotny. Może małżonków żyjących pod jednym dachem, ale coraz bardziej oddalonych od siebie. Może człowieka, który osiągnął zawodowy sukces, a mimo to każdego dnia budzi się z poczuciem pustki.

Jezus nie ogranicza się jednak do współczucia. Zaraz po tych słowach powołuje Dwunastu Apostołów i posyła ich do ludzi. Poleca im głosić bliskość królestwa Bożego, uzdrawiać chorych i nieść nadzieję.

W tym miejscu pojawia się zaskakujący szczegół. Jezus widzi ogrom potrzeb, ale nie postanawia dotrzeć do wszystkich sam. Powołuje Dwunastu i czyni ich współpracownikami swojej misji. Bóg, który mógłby działać sam, postanawia potrzebować człowieka. To jedna z największych tajemnic chrześcijaństwa.

Chrystus pokazuje w ten sposób, że odpowiedzią na potrzeby świata są konkretni ludzie gotowi podjąć powierzoną im misję.

Słowa Jezusa: „Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało” również dziś pozostają aktualne.

Żniwo jest wielkie nie tylko gdzieś daleko na misjach. Jest wielkie w naszych rodzinach, parafiach, miejscach pracy i szkołach. Czasem wydaje się nam, że potrzeba wielkich dzieł. Tymczasem Chrystus często zaczyna od rzeczy prostych: od rozmowy z dzieckiem o wierze, od odwiedzenia chorego sąsiada, od telefonu do osoby samotnej, od przebaczenia, na które ktoś czeka od lat.

Nie dotyczą one jedynie kapłanów, zakonników czy misjonarzy. Każdy ochrzczony jest zaproszony do współpracy z Bogiem. Każdy ma swoje miejsce w Kościele i swoją misję do spełnienia.

Być może największym problemem nie jest dziś brak ludzi wierzących, ale przekonanie wielu wierzących, że ewangelizacja jest zadaniem kogoś innego. Tymczasem Jezus nie powiedział: „Proście o lepszych robotników”. Powiedział: „Proście Pana żniwa, żeby wyprawił robotników”. Niewykluczone, że odpowiedzią Boga na naszą modlitwę mamy stać się właśnie my sami.

Dla jednych będzie to świadectwo wiary w rodzinie, dla innych uczciwość w pracy, przebaczenie komuś, kto nas zranił, czy odważne przyznanie się do Chrystusa w codziennym życiu.

Współczesny świat potrzebuje ludzi, którzy nie tylko mówią o wierze, ale żyją nią na co dzień. Potrzebuje świadków nadziei, pokoju i miłości. Bardzo często pierwszą Ewangelią, jaką ktoś przeczyta, będzie nie Pismo Święte, lecz nasze postępowanie. 

Dzisiejsza liturgia zachęca nas więc do postawienia sobie kilku pytań: Czy dostrzegam, jak wiele dobra Bóg uczynił w moim życiu? Czy wierzę, że jestem przez Niego kochany pomimo moich słabości? Czy czuję się odpowiedzialny za przekazywanie wiary innym? Czy modlę się o nowe powołania do kapłaństwa i życia konsekrowanego? A może sam uciekam przed zadaniem, które Chrystus mi powierza?

Niech Eucharystia umocni nas w przekonaniu, że jesteśmy umiłowanymi dziećmi Boga. Niech przypomina nam, że zostaliśmy wybrani i posłani.

A gdy dziś będziemy modlić się o nowych robotników na żniwo Pańskie, warto postawić sobie jeszcze jedno pytanie: czy przypadkiem Pan Bóg nie kieruje tego wezwania właśnie do mnie?

Bo największym problemem Kościoła nigdy nie był brak zadań do wykonania. Największym problemem było zawsze to, że zbyt wielu uczniów uważało, iż ktoś inny zrobi to za nich. Amen.