DZIĘKCZYNIENIE ZA ROK 2025

ZAPRASZAMY NA MSZĘ ŚW. DZIĘKCZYNNĄ 31 XII GODZ. 18.00

Baner na Rok Jubileuszowy 2025 "Pielgrzymi nadziei" 75x100 cm

Modlitwa dziękczynna za mijający rok 2025

Wszechmogący Boże,

Z pokorą i wdzięcznością staję przed Tobą, zamykając drzwi mijającego roku.

Dziękuję Ci za każdy oddech, który mnie utrzymał,

za każdą chwilę światła i cienia, które razem utkają moją historię.

Dziękuję Ci za dni, które przyniosły radość,

za śmiech, który rozświetlał ciemność,

za bliskość, która koiła samotność,

i za miłość, która wzmocniła moje serce, nawet gdy wydawało się kruche.

Dziękuję Ci także za trudności,

za cierpienie i rozczarowania, które wydawały się ciężarem nie do zniesienia.

Dziękuję, że przez nie mogłem odkryć głębię swojej duszy,

że mogłem nauczyć się wytrwałości, cierpliwości i pokory.

Dziękuję za każdy moment, w którym musiałem upaść,

bo w tych upadkach uczyłem się ufać Tobie ponad wszystko.

Panie, dziękuję Ci za ludzi, których postawiłeś na mojej drodze:

za tych, którzy byli światłem i wsparciem,

za tych, którzy byli lustrem moich słabości,

za tych, którzy nauczyli mnie przebaczenia i współczucia.

Dziękuję za każdy uśmiech i każde spojrzenie, które przemieniło zwykły dzień w święto życia.

Dziękuję Ci za czas – tak cenny i ulotny –

za wszystkie sekundy, które mogłem przeżyć, kochać, tworzyć, rozumieć i popełniać błędy.

Dziękuję za każdą chwilę ciszy i samotności,

bo w niej nauczyłem się słuchać Twojego głosu w moim sercu.

Dziękuję za lekcje, których nie rozumiałem w danej chwili,

a które teraz stają się fundamentem mojej mądrości.

Boże, dziękuję Ci za życie takim, jakie ono jest:

pełne sprzeczności, pełne cudów i zagadek,

pełne pytań bez odpowiedzi i odpowiedzi, które przychodzą niespodziewanie.

Dziękuję, że w każdej porażce mogę odnaleźć ziarno nadziei,

a w każdej radości smak prawdziwego daru.

Proszę Cię, Panie, aby wspomnienia tego roku nie były ciężarem,

lecz skarbnicą wdzięczności i mądrości.

Niech wszystko, czego doświadczyłem – dobro i trud –

prowadzi mnie ku głębszej miłości, cierpliwości i pokoju w nadchodzącym roku.

Niech moja dusza pamięta, że każdy dzień jest darem,

każde spotkanie jest lekcją, a każdy oddech jest Twoim darem życia.

Niech serce moje wchodzi w nowy rok z ufnością,

z otwartymi rękami na wszystko, co przyniesie,

i z wdzięcznością za wszystko, co już mi dałeś.

Dziękuję Ci, Panie, za ten rok – za jego światło i mrok,

za wzloty i upadki, za śmiech i łzy,

za życie w całej jego pełni.

Niech moje serce na zawsze pozostanie pełne wdzięczności.

Amen.

 

ŚWIĘTO ŚWIĘTEJ RODZINY; JEZUSA, MARYI I JÓZEFA

Po co jest Święta Rodzina? Odpowiedzieć można na wiele sposobów. Na przykład – opierając się na kolekcie dzisiejszej – można wskazać, że po to, abyśmy złączeni wzajemną miłością, naśladowali w naszych rodzinach Jej cnoty. Prawda. Tylko, że to już jest odpowiedź i perspektywa… zaawansowana, złożona, historycznie „bogata”. Natomiast warto najpierw zobaczyć odpowiedź „pierwszą” – tę fundamentalną i najmniej skomplikowaną – ona powinna być oczywista w świetle każdego ewangelicznego tekstu, mówiącego o Świętej Rodzinie, a przecież tekstów tych nie ma wiele. Załóżmy (roboczo – do weryfikacji), że owe nieliczne fragmenty eksponują odpowiedź następującą: Święta Rodzina jest… dla bezpieczeństwa Jezusa(!). Bóg stał się człowiekiem, potwierdzając tym samym, że dobrze jest być człowiekiem. Jednakowoż miejsce przeżywania tego człowieczeństwa (nasz świat; doczesność) nie jest w pełni miejscem przyjaznym dla życia ludzkiego. To życie wymaga specjalnej ochrony i ostrożności, aby mogło wzrastać i rozwijać się. Nie inaczej było z ludzkim życiem Boga, który stał się człowiekiem. To życie – widziane i opisywane z perspektywy naszego świata, a takie są opisy ewangeliczne – od początku jest zagrożone. Pierwsze zagrożenie dotyczy czasu, w którym okazuje się, że Maryja spodziewa się dziecka. Józef wie, że to nie jest jego dziecko. Co zatem ma zamiar uczynić? W Ewangelii czytamy, że zamierza Maryję oddalić potajemnie (Mt 1,19). Tłumacząc to na „język” zrozumiały dla nas, stwierdzić należy, że wybór Józefa i tak jest szlachetny i wielkoduszny. Dlaczego? Bowiem pierwsza opcja dla Józefa to publiczne oskarżenie Maryi o cudzołóstwo; oskarżenie, które przecież nie byłoby z jego strony oszustwem – w świetle tego, co widzi, tak właśnie się sprawy mają… Zamierza jednak Maryję oddalić potajemnie, czyli nie wnosić oskarżenia o cudzołóstwo, ale też i nie wchodzić w małżeństwo. Bilans takiego wyboru jest następujący: Józef ocala Maryję (i jej dziecko) przed ukamienowaniem za cudzołóstwo, ale jednocześnie ściąga na siebie opinię człowieka niesolidnego – w oczach ludzi społecznie degraduje sam siebie, bo przecież wycofuje się z małżeństwa oraz z ojcostwa. Zatem rozwiązanie, które Józef wybiera, jest – w ramach jego możliwości – maksymalnie wielkoduszne. To w takim właśnie momencie zastaje go interwencja anioła, który mówi: nie bój się wziąć do siebie Maryi, Twej małżonki, gdyż z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło (Mt 1,20). Ponieważ Józef słucha Boga i jest posłuszny, pierwsze zagrożenie życia Jezusa zostaje oddalone. Nie jest to jednak zagrożenie jedyne. Niepewność i niebezpieczeństwo towarzyszą też całemu kontekstowi narodzenia Jezusa. Maryja i Józef wprawdzie mają swój dom – w Nazarecie – ale muszą udać się do Betlejem na spis ludności, zarządzony przez władze rzymskie. Ponieważ z tej samej racji wielu ludzi w tym czasie również przemieszcza się, nic dziwnego, że dla podróżnych brakuje miejsc noclegowych. Poród dokonuje się więc w miejscu przeznaczonym nie dla ludzi, a dla zwierząt. Niewątpliwie jest to zagrożenie – przede wszystkim dla Jezusa. Udaje się jednak na tyle czuwać nad całą sytuacją, że bez komplikacji świat nasz może powitać kolejne dziecko, które – choć przy skrajnym ubóstwie środków – jest otoczone troską i bezpieczne. Nie znaczy to jednak, że stan gwarantowanego bezpieczeństwa jest stałą charakterystyką życia Świętej Rodziny.

Nadchodzi bowiem moment, o którym słyszymy dziś: anioł Pański ukazał się Józefowi we śnie i rzekł: «Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę i uchodź do Egiptu; pozostań tam aż ci powiem; bo Herod będzie szukał Dziecięcia, aby Je zgładzić» (Mt 2,13). A więc znów zagrożenie. I znów skuteczne działanie, którego skutkiem jest zwycięstwo nad zagrożeniem: Józef wstał, wziął w nocy Dziecię i Jego Matkę i udał się do Egiptu (Mt 2, 14). Czytamy następnie, że później – również na wyraźne polecenie Boga – Święta Rodzina wraca z Egiptu do Nazaretu. Domyślamy się, że cały czas priorytetowym zadaniem Józefa i Maryi jest troska o bezpieczeństwo Jezusa. Ewangeliczna scena z 12-letnim Jezusem, odnalezionym w świątyni, potwierdza nam to. Wprawdzie nie ma już wtedy do czynienia z bezpośrednim zagrożeniem wobec Jezusa, ale wypowiedź Maryi świadczy o utrwalonej przez lata postawie szczerej troski ze strony rodziców: Ojciec twój i ja z bólem serca szukaliśmy ciebie… (Łk 2,48).

Po co jest Święta Rodzina? Jak widzimy nie jest nadużyciem stwierdzenie, że dla bezpieczeństwa Jezusa (w domyśle: w naszym świecie, który bezpieczny nie jest). W kodeksach doczesnych ustaw można wielokrotnie umieszczać zapisy o prawie do bezpiecznego życia. Słuszne to jest i sprawiedliwe, nie daje to jednak samo z siebie gwarancji tegoż bezpieczeństwa. Niedoskonała natura naszego świata nie zmienia się. Dlatego uczeń Chrystusa, człowiek wierzący, nie prosi Boga o jakieś wyimaginowane doskonałe bezpieczeństwo, ale zabiega o to, aby w jego sercu panował pokój Chrystusowy – jak mówi dzisiejsze II czytanie. Wtedy – świadomy kruchości życia – może żyć logiką tego pokoju. Ta logika i ten pokój – przypomniane przez fragment Listu do Kolosan – całą siłą swojej jasności akcentują życie rodzinne jako naturalne miejsce powstawania nowego życia oraz – konsekwentnie – skutecznej troski o stabilny i bezpieczny rozwój tego życia. Święta Rodzina jest dla bezpieczeństwa Jezusa. Jeśli w tym kontekście pojawia się pytanie o to jakie powinny być nasze rodziny; o jaki ich kształt należy zabiegać, warto na pewno patrzeć na Świętą Rodzinę. I okaże się, że do tego wzorca nie trzeba wcale niczego supernowoczesnego dodawać. Gdy zadbamy o to, aby w naszej rodzinie na co dzień Jezus czuł się dobrze, zasadnicza część „rodzinnego zadania” jest wykonana. I jeszcze jedno. „Zadanie” – to słowo fundamentalnie ważne dla ludzi młodych, dla ludzi pierwszej połowy życia, dla ludzi zdobywających, osiągających, wspinających się, realizujących cele… Wiele treści, objawionych przez Boga, formułujemy i komunikujemy właśnie w języku zadań. Jest to słuszne zwłaszcza we wspomnianej pierwszej połowie życia. Jednak nie jest dobrze, gdy ów język zadań (wyłącznie oparty na samokontroli ofensywny styl realizowania celów) dominuje również w drugiej połowie życia. Wielu ludzi w podeszłym wieku zauważa, że w młodości próbowali zdobyć (jak zdobywa się twierdzę na wojnie…) to, co najpierw w swej naturze i istocie jest darem. A rodzina jest najpierw darem. Święta Rodzina jest najpierw darem – również jako wzorzec dla naszych rodzin. O wiele „łatwiej” realizuje się zadanie, które najpierw widzi się i przeżywa jako dar. Bardzo możliwe, że właśnie takim przypomnieniem jest dla nas postawa św. Józefa – postawa człowieka, który cały czas milczy, jakby całkowicie skupiony był na słuchaniu Boga i na wprowadzaniu w życie tego, co usłyszał. W kolędzie Dzisiaj w Betlejem, w niektórych regionalnych wersjach tej kolędy pojawia się określenie Józef STARY… Może w tej „starości” chodziło o synonim mądrości? Bo z pewnością mądre jest milczenie, które nie rozprasza niepotrzebnymi słowami, milczenie które łączy się z pełną dyspozycyjnością do usłyszenia głosu Boga. Mądre jest dostrzeżenie i docenienie daru, zanim zabierzemy się za realizację związanego z nim zadania. Wtedy zadania tego nie wykonujemy sami, ani nie jesteśmy „skazani” jedynie na własne siły…  Wtedy treść kolekty dzisiejszej nie jest jakąś abstrakcją, ale realnym zaproszeniem, abyśmy złączeni wzajemną miłością, naśladowali w naszych rodzinach Jej cnoty.

ŚWIĘTO ŚWIĘTEGO SZCZEPANA

Polska Parafia Peterborough - Święto Świętego Szczepana, pierwszego męczennika

Jeszcze nie zdążyliśmy w pełni nacieszyć się Narodzeniem Pańskim, naszymi pięknymi kolędami i choinką, a tu nagle: krew, śmierć, nienawiść. Dlaczego radosna oktawa Bożego Narodzenia zostaje zakłócona niewinną śmiercią? Dlaczego Kościół zestawia ze sobą takie przeciwieństwa? Dlaczego sąsiadują ze sobą dwa tak kontrastowe święta?

Pierwszą nicią łączącą te dwa święta jest miłość. Święta Narodzenia Pańskiego są świętami największej małości Boga. Tak Boże Narodzenie komentuje drugie czytanie (Tt 3,4-7): „Gdy ukazała się dobroć i miłość Zbawiciela, naszego Boga, do ludzi, nie dla uczynków sprawiedliwych, jakie zdziałaliśmy, lecz z miłosierdzia swego zbawił nas” (Tt 3,4). Narodzony Zbawiciel jest darem miłości Ojca. Na tę miłość i dobroć nikt z nas nie zasłużył. Możemy je jedynie przyjąć jako dar Ojca – tak jak przyjęła ten dar Maryja i jak przyjęli go pasterze.

Obok tej największej miłości Boga Kościół stawia dziś największą miłość człowieka, który dla Chrystusa oddaje swoje życie i modli się – jak On – za swoich prześladowców: „A gdy osunął się na kolana, zawołał donośnym głosem: Panie, nie poczytaj im tego grzechu. Po tych słowach skonał” (Dz 7,60). Zestawienie obok siebie tych dwóch świąt uczy, że miłość Boga domaga się naszej miłości. Największa miłość Boga domaga się największej miłości człowieka. Krew Szczepana woła, że za miłość trzeba płacić miłością, a czasem najwyższą ceną. Życie św. Szczepana, a szczególnie jego ostatnie chwile, przypominają, że życie ucznia Jezusa powinno być żywą repliką życia Mistrza.

Drugą nicią łączącą te dwa święta jest wierność i konsekwencja. Wczoraj obchodziliśmy święto wierności i konsekwencji Boga. Bóg dotrzymał słowa – z żelazną konsekwencją wypełnił dane obietnice, zarówno tę daną w raju (por. Rdz 3,15), jak i wszystkie obietnice w ciągu historii zbawienia. Dzisiaj natomiast obchodzimy święto wierności i konsekwencji człowieka. Szczepan dotrzymał słowa danego Chrystusowi nie tylko wtedy, gdy z Jego łaski czynił cuda i znaki, lecz także pod gradem kamieni. Dotrzymał słowa nie tylko w radości, ale również w cierpieniu i śmierci. Jego ostatnie słowa były modlitwą skierowaną do Pana. Za wierność Panu zapłacił własną wiernością. W pełni zasłużył na ewangeliczny tytuł „sługa wierny”.

Jeszcze jedna złota nić łączy oba święta. W oparciu o prawo kontrastu liturgia przypomina nam najgłębszą istotę życia chrześcijańskiego. Prawdziwa radość chrześcijańska nie jest idyllą. Chrześcijaństwa nie można przeżywać jedynie w takt kolęd i pastorałek. Chrześcijaństwo to nie zapał chwili ani emocjonalne uniesienie, lecz całkowite zaangażowanie życia i pełne podporządkowanie go Chrystusowi. Być chrześcijaninem to znaczy iść za Mistrzem, naśladując Go aż do końca, aż do śmierci. Oznacza to odtwarzać w naszym życiu życie Jezusa – tak jak uczynił to św. Szczepan. Chrystus i Ewangelia są wartościami, które przewyższają nawet życie. Iść za Chrystusem znaczy być gotowym na wszystko, nawet na męczeństwo.

Zapowiedź Jezusa z dzisiejszej Ewangelii: „będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mojego imienia” (Mt 10,22), spełnia się na przestrzeni wszystkich wieków, także w naszych czasach. Z woli św. Jana Pawła II od 2002 roku Bazylika św. Bartłomieja na Wyspie Tyberyjskiej w Rzymie (Basilica di San Bartolomeo all’Isola Tiberina) jest miejscem pamięci i kultu męczenników XX i XXI wieku, w tym wielu polskich męczenników. Do tej pory zgromadzono tam relikwie oraz dokumentację 13 tysięcy przypadków męczeństwa za wiarę, nieobjętych dotąd procedurą prawno-kanoniczną. Specjalna Komisja ds. Nowych Męczenników stwierdziła, że jest to jedynie „wierzchołek góry lodowej”. Szacuje się bowiem, że w naszym stuleciu około 26 milionów chrześcijan oddało życie w wyniku prześladowań religijnych. Ponadwyznaniowi obserwatorzy oceniają, że obecnie na całym świecie ponad 100 milionów chrześcijan doświadcza prześladowań z powodu swojej wiary.

Wpatrując się w przykład św. Szczepana i tak wielu świadków, którzy potrafili poświęcić wszystko dla Chrystusa, i ja muszę postawić sobie pytanie: za co jestem gotów oddać życie? Jaka wartość, jaka miłość, jaka prawda lub perspektywa są dla mnie tak cenne, że w razie potrzeby oddałbym za nie swoje życie? Prośmy św. Szczepana o ducha męstwa i bezkompromisową miłość do Jezusa.

25 XII 2025 – UROCZYSTOŚĆ BOŻEGO NARODZENIA

Elżbietanki – Zgromadzenie Sióstr św. Elżbiety


Bóg się rodzi, moc truchleje
! Otaczający nas świat zdaje się wywracać do góry nogami. Bo oto Król królów i Pan całego wszechświata przychodzi na świat pośród zimna betlejemskiej nocy, w ubogiej stajence, a nie w pałacowych komnatach wyłożonych marmurem. Zamiast orszaku możnowładców hołd oddają Mu najpierw zwierzęta, później pasterze – którzy jeszcze nie wiedzą, że oto narodził się Ten, który sam będzie ich pasł. W końcu i my przychodzimy oddać Mu pokłon, bo Bóg zszedł tak nisko na ziemię, że aby Go zobaczyć, trzeba uklęknąć na słomie żłóbka, a nie wpatrywać się w niebo. Niczym betlejemscy pasterze, przynagleni świętą ciekawością i poruszeni dziwną radością, przychodzimy, by pokazać światu, który Go nie poznał (por. J 1,10), że narodziny Chrystusa mają dla nas szczególne znaczenie.

Jest w nas, ludziach, jakaś taka prawidłowość, jakieś prawo wpisane w nas pewnie przez Boga, że kiedy na świat przychodzi dziecko, wszelkie mogące rodzić się wtedy wątpliwości czy pytania przestają mieć znaczenie. Nikt już nie pyta wtedy: czy nie jestem za młoda na to, by urodzić dziecko, albo – wręcz przeciwnie – czy nie jest już na to zbyt późno? Czy damy sobie radę? Jak podołamy wychowaniu? Czy aby na pewno dziecko będzie zdrowe? Takie i podobne pytania padają przed narodzinami dziecka – zwłaszcza wtedy, gdy nie jest ono planowane – czasami będąc wręcz powodem konfliktów w rodzinie. Ale kiedy dziecko przychodzi na świat – bez względu na wszelkie okoliczności – staje się ono centrum naszego życia, godząc często ze sobą poróżnione osoby. Nikt nie stawia już żadnych pytań – nawet jeżeli są one sensowne – ale przychodzi czas na radość, na ucieszenie się tym nowo narodzonym dzieckiem.

I właśnie dzisiaj Bóg daje nam taką szansę na to, byśmy mogli się Nim ucieszyć, byśmy mogli ucieszyć się Jego przyjściem na świat. Bo Bóg przychodzi, Bóg rodzi się dla każdego z nas – nieważne, kim jesteś, nieważne, co posiadasz, nieważne, jak żyjesz – Bóg rodzi się dla ciebie, Bóg przychodzi do ciebie, dając ci zbawienie. To jest ten moment, w którym nie trzeba stawiać pytań o to, jak teraz będzie; nie trzeba poddawać się wątpliwościom, czy na pewno na ten dar zasługuję; ale to jest czas, w którym mamy ufnie przyjąć otrzymany od Boga dar zbawienia. Bóg daje nam tę szansę, byśmy skupili się na Nim, puszczając w niepamięć te wszystkie nasze ludzkie wątpliwości, pytania i konflikty. Dziś ważne jest to, że Bóg rodzi się i przychodzi jednakowo do biednych i bogatych, do zdrowych i chorych, do młodych i starych, do żyjących pobożnie i do największych grzeszników.

Dziś jest dzień wielkiej radości z narodzenia Pana. Dopiero jutro, w święto pierwszego męczennika Szczepana, Nowonarodzony postawi nam pytanie o to, co dalej. Zapyta nas o to, czy jesteśmy gotowi oddać życie dla Niego. I pouczy nas o tym, pokazując na przykładzie św. Szczepana, że przyjęcie daru zbawienia wiąże się z konkretnymi czynami, z rezygnacją z siebie – swoich planów, czasami ze swoich marzeń czy ambicji, jeżeli nie są one zgodne z wolą Bożą – aż po oddanie życia za Chrystusa, za Tego, który bez wahania oddał swoje życie za nas. Jutro Jezus powie nam, że przyjście do żłóbka jest decyzją pociągającą za sobą konsekwencje – bo jest to zgoda na przyjęcie na siebie Jego ubóstwa, Jego poniżenia, Jego odrzucenia. A zbawiony będzie ten, kto w tych przeciwnościach wytrwa do końca (por. Mt 10,22). Bo znów, zawsze, kiedy rodzi się dziecko, po tej niezwykłej radości trzeba swoją miłość do nowo narodzonego dziecka wprowadzić w czyn i mierzyć się z wszelkimi przeciwnościami, jakie codzienne życie ze sobą niesie.

Ale to dopiero jutro. Dziś mamy czas na przeżywanie radości, na cieszenie się z przyjścia Pana, z otrzymania za darmo daru zbawienia, z jakim Bóg przychodzi do każdego z nas. To najpiękniejszy prezent, jaki możemy znaleźć pod choinką. Przyjmijmy Go zatem z radością i wdzięcznością. Amen.

UROCZYSTOŚĆ BOŻEGO NARODZENIA – PORANEK

Obraz „Pokłon pasterzy” Giorgione na święta Bożego Narodzenia

W drugiej prefacji adwentowej (używanej przede wszystkim w drugiej części Adwentu, od 17 grudniaKościół modlił się słowami:

„On pozwala nam z radością przygotować się na święta Jego Narodzenia,
aby, gdy przyjdzie, znalazł nas czuwających na modlitwie i pełnych wdzięczności”.

Dzisiaj nasze czekanie dobiegło końca. Bóg przyszedł. Po raz kolejny przenosimy się do Betlejem, aby patrzeć na małe Dziecko: Boga-Człowieka. Możemy zadać sobie pytanie: jakimi znalazł nas dzisiaj Jezus? Czy jest w nas to, o co się modliliśmy – postawa wdzięczności?

W dzisiejszej Ewangelii słyszymy o pasterzach. Widzimy ich w momencie po odejściu anioła, po tym jak zwiastował im wielką radość: czas oczekiwania dobiegł końca, Mesjasz przyszedł.

Ale dlaczego to oni zostali wybrani jako pierwsi, aby usłyszeć tę nowinę? Myśląc naszymi codziennymi kategoriami, moglibyśmy zapytać: czy nie było lepszych? Przecież niczym sobie nie zasłużyli, nic nie mogą ofiarować w zamian, nie przyniosą kosztownych darów.

I właśnie w tym miejscu wszystkie ludzkie kategorie myślenia zawodzą. Okazuje się, że nie myślimy tak jak Bóg.

Zostali wybrani, bo Bóg postanowił obdarować ich jako pierwszych. Tylko oni – ci, którzy nic nie mieli, by dać w zamian – mogli ten dar przyjąć w pełni, w postawie bezinteresownej wdzięczności.

Pasterze pokazują nam, że w relacji z Bogiem fundamentem jest przyjęcie daru. Wdzięczność zaczyna się od uznania: „To nie ja jestem w centrum. To Bóg mnie obdarował”.

Pasterze przyjmują dar – i to wystarcza. Ich obecność przy żłobie jest już odpowiedzią wdzięczności.

A jaki dar przyjęli pasterze? Znajdują Dziecko w żłobie. Izraelici oczekiwali Mesjasza w wielkości, mocy i potędze. A On? Staje się małym, bezbronnym Dzieckiem. Przychodzi nie w chwale, lecz w uniżeniu. Znajdują Boga, który pozwolił się wziąć na ręce.

Jako ludzie często potrafimy być wdzięczni tylko wtedy, gdy Bóg spełnia nasze oczekiwania. Gdy prosimy o zdrowie, rozwiązanie trudnej sprawy, urodzajne plony – i to otrzymujemy – łatwo płyną z nas słowa wdzięczności.

Dzisiejsza Ewangelia uczy nas jednak wdzięczności za Boga, który jest inny, niż się spodziewaliśmy, ale dokładnie taki, jakiego potrzebujemy.

Pełnia wdzięczności rodzi się wtedy, gdy przestajemy mówić:

„Panie Boże, powinno być inaczej”,

a zaczynamy szeptać:

„Dziękuję Ci, że jesteś blisko – nawet w tym, co trudne i kruche”.

Potrzebujemy przyjąć Boga z wdzięcznością takim, jakim jest, a nie takim, jakim Go sobie wyobrażamy lub jakim chcielibyśmy, żeby był. To właśnie takie przyjęcie Boga przemienia serce człowieka.

Na końcu Ewangelii słyszymy, że pasterze wracają, „wielbiąc i wysławiając Boga”.

Dokąd wracają? Do swoich zajęć, do swojego codziennego życia. Ono zewnętrznie się nie zmienia – wracają na te same pola, do tej samej pracy. Ale ich serca są już inne.

To jest znak prawdziwej wdzięczności: nie ucieka ona od codzienności, lecz przemienia ją od środka. Wdzięczny człowiek potrafi dostrzec dar nawet w zwyczajnym dniu. Potrafi dziękować nie tylko za to, co łatwe, ale i za to, co uczy zaufania.

Dzisiejszy dzień jest więc szczególną okazją do okazania wdzięczności Bogu, który przychodzi. W czasie Bożego Narodzenia nasze kościoły są pięknie przyozdobione choinkami, światłami i dekoracjami; budujemy szopki, w których umieszczamy figurkę Dzieciątka Jezus. Nie robimy tego jedynie po to, by stworzyć „klimat”. Czynimy to przede wszystkim po to, aby skupić nasze zmysły i myśli na tej wielkiej tajemnicy Wcielenia.

Po zakończonej Mszy Świętej nie uciekajmy od razu z kościoła, ale zatrzymajmy się przy betlejemskim żłóbku i wyraźmy naszymi słowami wdzięczność Bogu:

– za to, że przyszedł,
– za to, że obdarował nas jako pierwszy,
– za to, że jest blisko,
– za to, że nie cofnął swojej miłości mimo naszej słabości.

Niech ta postawa wdzięczności przemienia naszą codzienność i świat wokół nas.

WIGILIA BOŻEGO NARODZENIA 2025

 

WIELCE CZCIGODNI PARAFIANIE……

Kochane dzieciątka pod sercem swych mam, kochane dzieci, droga młodzieży, szanowni dorośli, czcigodni sędziwi, pełni miłości doświadczający cierpienia i smutku…….

Boże Narodzenie w Betlejem > PALESTYNA > artyku y, realcje i zdj cia z podr y > Globtroter.pl

„Niech Was Pan błogosławi i strzeże. Niech Pan rozpromieni oblicze swe nad Wami, niech Was obdarzy swą łaską. Niech Pan zwróci ku Wam oblicze swoje i niech Was obdarzy pokojem”,

                                                   WASI DUSZPASTERZE….

ZAPRASZAMY DZIŚ NA PASTERKĘ;

MSZA ŚW. Z UDZIAŁEM DZIECI O 22.00

MSZA DLA DOROSŁYCH O 24.00

WSZPÓLNE KOLĘDOWANIE O 23.00….