I NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU

REKOLEKCJE WIELKOPOSTNIE 1,2,3,4 III – PLAN POD OGŁOSZENIAMI

Pierwsza Niedziela Wielkiego Postu, 14 II 2016 – komentarz do Ewangelii

Czy z każdym należy podejmować dialog? – To pytanie postawił kard. Grzegorz Ryś papieżowi Franciszkowi, na co ten, po chwili zastanowienia, odpowiedział, że z każdym – chyba że wiesz, iż ten dialog może doprowadzić do manipulacji albo zostać źle wykorzystany. I jest w tej odpowiedzi mądrość, bo przecież sam dialog jest wzajemną wymianą myśli czy przekonań i z założenia nie musi mieć na celu przekonania rozmówcy do zmiany swoich poglądów. Problem jednak pojawia się wtedy, gdy rozmówca nie ma czystych intencji.

Właśnie ten problem ukazuje nam dzisiejsza liturgia słowa – dialog, który ze swej istoty jest niebezpieczny, bo druga strona za wszelką cenę chce rozmówcę zmanipulować i sprowadzić do grzechu, czyli dialog ze złem. Zarówno pierwsze czytanie, jak i Ewangelia stanowią dziś przykłady sytuacji, w których szatan prowokuje do dialogu. Różnica między tymi dwoma fragmentami Pisma Świętego jest taka, że Ewa wchodzi w dyskusję z góry przegraną, Jezus natomiast ucina rozmowę, nie wdając się w zbędne polemiki. Ktoś kiedyś powiedział, że diabeł ma profesurę z ludzkiej psychiki i doskonale zna ludzki umysł, jego mechanizmy i zachowania, dlatego wie, jak podejść człowieka, aby ten – jak nieuważne zwierzę – wpadł w zastawioną pułapkę.

W pierwszym czytaniu autor natchniony informuje nas o tym, że Bóg dał człowiekowi to, co najpiękniejsze i najpotrzebniejsze w życiu. Za pomocą obrazu ogrodu otrzymujemy obraz rzeczywistości, w której pierwszy człowiek miał bezpieczeństwo, pokój i wolność oraz pod dostatkiem pożywienia i przestrzeni do życia. Wszystko to, co jest konieczne do egzystencji, ale paradoksalnie także to, co mogło uśpić jego czujność. Dlatego szatan wykorzystuje nieuwagę człowieka i wchodzi z nim w dialog. Słyszymy słynne zdanie, które wielokrotnie stawało się w historii i nadal staje się przyczyną upadku wielu ludzi: „Czy rzeczywiście…?”.

Podstępność tego pytania polega na poddaniu w wątpliwość pewnika, czegoś, co wydaje się ustalone i z zasady niepodważalne. I tak oto człowiek, który żył z Bogiem w przyjaźni oraz doświadczał Jego opieki i troski, zaczyna dopuszczać do serca wątpliwość. Celowo używam słowa „człowiek”, a nie „Ewa”, gdyż każdy z nas ma takie doświadczenie. A diabeł nie poprzestaje na zasianiu wątpliwości – idzie dalej. Podsyca ją pytaniami i obrazami ukazującymi same pozytywy porzucenia dotychczasowego porządku, jakoby nowe miało być lepsze. A przecież od wieków wiadomo, że lepsze bywa wrogiem dobrego. I tak niewinny dialog oraz początkowa wątpliwość przeradzają się w tragedię grzechu.

Siostro i bracie, powiedzmy sobie otwarcie: wątpliwość czy pytanie rodzące się w sercu samo w sobie nie jest złe. To trochę tak jak z naszym organizmem. Gdy odczuwamy głód, nie jest to złem, ale informacją, że organizm chce żyć i potrzebuje pokarmu, aby prawidłowo funkcjonować. Problem w tym, w jaki sposób ten głód zaspokoimy – czy dostarczymy mu pełnowartościowe pożywienie, czy „zapchamy” go wysokoprzetworzonym, chemicznym fast foodem. Głód jest znakiem pragnienia życia; podobnie wątpliwości i pytania w wierze mogą świadczyć o tym, że nasza wiara chce się rozwijać. Pytanie tylko, co z tymi wątpliwościami robimy i w jaki sposób je zaspokajamy. Czy odpowiedziami na moje pytania o moralność i wiarę są artykuły z tabloidów i portali niskich lotów, czy raczej nauka Kościoła, Ewangelia i Katechizm?

Właśnie taki sposób radzenia sobie z wątpliwościami pokazuje nam Ewangelia. Jezus podczas postu na pustyni doświadcza pokus – to znaczy szatan, analogicznie jak w raju, próbuje rozniecić w Jego ludzkim sercu wątpliwość: „Jeśli jesteś…?”. Jednak reakcja Jezusa jest dla nas nauką postępowania w chwilach pokusy – odpowiedź jest krótka, stanowcza i ucina wszelką możliwość pogłębiania wątpliwości; zawsze zaczerpnięta ze Słowa Bożego. Jezus pokazuje nam, że dialog z pokusą prowadzącą do zła nie ma sensu, że wobec niej należy postępować stanowczo i bez kompromisów, bo inaczej możemy nie zauważyć chwili, w której zostaniemy związani i usidleni grzechem – nie tylko my, ale i nasi najbliżsi, jak miało to miejsce w raju.

Siostro i bracie, rozpoczynamy Wielki Post – czas, w którym jesteśmy zaproszeni do zastanowienia się nad sobą i do konkretnego nawrócenia. Może w tym roku właśnie ta dziedzina naszego życia powinna doświadczyć przemiany? Moja wiedza dotycząca wiary powinna zostać pogłębiona. Warto zadać sobie nurtujące pytania i sięgnąć do Katechizmu Kościoła Katolickiego, dostępnego również w Internecie, aby tam odnaleźć odpowiedzi. Może to sprawi, że gdy w sercu pojawi się pytanie, wątpliwość czy pokusa, będę umiał odpowiedzieć, nie wdając się w zbędną i zgubną dyskusję ze złem.

Mamy przed sobą czterdzieści niezwykłych dni. Dajmy sobie ten czas, aby choć trochę zbliżyć się do Jezusa. Czytanie Ewangelii z dnia wraz z krótkim rozważaniem – dziś łatwo znaleźć takie materiały w Internecie czy w formie podręcznej książeczki – lektura Katechizmu czy dobrej książki katolickiej. Wielu z nas codziennie dojeżdża do pracy czy szkoły – może zamiast muzyki czy publicystyki warto sięgnąć po rozważanie Słowa Bożego, dobry audiobook albo po prostu po różaniec.

Nie bójmy się pytań i wątpliwości, nie bójmy się dialogu, ale mądrze szukajmy odpowiedzi i roztropnie dobierajmy rozmówców. Bójmy się raczej sytuacji, w której pytań nie ma w ogóle, a my jesteśmy przekonani, że wszystko już wiemy. Głód przestaje być odczuwany przez organizm, który zbliża się do śmierci. Nie pozwólmy, by nasza wiara umarła. Nie pozwólmy, by niewinna wątpliwość przerodziła się w grzech i upadek.

Niech Maryja, Matka Nieustającej Pomocy, wspomaga nas w trwaniu w wierze, nadziei i miłości oraz broni nas od pokus.

ROZPOCZYNAMY WIELKI POST

KLEJNA PODRÓŻ ŻYCIA ; ŚLADAMI ŚWIĘTEGO MAKSYMILJANA DO JAPONII – zakładka ogłoszenia parafialne. Liczba miejsc ograniczona. Prosimy zgłaszać potweirdzenia…. DATA PODRÓŻY – 3 IX

MSZE ŚW. O 7.00, 8.00, 18.00., 20.00

Podobno Leonardo da Vinci, zapytany Ile ma lat, odpowiadał: Nie wiem. Gdy rozmówca okazywał zaskoczenie i zdziwienie odpowiedzią, wielki artysta, myśliciel i wynalazca wyjaśniał: Lata, które przeżyłem, przeminęły, odeszły w przeszłość. Nie ma ich, nie mogę więc powiedzieć, że je MAM. Tak naprawdę MAM te szanse i możliwości, które są przede mną. Mogę wpłynąć na to, co jest i będzie, a nie na to, co było. NIE MAM więc tego, co dziś jest przeszłością, a MAM to, co przychodzi z przyszłości. Stąd odpowiedź na pytanie «ile mam lat», brzmi – zgodnie z prawdą – «nie wiem»…

Można powiedzieć, że wielkim, głównym tematem Bożego objawienia jest życie ukryte. Oczywiście – jest ono dane, podarowane, ale jednocześnie ukryte. Z perspektywy naszego świata pełnia życia – zanim stanie się osiągalna – pozostaje ukryta. Ziemskie życie to czas, który MAMY… ale mamy na odkrywanie i znalezienie życia prawdziwego.

Pierwszy kaznodzieja dnia dzisiejszego – popiół – przypomina bez słów, co zostaje z doczesności, przeżywanej powierzchownie, przeżywanej bez szukania tego, co ukryte. Zostaje garść popiołu. Warto o tym pamiętać. Warto pamiętać, że przemijanie bezlitośnie zweryfikuje prawdziwą wartość naszych celów, starań i wysiłków. Życie jest nam naprawdę podarowane. Póki co, jako kształt życia, znamy jednak wyłącznie życie ziemskie. Dociekliwi pytają zatem czy doczesność to już cel ostateczny, czy tylko środek do celu. Czy dar (dar życia) jest tylko po to, żeby go „zużyć”, czy również (a może nawet przede wszystkim) po to, aby zapytać kim jest jego dawca i nawiązać z nim relację? Można oczywiście „używać życia” i nie pytać o jego źródło (można oznacza tutaj możliwość takiego wyboru, a nie pozytywną ocenę moralną). Tylko, że u końca tej drogi pozostanie… garść popiołu… i bezradna gorzka refleksja, że jednak można było inaczej

Jesteśmy dziś w świątyni właśnie po to, by uniknąć tego smutnego, mrocznego scenariusza. Słowo Boże wskazuje w tych okolicznościach potrójną drogę: modlitwy, postu i jałmużny. Droga ta – według Ewangelii dziś słyszanej – ma stałą charakterystykę; zabiegamy o to, co jest w ukryciu. W greckim oryginale mamy tu wyrażenie en to krypto. Znamy słowo krypta. Oznacza ono miejsce ukryte; wyraźnie oddzielone od tego, co jawne, powszechne, oficjalne i oczywiste.

Jałmużna ma pozostać w ukryciuNie chodzi tu oczywiście o to, aby „na siłę” ukrywać dobro, ale o to, by świadomie zrezygnować „z nagrody”, którą mógłby być czyjś podziw czy czyjeś uznanie.

Modlitwa ma pozostać w ukryciu z tego samego powodu. Ewangelia podkreśla, że modlitwa na pewno nie jest po to, żeby się ludziom pokazać.

Post ma pozostać w ukryciu, ponieważ – jak modlitwa i jałmużna – również nie jest z natury swojej elementem „aktorstwa”, podejmowanego po to, by coś uzyskać od innych ludzi. 

Oczywiście z mowy Jezusa nie wolno usuwać podstawowej charakterystyki tego, co dzieje się w ukryciu. Otóż tam – w ukryciu – dokonuje się sprawa niebanalna; tam jest Ojciec, tam Ojciec widzi i koniec tego procesu jest taki, że Ojciec odda Tobie. Co odda? Życie!

Jeśli biorę życie wyłącznie jako swoją własność, jeśli nie pytam jaki jest jego sens i nie pytam o jego źródło, pozostaję „na powierzchni” życia, gdzie z życia (z doczesności) zostanie jedynie popiół. Jeśli natomiast w ukryciu szukam sensu przez modlitwę, post i jałmużnę, wówczas Ojciec odda…

W pieśni eucharystycznej śpiewamy, że Jezusa ukrytego mam w sakramencie czcić. Wiara zbawcza to właśnie wchodzenie w ukrycie, to poddawanie się procesowi, który nas przemienia. Przemienia nie tego, kto jedynie wykona odpowiedni gest, czy wyrecytuje przewidziane formuły. Przemienia tego, kto naprawdę – w zaufaniu do Ojca – wchodzi w ukrycie i uczciwie praktykuje modlitwę, post i jałmużnę. Taki styl życia przemienia. Nie brakuje świadków, którzy potwierdzają, że życie „oddane” Bogu staje się drogą przemiany. Modlitwa mnie przemieniła – słyszymy często takie stwierdzenie, gdy słuchamy czyjegoś świadectwa wiary. Niektóre opowieści biblijne (zwłaszcza starotestamentalne, na przykład o Abrahamie) delikatnie sugerują, że nasza modlitwa przemienia również Boga. Specjaliści od teologii uściślają, że nie – że Bóg się nie zmienia. Jednak święci uzupełniają nam te rozważania stwierdzeniem, że to tak bardzo zmienia się nasz sposób rozumienia i widzenia, iż zmianę spontanicznie skłonni jesteśmy przypisać również Bogu. A jeśli tak jest, tym bardziej „wybaczamy” starożytnym autorom biblijnym, gdy ukazują, że życie powierzone Bogu PRZEMIENIA – przemienia człowieka, przemienia Boga (Kto wie? Może znów się zlituje… – to z I czytania). W każdym razie Bóg znów zdecydowanie zaprasza nas do przemiany. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię – słyszymy dziś na nowo i niech nas te słowa skutecznie prowadzą po drogach przemiany. Idąc wskazanymi szlakami doczekamy, że Ojciec odda – odda życie, które pokornie przyjmujemy i konsekwentnie przeżywamy jako dar.

VI NIEDZIELA ZWYKŁA

VI Niedziela Zwykła (A) – Mt 5, 17-37 – 16 lutego 2020 | Dom ...

Dzisiejsza Ewangelia prowadzi nas na Górę Błogosławieństw, gdzie Jezus wypowiada pierwszą wielką mowę zapisaną przez św. Mateusza – Kazanie na Górze. To nie jest jedynie zapis historycznego wydarzenia sprzed dwóch tysięcy lat. To słowo żywe, wypowiedziane także dziś – do nas, o nas i dla nas. Fragment, który słyszymy, należy do tzw. „antytez”, w których Jezus odsłania pełny, najgłębszy sens Bożego Prawa.

Św. Mateusz pisał swoją Ewangelię w czasie napięć i sporów wewnątrz pierwszych wspólnot chrześcijańskich. Jedni twierdzili, że skoro zbawienie jest darem łaski, to Prawo nie ma już znaczenia. Inni, przeciwnie, przyjęli Jezusa, ale nie potrafili porzucić przekonania, że trzeba nadal zachowywać całe Prawo Mojżeszowe. Byli też tacy, którzy w imię źle rozumianej wolności odrzucali zarówno Prawo, jak i samego Jezusa. Te napięcia nie są nam obce również dzisiaj.

Bo i dziś spotykamy ludzi, którzy mówią: „Wystarczy być dobrym człowiekiem, po co przykazania?”, albo takich, którzy skrupulatnie trzymają się przepisów, ale ich serce pozostaje zamknięte na miłość. Jezus nie wybiera żadnej z tych skrajności. On nie znosi Prawa i nie gardzi tradycją. Mówi jasno: „Nie przyszedłem znieść Prawa ani Proroków, ale wypełnić”.

Jezus stawia jednak wymagania większe niż te, do których przyzwyczaili się uczeni w Piśmie i faryzeusze. Ich sprawiedliwość często zatrzymywała się na zewnętrznych formach. Można było powiedzieć: „Nikogo nie zabiłem”, a jednocześnie niszczyć innych ludzi słowem, pogardą, milczeniem. Jezus kieruje nas głębiej – do serca, do intencji, do miłości.

Prawo mówiło: „Nie zabijaj”Jezus mówi: nie niszcz człowieka także gniewem, zniewagą, pogardą. Jak bardzo to słowo dotyka naszej codzienności. Można nie podnieść ręki, a jednak zabić relację: ojciec, który latami nie odzywa się do syna; małżonkowie, którzy żyją pod jednym dachem, ale nie rozmawiają; pracownik systematycznie poniżany ironią i „żartami”. Jezus mówi jasno: zanim złożysz dar na ołtarzu, pojednaj się z bratem. Bo Bóg nie chce kultu oderwanego od miłości.

Podobnie jest z przykazaniem „Nie cudzołóż”Jezus pokazuje, że zdrada zaczyna się znacznie wcześniej niż w czynie – w sercu i w spojrzeniu. W świecie, w którym obrazy, reklamy i media nieustannie uprzedmiotawiają człowieka, Jezus wzywa do wewnętrznej czystości. To nie jest wezwanie do lęku, lecz do wolności. Jak mówi praktyka życia: jeśli ktoś wie, że pewne strony internetowe, rozmowy czy relacje prowadzą go do grzechu, musi mieć odwagę – jak mówi Jezus obrazowo – „odciąć rękę”, czyli zrezygnować z tego, co niszczy jego serce.

Mówiąc o nierozerwalności małżeństwa, Jezus przypomina o wielkiej godności miłości małżeńskiej. Nie jest ona umową „dopóki jest dobrze”, ale przymierzem. Każde lekceważenie, każda obojętność, każda zdrada – nawet emocjonalna – rani tę godność. Ile małżeństw rozpada się nie dlatego, że zabrakło uczuć, ale dlatego, że zabrakło codziennej wierności w drobiazgach: rozmowy, przebaczenia, czasu dla siebie nawzajem.

Jezus uczy także prostoty i prawdy w mowie. „Niech wasze «tak» będzie tak, a «nie» – nie”. Chrześcijanin ma być wiarygodny. Taki, którego słowo wystarcza. Jak bardzo potrzebujemy dziś ludzi, którym można ufać: w rodzinie, w pracy, w Kościele. Ludzi, którzy nie mówią jednego, a robią drugiego.

Przykazania znamy od dzieciństwa. Problem nie polega na braku wiedzy, lecz na sercu. Jedni traktują je wybiórczo, inni uznają za przestarzałe. Tymczasem Słowo Boże wciąż woła: „Słuchaj!”. Słuchać – to nie tylko usłyszeć, ale pozwolić, by to słowo mnie kształtowało, czasem niepokoiło, czasem wzywało do zmiany.

Kilka dni temu usłyszałem proste, a zarazem głębokie wyznanie starszego chrześcijanina. Powiedział:

Jestem świadomy swoich słabości. Jestem potencjalnym złodziejem, zabójcą, cudzołożnikiem. 
Ale dzięki Jezusowi nie kradnę, nie zabijam, nie cudzołożę. Dzięki Niemu jestem na dobrej drodze”.

To jest właśnie duch Kazania na Górze. Nie pycha doskonałości, ale pokorna świadomość własnej kruchości i zaufanie łasce Boga.

Jezus nie daje nam nowej listy przepisów. Daje nam serce zdolne kochać. Miłość jest prawem – ale prawem wymagającym. Nie chodzi o pytanie: „ile muszę?”, lecz: „jak mogę kochać bardziej?”. To jest ta „większa sprawiedliwość”, do której Jezus nas zaprasza.
Niech więc Chrystus prowadzi nas drogą błogosławieństw, drogą Kazania na Górze – drogą, która nie zawsze jest łatwa, ale zawsze prowadzi do życia.

11 lutego – Wspomnienie NMP z Lourdes

Mt 9, 1-8 Jezus uzdrawia paralityka i odpuszcza mu grzechy

ZAPRASZAMY DZIŚ NA MSZĘ ŚW. GODZ. 18.00, A PO MSZY NABOŻEŃSTWO DLA CHORYCH Z OSOBISTYM BŁOGOSŁAWIEŃSTWEM NAJŚWIĘTSZYM SAKRAMENTEM

Maryja objawiała się w Lourdes prostej dziewczynie Bernadetcie Soubirous w 1858 r. Ukazała się jako piękna, młoda pani w białej sukni przepasana niebieską wstążką z różańcem w ręce. „Jestem Niepokalane Poczęcie” – przedstawiła się. Wezwała do modlitwy, pokuty i nawrócenia grzeszników. Po uznaniu objawień przez Kościół, Lourdes stało się sanktuarium. Miejscem promieniującym na cały świat duchem miłości, zwłaszcza względem chorych i ubogich. Wierni wypraszają tam liczne łaski dzięki wstawiennictwu Matki Najświętszej. Odwiedza je rocznie 5 mln pielgrzymów. Jest miejscem modlitwy ludzi chorych, przybywających tam z nadzieją na uzdrowienie. To dlatego Jan Paweł II ustanowił święto Maryi z Lourdes Światowym Dniem Chorych /Za: brewiarz.pl/

„Niepokalana” to także ulubione określenie Matki Bożej św. Maksymiliana Kolbego.

W pismach św. Maksymiliana jest ponad 50 odniesień do wydarzeń z Lourdes. Jako młody franciszkanin, podczas 7-letniego pobytu w Rzymie św. Maksymilian codziennie modlił się przed dużą figurą Niepokalanej z Lourdes, z napisem: „Ja jestem Niepokalane Poczęcie”. Podobnie zresztą było w Niepokalanowie, gdzie w kaplicy od 1929 r. również króluje figura Matki Bożej z Lourdes. Sam dzień wspomnienia objawień z Lourdes, czyli 11 lutego, dla Świętego był szczególny. W tym dniu co roku odprawiał Mszę święta wotywną ku czci Matki Bożej. W niepokalanowskim klasztorze była nawet odmawiana nowenna przed świętem Matki Bożej z Lourdes /za: s. Teresa Michałek/www.niepokalanow.pl/

ŚWIADECTWO UZDROWIENIA ŚW. MAKSYMILIANA

„W okresie studiów w Rzymie w 1914 r., kleryk, dziś św. Maksymilian został cudownie uzdrowiony za przyczyną wody z Lourdes.

W liście do matki tak sam Święty opisuje to wydarzenia: „Nic tak ważnego nie zaszło, chyba to, żem o mało nie utracił (małego, grubego) palca u prawej ręki. Utworzyło mi się tam bowiem coś na kształt wrzodu. Pomimo zabiegów kolegialnego lekarza materia tworzyła się ciągle. W końcu lekarz orzekł, że już kość się psuje; trzeba będzie ją wyskrobać. Usłyszawszy o tym odpowiedziałem, że mam lepsze lekarstwo. Dostałem bowiem od O. Rektora cudowną wodę z Lourdes. Dając mi ją, opowiedział mi O. Rektor historię swego cudownego uzdrowienia […].

Otóż nasz lekarz usłyszawszy, że mam wodę z Lourdes, z radością sam mi ją przyłożył. I cóż się stało? Nazajutrz zamiast operacji i skrobania kości usłyszałem od lekarza szpitalnego, że nie widzi potrzeby i po kilku opatrunkach byłem zdrów. Chwała więc Panu Bogu i cześć Niepokalanej!”.

To cudowne uzdrowienie wywarło na młodego zakonnika duży wpływ. Utrata kciuka mogła być dla młodego kleryka przeszkodą w otrzymaniu święceń kapłańskich.”

Za: https://niepokalanow.pl/

ŚWIADECTWO WSPÓŁCZESNE

Mój synek jakiś czas temu miał gorączkę. Gorączka lekko ustępowała, ale później powracała z podwójną siłą. Miał wówczas 3 latka i chodził do przedszkola. Po kilku dniach gorączkowania tak mu się wieczorem jak zasnął pogorszyło, że zaczął mieć drgawki i majaczył. Jak dla mnie to nie trzeba mierzyć temperatury, bo minimum ma 40 stopni! Czekał mnie szpital. Ja jako matka pochylona nad nim… nogi mi się uginały 🙁 Wzywam: Boże i co ja mam teraz zrobić ? I odpowiedź błyskawiczna. Masz wodę z Lourdes. Jasne! Biorę chusteczkę bawełnianą i zakrapiam wodą z Lourdes. Przykładam synkowi na czoło i mam wrażenie, że gaszę pożar! Trzymam, choć synek się wyrywa i dalej majaczy, modląc się wówczas: Niepokalane Serce Maryi módl się za nami teraz i w godzinę śmierci naszej. Amen. I tak cały czas, powtarzając te proste słowa z ufnością do Maryi. Kilka minut, synek się uspokaja i zasypia. Po ok. 15 min przychodzę do pokoju z termometrem i mierze temperaturę, wynik: 36,7! Bez czopków i płynów przeciwbólowych. Gorączka już nie wraca. Synek wraca do zdrowia. Po tym czasie jeszcze się przeziębiał, miał nawet zapalenie płuc (wówczas św. Szarbel pomógł), jednak nie gorączkował. Ku zdziwieniu lekarza. Daję świadectwo wiary, że woda z Lourdes uzdrawia:

Za: https://wydawnictwo.niepokalanow.pl/pl/p/Woda-z-Groty-Lourdes-10-ml/764

🙏 Modlitwa do Matki Bożej z Lourdes św. Jana Pawła II

Ave Maria, Niewiasto uboga i pokorna,
błogosławiona przez Najwyższego!
Dziewico nadziei, proroctwo nowych czasów,
przyłączamy się do Twego kantyku chwały,
by celebrować miłosierdzie Pana,
by głosić nadejście Królestwa
i całkowite wyzwolenie człowieka.

Ave Maria, pokorna służebnico Pańska,
chwalebna Matko Chrystusa!
Dziewico wierna, święte mieszkanie Słowa,
naucz nas wytrwałości w słuchaniu Słowa,
uległości wobec głosu Ducha,
uwagi na Jego apele w skrytości sumienia
oraz na Jego przejawy w wydarzeniach historii.

Ave Maria, Niewiasto boleści,
Matko żywych!
Dziewico pod Krzyżem, nowa Ewo,
bądź naszą przewodniczką na drogach świata,
naucz nas żyć miłością Chrystusa i szerzyć ją,
stać w raz z Tobą pod niezliczonymi krzyżami,
na których Syn Twój wciąż jest krzyżowany.

Ave Maria, Niewiasto wiary,
pierwsza spośród uczniów!
Dziewico Matko Kościoła, pomóż nam zawsze
zdawać sprawę z nadziei, która jest w nas,
ufając w dobroć człowieka i w miłość Ojca.
Naucz nas budować świat od środka:
w głębokości milczenia i modlitwy,
w radości miłości braterskiej,
w niezastąpionej płodności Krzyża.

Święta Maryjo, Matko wierzących,
Pani nasza z Lourdes,
módl się za nami.
Amen.

***
🙏 Litania do Matki Bożej z Lourdes

Kyrie, elejson. Chryste, elejson. Kyrie, elejson.
Chryste, usłysz nas. Chryste, wysłuchaj nas.
Ojcze z nieba Boże, zmiłuj się nad nami.
Synu Odkupicielu świata Boże,
Duchu Święty Boże,
Święta Trójco jedyny Boże,

Najświętsza Panno w Lourdes objawiona, módl się za nami.
Najświętsza Panno pokutę zalecająca,
Najświętsza Panno, uzdrawiające źródło wskazująca,
Najświętsza Panno potwierdzająca Swe Niepokalane Poczęcie,

Niepokalana Córo Boga Ojca,
Niepokalana Matko Syna Bożego,
Niepokalana Oblubienico Ducha Świętego,
Niepokalana Świątynio Trójcy Przenajświętszej,
Niepokalane odzwierciedlenie Mądrości Bożej,
Niepokalana Jutrzenko sprawiedliwości,
Niepokalana Arko Przymierza,
Niepokalana Dziewico krusząca głowę węża piekielnego,
Niepokalana Królowo nieba i ziemi,
Niepokalana skarbnico łask Boskich,
Niepokalana drogo do Jezusa wiodąca,
Niepokalana Dziewico wolna od grzechu pierworodnego,
Niepokalana bramo niebios,
Niepokalana Gwiazdo morza,
Niepokalana Matko Kościoła świętego,
Niepokalane źródło wszelkich doskonałości,
Niepokalana przyczyno naszej radości,
Niepokalany wzorze wiary,
Niepokalane źródło Bożej miłości,
Niepokalany znaku naszego zbawienia,
Niepokalane światło Aniołów,
Niepokalana nauczycielko Apostołów,
Niepokalana chwało Proroków,
Niepokalana potęgo Męczenników,
Niepokalana opiekunko Wyznawców,
Niepokalany wzorze dziewiczej czystości,
Niepokalana radości ufających Tobie,
Niepokalana obrono grzeszników,
Niepokalana pogromicielko wszelkiego zła,

Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, przepuść nam, Panie.
Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, wysłuchaj nas, Panie.
Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nad nami.
O Maryjo bez grzechu poczęta
Módl się za nami, którzy się do Ciebie uciekamy.

Módlmy się:
Matko Najświętsza słynąca w Lourdes wielkimi łaskami, przez dobroć,
jakiej dajesz tyle dowodów w tym wybranym miejscu, błagamy Cię pokornie, uproś nam wszystkie cnoty, aby nas uświęciły oraz wyjednaj nam zupełne zdrowie duszy i ciała i dopomóż, abyśmy go użyli na chwałę Boga, dla dobra bliźnich i zbawienia duszy.

V NIEDZIELA ZWYKŁA

 

sól | NIEDOWIARSTWO moje

„Tak niech wasze światło jaśnieje przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie” (Mt 5,16).

Codziennie spotykamy różne osoby, napotykamy na różne sytuacje; nieraz ktoś potrzebuje naszej pomocy… Lubimy czynić dobro – raczej niewiele jest osób, które wolałyby czynić zło. Czynienie dobra to jedna rzecz. Motywacja to kolejna kwestia. Najlepiej, gdy jedno i drugie jest zgodne z naszym życiem i sumieniem: „aby ludzie widzieli wasze dobre uczynki”, ale też: „aby chwalili Ojca waszego, który jest w niebie” (por. Mt 5,16). Widząc człowieka czyniącego dobro, nieraz pytamy o jego motywacje. Najwięcej dobra wypływa z uczynków czynionych ze szczerością serca – gdy nie są skupione na dobroczyńcy, lecz na dobru obdarowanego. Dla każdego chrześcijanina motywacją dobrych uczynków nie powinna być własna chwała; przede wszystkim powinny one wskazywać na dobro, które pochodzi od naszego Ojca – Boga.

Trzeba jednak jasno powiedzieć: człowiek nie jest źródłem tego dobra sam z siebie. Prawdziwe dobro rodzi się z łaski Bożej, która poprzedza nasze działanie, towarzyszy mu i je umacnia. Bez Boga możemy wiele zaplanować, ale tylko z Nim nasze czyny stają się światłem, które naprawdę prowadzi innych. Dlatego chrześcijańskie dobro nie jest jedynie kwestią charakteru czy wychowania, lecz owocem życia w relacji z Bogiem.

O tym właśnie mówi dzisiejsze słowo Boże: dobre uczynki świecą światłem dla innych. Nie wystarczy jednak tylko czynić dobro. Trzeba też samemu wyzbywać się zła, przewrotności i nieuczciwości. Tylko wtedy światło naszych dobrych uczynków będzie prowadzić innych do źródła najwyższego dobra, stanie się prawdziwym światłem wschodzącym w ciemnościach (por. Iz 58,10) i umocnieniem w codzienności.

Jezus daje nam – swoim uczniom – konkretne zadanie: mamy być solą ziemi i światłem świata (por. Mt 5,13–14). Sól nadaje smak i sens, światło daje nadzieję. Wiara i ludzie wierzący są dziś często „na świeczniku”. Nasze dobre uczynki mogą być dla kogoś umacniającym świadectwem, ale zarazem brak dobra, obojętność czy niereagowanie na zło mogą stać się niemałym zgorszeniem. Podobnie wtedy, gdy ktoś świeci światłem tylko dla siebie – można szybko się wypalić, stracić sens i stać się przyczyną zagubienia innych.

Sens porównania uczniów Chrystusa do światła latarni w prosty sposób ukazuje opowieść o latarniku z miasteczka:

W pewnym nadmorskim miasteczku żył stary latarnik. Przez pięćdziesiąt lat, co wieczór, wspinał się po krętych schodach na szczyt wieży, by zapalić wielką lampę. Mieszkańcy tak bardzo przywykli do tego blasku, że niemal przestali go zauważać.

Pewnego razu do latarnika przyszedł młody, ambitny chłopak z miasta. Spojrzał na starca i zapytał z lekkim pobłażaniem:
 „Nie nudzi cię to? Siedzisz tu sam, nikt ci nie klaszcze, nikt nie widzi twojej pracy. Czy nie wolałbyś być kimś ważnym, kimś, o kim piszą w gazetach, zamiast pilnować tej jednej żarówki?”.

Starzec uśmiechnął się łagodnie, podszedł do okna i wskazał na czarny, wzburzony ocean.
– „Widzisz te małe punkciki na horyzoncie?” – zapytał.
– „To łodzie rybackie. Ci ludzie nie znają mojego imienia. Nie wiedzą, jaki mam kolor oczu ani co jadłem na kolację. Ale kiedy widzą to światło, wiedzą dwie najważniejsze rzeczy: gdzie jest brzeg i że nie są sami. Moim zadaniem nie jest to, żeby oni widzieli mnie. Moim zadaniem jest sprawić, żeby oni widzieli swoją drogę do domu”.
 

Pokusa bycia ważnym, zauważonym, może być duża. Światło jednak nie świeci dla siebie, a ma pomagać innym. Takim właśnie światłem ma być każdy chrześcijanin, uczeń Jezusa. Na co dzień raczej nie zastanawiamy się nad tym, w jaki sposób świeci latarnia czy jakakolwiek lampa – może okazjonalnie takie przemyślenia przychodzą. Dostrzegamy przede wszystkim światło, które pomaga nam, aby nie zbłądzić, aby wszystko widzieć lepiej, które daje nam też nadzieję w ciemnościach. Latarnia i jej światło są najbardziej potrzebne tam, gdzie jest najciemniej.

Bycie uczniem Jezusa oznacza stanie się taką latarnią dla innych – często w zwykłej codzienności, poprzez wypełnianie swoich obowiązków i własnego powołania. Ale aby to światło nie gasło, musi być zasilane. Dla chrześcijanina tym źródłem są sakramenty: Eucharystia, w której Chrystus sam staje się naszym światłem i siłą, oraz sakrament pojednania, w którym Bóg oczyszcza to, co w nas zaciemnione i słabe. Bez regularnego powrotu do tych źródeł nawet najpiękniejsze intencje mogą z czasem zgasnąć.

Bycie uczniem Jezusa, bycie latarnią – światłem dla innych w zwykłej codzienności, mało kiedy dzieje się to w sposób spektakularny. Szczególnie we współczesnym świecie, gdzie jest tak dużo ludzi zagubionych, szukających sensu życia, w tym chaosie potrzebne są takie latarnie.

Dlatego warto dziś zapytać siebie: Czy staram się być latarnią dla innych? Czy może jest we mnie zbyt wiele egoizmu i chęci błyszczenia dla siebie? Czy pozwalam Bogu zapalać i odnawiać światło mojego życia? Czy czerpię z Jego łaski, czy próbuję świecić jedynie własnymi siłami?

Równocześnie, aby nie być hipokrytą, warto pracować nad swoim postępowaniem, nad swoimi wadami-słabościami. Prawdziwy uczeń Chrystusa stara się jak najbardziej upodobnić do swojego Mistrza. Warto stawać się tym, który nadaje sens – jak sól dodawana do potraw – i nadzieję, jak światło świecące w ciemności. Do tego wszystkiego zachęca nas dziś słowo Boże. Będąc uczniem Jezusa, pamiętaj, że masz świecić Jego światłem i do Niego prowadzić. To bardzo ważne i odpowiedzialne zadanie. 

Uczeń Jezusa nie ma świecić sobą, lecz Chrystusem – i prowadzić innych nie do siebie, ale do Boga.

ŚWIĘTO OFIAROWANIA PAŃSKIEGO

DZIŚ MSZE ŚW.;  O7.00, 08.00, 18.00

Ofiarowanie Pańskie, 2.02 - Parafia pw. św. Rozalii w Szczecinku

Kościół obchodzi dziś święto Ofiarowania Pańskiego. W Polsce kończymy tradycyjny okres Bożego Narodzenia i śpiewania kolęd. Liturgia po raz ostatni w tym roku ukazuje nam Chrystusa jako Dziecię. W dzisiejszej liturgii błogosławione są świece, które niesiemy w procesji, aby powitać Chrystusa – Światłość na oświecenie pogan i chwałę ludu Bożego. Ten prosty gest błogosławienia świecy nie jest tylko piękną tradycją. Jest on wyznaniem wiary. Oto przychodzimy, by spotkać Tego, który rozprasza mroki naszego życia, który rozświetla drogi zagubionych, który nadaje sens temu, co wydaje się niejasne i trudne.

Na początku warto zadać sobie pytanie: Jakie jest znaczenie dzisiejszego święta? Co tak naprawdę dziś świętujemy? Dzisiejsze wydarzenie miało miejsce dokładnie czterdzieści dni po Bożym Narodzeniu. Czas płynie szybko. Wydaje się, że dopiero co w Wigilię i na Pasterce rozpoczęliśmy śpiewanie kolęd, a już mija czterdzieści dni od narodzin Jezusa. To może być dla nas ważna lekcja. Czas jest darem, który otrzymujemy od Boga, i nie jest niewyczerpany. Każdy dzień jest zaproszeniem, by przeżyć go w jedności z Bogiem i wykorzystać zgodnie z Jego wolą.

Ofiarowanie Jezusa w świątyni ukazuje nam również, jak ważne jest posłuszeństwo Bożemu prawu. Ewangelista kończy opowieść o dzieciństwie Jezusa właśnie tym wydarzeniem, które ukazuje posłuszeństwo Maryi i Józefa wobec Prawa Izraela. To, co mogłoby się wydawać zwykłym religijnym obowiązkiem, staje się miejscem objawienia się Boga. Świątynia, która jest miejscem modlitwy, ofiary i spotkania, staje się przestrzenią, w której zostaje rozpoznany Mesjasz.

Ewangelia przypomina nam pierwszy ważny fakt, że „każdy pierworodny syn ma być poświęcony Panu”, a rodzice składają ofiarę. Tą ofiarą jest para synogarlic lub gołąbków. Była to ofiara ubogich. Rodzina Jezusa nie należy do możnych tego świata, lecz do tych, którzy żyją prosto i w zaufaniu Bogu. Maryja, choć nie potrzebuje oczyszczenia, jest posłuszna Prawu. Nie dlatego, że musi, ale dlatego, że chce wypełnić wolę Boga. Jej posłuszeństwo staje się drogą, przez którą Bóg objawia swoje zbawcze działanie.

To prowadzi nas do bardzo osobistego pytania: co ja dziś mogę ofiarować Bogu? Nie chodzi o to, ile posiadam ani o to, czy jestem bogaty, czy ubogi. Najważniejszy jest stan mojego serca. Czy potrafię ofiarować Bogu mój czas, moje talenty, moje zdolności, moją codzienność? A może moją słabość, moje zranienia, to, czego sam nie potrafię unieść? Ofiarowanie nie polega na dawaniu Bogu tego, co nam zbywa, ale na oddaniu Mu tego, co jest dla nas ważne.

W dzisiejszej Ewangelii pojawia się jeszcze jedna niezwykle ważna scena: proroctwo Symeona i obecność prorokini Anny. Oboje są natchnieni Duchem Świętym i przychodzą do świątyni dokładnie w tym momencie, w którym Maryja i Józef przynoszą Jezusa. Są przedstawicielami Narodu Wybranego, którzy potrafią czekać, ufać i rozpoznawać Boga. Symeon opisany jest trzema słowami: sprawiedliwy, pobożny i oczekujący pocieszenia Izraela. To człowiek, który żyje obietnicą Boga. Dzięki temu rozpoznaje w małym Dziecku Tego, który jest Zbawicielem świata. I tu pojawia się pytanie do każdego z nas: czy ja żyję dla Odkupiciela? Czy moje codzienne decyzje, wybory i sposób myślenia są skierowane ku Chrystusowi? Czy potrafię rozpoznać Jego obecność w prostych, zwyczajnych wydarzeniach?

Symeon wypowiada także słowa trudne, ale prawdziwe: że Jezus będzie znakiem sprzeciwu. Chrystus był znakiem sprzeciwu dwa tysiące lat temu, jest nim dzisiaj i będzie nim jutro. Jego nauczanie nie zawsze jest łatwe i nie zawsze spotyka się z entuzjastycznym przyjęciem. Także dziś nauczanie Chrystusa i Kościoła bywa krytykowane, odrzucane czy wyśmiewane. My, jako Jego uczniowie, jesteśmy wezwani, aby być znakiem sprzeciwu wobec tego, co jest złe. Nie z pychy, nie z chęci walki, ale z wierności Ewangelii.

Drugą postacią jest prorokini Anna. To kobieta całkowicie oddana Bogu. Świątynia jest jej domem, miejscem adoracji, modlitwy i oczekiwania. Anna uczy nas cierpliwej wiary. Uczy nas, że odpowiedź Boga czasami przychodzi po długim czasie, po latach modlitwy, po wielu chwilach ciszy. Jej życie pokazuje, że wierność Bogu nie polega na spektakularnych czynach, ale na codziennym trwaniu przy Nim.

Dzisiejsze święto przypomina nam, że Jezus został ofiarowany w świątyni, a Symeon i Anna odnaleźli Go w świątyni. Jest to dla nas bardzo konkretna wskazówka. Jeśli dziś chcemy znaleźć Jezusa, możemy to uczynić w Kościele: w modlitwie, w ciszy, w adoracji, w słowie Bożym i przede wszystkim w Eucharystii. Ofiarowanie Pańskie uczy nas, że spotkanie z Chrystusem dokonuje się tam, gdzie jest wiara, posłuszeństwo i otwarte serce.

Dlatego dzisiejsze święto stawia przed nami bardzo konkretne pytanie: Czy pozwalamy Chrystusowi wejść w nasze życie jako Światłość świata? Czy nie zatrzymujemy Go jedynie na progu świątyni, ale pozwalamy, aby przeniknął nasze decyzje, relacje, sposób myślenia i wybory moralne? 

Chrystus nie został ofiarowany tylko po to, abyśmy Go podziwiali, ale abyśmy za Nim poszli. On jest Światłem, które albo zostaje przyjęte, albo odrzucone. Nie ma tu miejsca na obojętność. Prośmy więc dziś o serce Symeona i Anny – serce czuwające, wierne i gotowe na spotkanie. Ofiarujmy Bogu nasze życie takie, jakie jest, i pozwólmy, aby Chrystus, Światłość świata, poprowadził nas drogą zbawienia, nawet jeśli będzie to droga wymagająca. Amen.