UROCZYSTOŚĆ BOŻEGO CIAŁA

MSZA ŚW. O 8.00, 10.00, 13.00, 18.00

GÓWNIE NABOŻEŃSTWO O GODZ. 10.00 I NASTĘPNIE PROCESJA EUCHARYSTYCZNA

„Bóg daje się spożywać” – takie słowa przeczytałem ostatnio na jednym z portali internetowych. Bóg się oddaje człowiekowi, daje się cały.

Myślę, że większość ma doświadczenie rozstania się z bliską osobą; pożegnania na dworcu, odprowadzanie wzrokiem autokaru lub samolotu, w którym siedzi człowieka nam bliski. Często zastanawiamy się jaką pamiątkę dać drugiemu by o nas pamiętał. Ideałem byłoby oczywiście pozostać i dzielić wspólnie szczęście, radość, piękne chwile. Cieszyć się wzajemnie sobą i ubogacać. Jezus Chrystus znając nasze pragnienia i darząc nas nieskończoną miłością postanowił zostawić nam samego siebie. I to nie tylko na pamiątkę! Czytaliśmy dzisiaj w Ewangelii te słowa: „A gdy jedli, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał i dał im mówiąc: «Bierzcie, to jest Ciało moje». Potem wziął kielich i odmówiwszy dziękczynienie dał im, i pili z niego wszyscy. I rzekł do nich: «To jest moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana»” (Mk 14, 22-24).

Bóg nie jest egoistą i nie zostawia wszystkiego dla siebie! Wręcz przeciwnie – Chrystus oddaje się cały dla człowieka. Możemy Go spożywać, przyjmować na każdej Eucharystii, to jest największy wyraz zjednoczenia Boga z człowiekiem – miłości Bożej z miłością ludzką.

Ale czy tylko z miłością? Czy tylko z tym, co dla nas ludzi wydaje się takie piękne i kolorowe? Odpowiedź jest prosta, gdyż dobrze wiemy, że Bóg pragnie zjednoczyć się też z nami po to, by nas przemieniać. Zostawia nam swoje Ciało i Krew byśmy mieli siłę przemieniać to, co negatywne w naszym życiu, to co złe. Jezus Chrystus pragnie wkroczyć również w ciemności naszego życia i je rozświetlić, pragnie pomóc nam poukładać, to co nie jest jeszcze do końca poukładane, pragnie otworzyć nasze umysły, byśmy zaczęli rozumieć nasze życie, plany Boga względem nas. To jednak stanie się dopiero wtedy, gdy przyjmiemy z wiarą tajemnicę Eucharystii! Przyjęcie tej tajemnicy jest warunkiem prawdziwie chrześcijańskiego życia. Nie mogą być to dla nas niezrozumiałe gesty, wystana lub wysiedziana godzina, albo czas podpierania drzwi wejściowych do Kościoła. To ma być pełne, zrozumiałe uczestnictwo. Dość często spotykam się ze zdaniem:

„Proszę księdza, ja nie chodzę do Kościoła, bo nie czuję tej Mszy Świętej”. 

Eucharystii się nie czuje. Czuć to można kiełbasę w lodowce, perfumy, a w Eucharystii się uczestniczy. I dopiero postawa uczestnictwa we Mszy Świętej otwiera nam oczy na miłość Bożą i nasze życie.

Domenichino na jednym z obrazów próbuje ukazać działanie Eucharystii. Nad starczym ciałem świętego Hieronima pochyla się kapłan z Komunią. Z góry spoglądają aniołowie. Ich ciała są młode, świeże i gładkie. Jeden wyciąga rękę w kierunku świętego, tak jakby przyjęta Eucharystia miała przemienić i odmłodzić również jego ciało. Czyż to nie jest przepiękny obraz pragnienia Jezusa Chrystusa pod postacią chleba, który przemienia serce człowieka. Odmienia duszę, odmładza, pokonuje słabości, sprawia, że człowiek jest umocniony mocą samego Boga, spotyka się z Nim, obcuje, Bóg przenika jego życie.

Na każdej Eucharystii kapłan mówi słowa konsekracji, które po raz pierwszy wymówił Jezus Chrystus. „Błogosławił, łamał, dawał” – oto tajemnica Eucharystii. Czy nie taka jest właśnie miłość Boga do człowieka? Bóg nam błogosławi, prowadzi nas, pragnie z nami być i nam pomagać. Łamie siebie na krzyżu oddając za nas życie, składa największą i najświętszą ofiarę za nas. I w końcu rozdaje się pod postaciami chleba i wina by być dla każdego człowieka. Staje się tak prosty i cichy, by dotrzeć do każdego, by być dla… Czy nie taka powinna być i nasza miłość do bliźnich? Kto w sposób pełny uczestniczy w Eucharystii błogosławi swoich przyjaciół i nieprzyjaciół i dziękuje Bogu za każdą chwilę życia, którą od Niego otrzymuje, nawet jeżeli ona jest trudna i ciężka. Kto w sposób pełny uczestniczy w Eucharystii łamie swoją wolę i swój egoizm starając się by drugi człowiek, żyjący obok, był ważniejszy. Kto w sposób pełny uczestniczy w Eucharystii dokładnie rozumie słowa i „postawę dawania”. Nie tylko rozumie, ale według niej żyje, poprzez ofiarowanie czasu, trudu, cierpienia, modlitwy, ofiary, pomocnej dłoni swojemu bliźniemu. Miłość chrześcijańska zawiera się w Eucharystii i z niej najpełniej możemy się tej miłości nauczyć.

Dzisiaj ruszymy w procesji, manifestując swoją wiarę, zjednoczenie miłości Bożej i ludzkiej. Ojciec Wiesław Dawidowski pisze o „krawężnikowych gapiach” zerkających w czasie procesji Bożego Ciała na Najświętszy Sakrament. Jedzą lody, palą papierosy, wykonują ręką tajemnicze ruchy przypominające bardziej oganianie się od much niż znak krzyża. Niektórzy umykają do najbliższej bramy przed wzrokiem proboszcza. Nie bądźmy tacy. Skoro Bóg daje się spożywać i dla nas łamie się i rozdaje, to z odwagą chciejmy Mu za to podziękować. Chciejmy świadomie i czynnie wziąć udział w Eucharystii i procesji by pokazać innym, tym co o miłości Bożej zapomnieli, że przez Jego Ciało i Krew zostajemy przemienieni i uczymy się prawdziwej miłości Boga, siebie i bliźniego.

NIEDZIELA TRÓJCY ŚWIĘTEJ

KOLEJNA PODRÓŻ ŻYCIA ; ŚLADAMI ŚWIĘTEGO MAKSYMILJANA MARII KOLBE DO JAPONII – zakładka ogłoszenia parafialne. Liczba miejsc ograniczona. Prosimy zgłaszać potwierdzenia…. DATA PODRÓŻY – 3 XI 2026

Niedziela Trójcy Świętej – Parafia Najświętszego Serca ...

Ktoś powiedział, że jeżeli spotyka człowieka, który uważa, że poznał Boga, to oznacza, że niewiele wie o Bogu, ponieważ człowiek nie jest w stanie ogarnąć swoim umysłem tego, kim jest Bóg. W Boga wierzymy i Bogu wierzymy, ale nie jesteśmy w stanie zamknąć Go w ramach naszego ludzkiego rozumowania. Od tego stwierdzenia trzeba wyjść, gdy chcemy mówić dzisiaj o Trójcy Świętej.

Trójca Święta to trzy Osoby Boskie: Ojciec, Syn i Duch Święty. Tak jak istotą wiary jest relacja i zaufanie, tak samo istotą życia Trójcy Świętej jest relacja między Ojcem, Synem i Duchem Świętym. Trzy Osoby Boskie nie są jednak trzema bogami, lecz jednym Bogiem w trzech Osobach. Bóg Ojciec jest Tym, który stwarza i daje życie. Syn Boży jest Tym, który przyjmuje dar Ojca, ukazuje człowiekowi oblicze Ojca i pełni Jego wolę. Duch Święty jest Tym, który objawia i rozlewa miłość Ojca i Syna oraz udziela ludziom Bożych darów.

Bóg, w którego wierzymy jako chrześcijanie, objawia się nam jako kochający i miłosierny Ojciec, jako współczujący i bliski człowiekowi Syn oraz jako nieustannie towarzyszący nam Duch Święty.

Takie oblicze Boga jest inne od wszystkich bóstw, w które wierzyli i wierzą ludzie na przestrzeni historii świata. To przesłanie słyszymy dzisiaj w pierwszym czytaniu z Księgi Wyjścia: „Pan, Pan, Bóg miłosierny i litościwy, cierpliwy, bogaty w łaskę i wierność”.

Człowiek, który odkrywa prawdziwe oblicze Boga, zaczyna inaczej żyć. Jest to życie oparte na wierze, zaufaniu, bliskości i doświadczeniu Bożej opieki. Możemy to doświadczenie porównać do zaufania, jakim dziecko darzy kochających rodziców — mamę i tatę. Takiemu dziecku nie przychodzi nawet na myśl, że rodzice chcą wyrządzić mu krzywdę. Dlatego bez buntu wykonuje ich polecenia, które przyjmuje jako dobre. Nie chodzi tutaj jednak tylko o wykonywanie poleceń, ale o zaufanie i miłość, które są fundamentem relacji dziecka do rodziców.

Podobnie jest z relacją do Boga Ojca, Syna i Ducha Świętego w życiu tych ludzi, którzy uwierzyli. W przepiękny sposób wyraża ją św. Katarzyna ze Sieny w Dialogu o Bożej Opatrzności:

„Zakosztowałam i światłem mojego umysłu w świetle Twoim ujrzałam Twoje przepastne głębiny, Trójco wieczna, i piękno Twojego stworzenia. A oglądając siebie w Tobie, ujrzałam, że jestem Twoim obrazem. Bo ze swej mocy, wiekuisty Ojcze, i mądrości, którą jest Syn Twój Jednorodzony, udzieliłeś mi; a Duch Święty, który od Ciebie i od Syna pochodzi, dał mej woli zdolność kochania Ciebie. Ty, wiekuista Trójco, jesteś Stwórcą, a ja stworzeniem. […] Jesteś szatą, która okrywa moją nagość, jesteś pokarmem, który swoją słodyczą żywi zgłodniałych. Jesteś słodyczą bez śladu goryczy. O Trójco wieczna”.

Trójca Święta to nie jakiś wytwór ludzkiej filozofii czy jedynie temat traktatu teologicznego. To Bóg, który objawia się jako Ojciec, Syn i Duch Święty. Kto odkryje takiego Boga, nie pozostaje już błąkającą się po ziemi sierotą. Żyje jako dziecko Boga Ojca, brat lub siostra Jezusa Chrystusa oraz pielgrzym prowadzony przez Ducha Świętego.

Problemem wielu ludzi dzisiaj jest to, że wierzą w różnych bogów, do których od czasu do czasu zwracają się z prośbą i którym oddają cześć, ale nie wierzą w Boga, którego poznanie przemienia życie i daje życie wieczne. Wiarę w różne bóstwa albo negację istnienia świata duchowego możemy porównać do oglądania świata w jednym lub najwyżej dwóch wymiarach. Tymczasem nasz wzrok jest przystosowany do oglądania rzeczywistości trójwymiarowej: szerokości, wysokości i głębokości.

Można oczywiście zachwycać się płaskimi, jednowymiarowymi obrazami. Można doznawać olśnienia na widok dwuwymiarowej rzeczywistości. W głębi serca każdego człowieka jest jednak pragnienie oglądania rzeczywistości w pełni. Wtedy dopiero można poczuć pełnię i smak życia. Dlaczego więc tak wielu ludzi w relacji do Boga zatrzymuje się jedynie na jednym albo najwyżej na dwóch wymiarach, skoro Bóg objawił się nam jako Trójca? 

Oczywiście Boga nie możemy traktować jak rzeczy materialnych, które nas otaczają. Dlatego odpowiedzi na to pytanie należy szukać na innym poziomie. Św. Bazyli Wielki, zaliczany do Ojców Kościoła, daje nam podpowiedź w tym temacie. Mówi on, że imiona Trójcy Świętej — Ojciec, Syn i Duch Święty — wyrażają wzajemną relację między Boskimi Osobami. Tak jak wyzwaniem dla wielu ludzi dzisiaj jest budowanie relacji z innymi, tak samo wielkim wyzwaniem jest budowanie relacji z Bogiem. Więź z kimś można zbudować dzięki zaufaniu, uznaniu wzajemnej zależności, gotowości do służby i przyjmowania wsparcia oraz wierności. Trwałe więzi budujemy na relacjach opartych na umiejętności przebaczania sobie nawzajem, miłości i szacunku.

To samo dotyczy relacji do Boga. W sposób prosty, ale bardzo konkretny wyraził to Jezus, gdy zostawił nam przykazanie, które nazwał najważniejszym: „Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. […] Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego” (Mt 22,37-39). Od jakości relacji do bliźnich zależy jakość naszego życia. Nasza relacja do Boga ma wpływ na relacje z bliźnimi. Zdolność nawiązywania relacji z bliźnimi wpływa także na umiejętność budowania relacji z Bogiem Ojcem, Jezusem Chrystusem i Duchem Świętym.

W dzisiejszą uroczystość Trójcy Świętej warto zastanowić się, jakie są najważniejsze relacje w moim życiu. Od kogo przyjmuję dobro i z kim dzielę się dobrem? Z kim dzielę się swoim życiem? Komu ufam i kogo obdarzam zaufaniem? Kto jest dla mnie wsparciem i kogo ja wspieram? Jakie miejsce w tej sieci relacji zajmuje moja relacja do Boga Ojca, Jezusa Chrystusa i Ducha Świętego?

Zakończmy dzisiejsze rozważanie krótką modlitwą:

Ciebie, Boga Ojca niezrodzonego, Ciebie, Syna Jednorodzonego, Ciebie, Ducha Pocieszyciela, całym sercem i ustami wyznajemy, chwalimy i błogosławimy.

NIEDZIELA ZESŁANIA DUCHA ŚWIĘTEGO

 

UROCZYSTOŚĆ ZESŁANIA DUCHA ŚWIĘTEGO – Parafia NMP Nieustającej Pomocy w Rycerce Górnej

„Wszyscy zostaliśmy napojeni jednym Duchem” (1 Kor 12,13) – jak słyszeliśmy w drugim czytaniu, zaczerpniętym z Pierwszego Listu do Koryntian. I to jest chyba najważniejsze przesłanie dzisiejszej liturgii słowa.

Bo niezwykle ważne jest, abyśmy uświadomili sobie, że zesłanie Ducha Świętego to nie tylko wydarzenie historyczne, które dokonało się pięćdziesiąt dni po zmartwychwstaniu Jezusa w Wieczerniku, gdzie wciąż jeszcze przerażeni uczniowie zebrali się w dniu żydowskiego święta Szawuot – Święta TygodniAle zesłanie Ducha Świętego dokonuje się tu i teraz – Bóg każdego z nas nieustannie napełnia swoim Duchem, wydobywając z nas dobro i piękno, które w nas zaszczepił, a które tak często na skutek naszych ludzkich grzechów i słabości nie może się przebić i pozostaje w nas głęboko ukryte. Do tego stopnia, że często nawet my sami nie zdajemy sobie sprawy z tego, ile w każdym z nas jest dobra i jak bardzo jesteśmy piękni – bez względu na to, w jaki sposób ocenia nas współczesny świat, posługujący się dość swoistymi kanonami piękna.

Dając nam Ducha Świętego i wydobywając z nas to, co najlepsze, Bóg z jednej strony odnawia w nas swój obraz i podobieństwo. Duch Święty, którego Bóg posyła, sprawia bowiem, że na nowo stajemy się takimi ludźmi, jakimi On powołał nas do życia i do wspólnoty ze sobą, a nie takimi, którzy przez grzech zniekształcili w sobie Boży obraz i podobieństwo. Z drugiej zaś strony dar Ducha Świętego sprawia, że stajemy się nowym Ludem Bożym – nowym, to znaczy odmienionym, bo na nowo zwróconym ku Bogu, a tym samym uzdolnionym do głoszenia prawdy o zmartwychwstaniu Chrystusa, który wciąż żyje pośród nas.

Tak jak to opisuje autor Dziejów Apostolskich: „Gdy wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym, zaczęli mówić obcymi językami, tak jak im Duch pozwalał mówić” (Dz 2,4). Mówili obcymi językami, ale ponieważ głosili chwałę Pana Boga, wszyscy nawzajem się rozumieli – ich głosy brzmiały niczym niebiański chór, dźwięcznie wyśpiewujący Bożą cześć. Choć tak bardzo różnimy się pod wieloma względami, to jednak stając przed Bogiem i z mocy Ducha Świętego głosząc Jego chwałę, jesteśmy nowym Ludem Bożym, zjednoczonym i zwróconym ku Bogu.

Gdy wyznajemy wiarę w Boga słowami wypowiadanymi podczas każdej niedzielnej Mszy Świętej, mówimy, że wierzymy w Ducha Świętego, który jest Ożywicielem. Już pierwsze wersety Pisma Świętego mówią nam o Bogu – Ożywicielu, gdy autor natchniony w poetycki sposób opisuje stworzenie człowieka i pisze, że Bóg „tchnął w jego nozdrza tchnienie życia” (por. Rdz 2,7). Owo tchnienie to działanie Ducha Świętego. I tak jak wtedy Duch ożywił człowieka, tak i dziś nas ożywia, wyzwalając z duchowej ospałości.

Św. Jan Paweł II w encyklice Dominum et Vivificantem pięknie pisał o tym, jak Duch Święty działa w sercu człowieka, który zdecyduje się zrobić Mu przestrzeń. Pisał, że Duch Święty „zamienia wewnętrzny nieurodzaj dusz w urodzajne pola łaski, On «rozlewa» w nas życie Boga (…) sprawia, że chcemy (…) działać i myśleć według reguł zostawionych nam przez Jezusa w Ewangelii. Ożywiciel wzmacnia nasze duchowe siły, podtrzymuje w nas nadzieję. Pomaga nam wydobywać się ze śmierci grzechu i każdej innej śmierci. Ciągle nam przypomina, że jesteśmy umiłowanymi dziećmi Boga i dziedzicami Jego królestwa”.

Dzień Pięćdziesiątnicy był dla apostołów momentem przełomowym, bowiem od tej chwili zaczęli odważnie i wbrew wszelkim przeciwnościom głosić Ewangelię. Niech i dla każdego z nas, napełnionego Duchem Świętym, ten dzień będzie momentem przełomowym – momentem odważnego wyjścia w świat z tą świadomością, że jesteśmy ukochanymi dziećmi Pana Boga, i mówienia o tym wszystkim, którzy wciąż pozostają zamknięci w swoich lękach i ciemnościach. Amen.

WNIEBOWSTĄPIENIE PAŃSKIE

 

Obraz Wniebowstąpienie Pańskie #573436540 - Obrazy Religijne ...

Pierwsze czytanie dzisiejszej uroczystości stanowi początek Dziejów Apostolskich. Św. Łukasz dedykuje swoją drugą księgę, podobnie jak pierwszą, Teofilowi. Możemy znaleźć w przypisach wzmiankę, że „był on prawdopodobnie chrześcijaninem; jego tytuł wskazuje na wysokiego urzędnika administracji rzymskiej”. Imię Teofil w języku greckim oznacza „miłujący Boga”. Możemy więc odczytać, że św. Łukasz chce pomóc każdemu wierzącemu we wzrastaniu w wierze, że również do mnie kieruje swoje słowa.

Następny szczegół, na który możemy zwrócić uwagę, to wzmianka o posiłku: „A podczas wspólnego posiłku kazał im nie odchodzić z Jerozolimy, ale oczekiwać obietnicy Ojca”. Tekst grecki można również tłumaczyć: „jedząc wspólnie sól”. Św. Łukasz nawiązuje tu do przymierza soli. Jezus jeszcze raz potwierdza swoje przymierze z uczniami. Przez spożycie odrobiny soli strony deklarowały wierność i wspólną drogę. Jezus potwierdzi to przymierze darem Ducha Świętego.

Dalej czytamy w Dziejach Apostolskich o zbliżającym się momencie rozstania: jest pytanie, odpowiedź i zachęta: „Gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc i będziecie moimi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi”. Po tych słowach uniósł się w ich obecności w górę i obłok zabrał Go im sprzed oczu.

Zakończyła się misja Jezusa na ziemi. Ten, który stworzył świat, stał się człowiekiem, cierpiał mękę, umarł na krzyżu dla naszego zbawienia i zmartwychwstał, teraz powraca do nieba. Wraca nie tylko jako Bóg, ale także jako człowiek. Wskazuje ludziom cel ich życia – osiągnięcie chwały nieba. On przebył tę drogę jako pierwszy spośród ludzi, a teraz ta droga jest otwarta także dla nas. Dzisiejsza prefacja przypomina nam o tym: „Wstępując do nieba, nie porzucił nas w ludzkiej niedoli, lecz jako nasza Głowa wyprzedził nas do niebieskiej ojczyzny, aby umocnić naszą nadzieję, że jako członki Mistycznego Ciała również tam wejdziemy”.

Droga do nieba nie jest łatwa, dlatego potrzebujemy wsparcia, wypełnienia obietnicy Ojca, daru Ducha Świętego. On ma nas wszystkiego nauczyć i pokazać, jak mamy żyć. Mimo najszczerszych chęci, najlepszego przygotowania, nieprzeciętnej inteligencji, wiedzy czy życiowej zaradności, bez Ducha Świętego jesteśmy niezdolni do pełnego pójścia za Jezusem i bycia Jego świadkami.

Dotąd obok uczniów był Jezus, teraz muszą oni otworzyć serca na działanie Ducha Świętego.

W samochodzie mam stare radio. Gdy przemierzam nim dłuższą trasę, okazuje się, że chcąc dalej słuchać tej samej audycji, muszę poszukać stacji na innej częstotliwości – zmienić częstotliwość.

Jedenastu będzie musiało nauczyć się nowej obecności Nauczyciela. On ich nie zostawił, ale jest obecny w nowy sposób.

Może i my potrzebujemy dzisiaj „zmienić częstotliwość”? Czasem chcemy spotkać Boga tylko w nadzwyczajnych wydarzeniach, a On przychodzi cicho: w modlitwie, sakramentach, Słowie Bożym, drugim człowieku, sumieniu. Duch Święty działa często dyskretnie, ale konkretnie – daje pokój serca, światło do podjęcia decyzji, siłę do przebaczenia, odwagę do przyznania się do wiary.

I jeszcze kilka słów o dzisiejszym fragmencie Ewangelii według św. Mateusza. Opisuje on spotkanie Apostołów ze Zmartwychwstałym. Jedni oddają Mu cześć, oddają Mu pokłon, uznają Go za swojego Pana i Boga, ale wspomniani są także inni, którzy wątpili. Jednak Jezus zwraca się zarówno do jednych, jak i do drugich: „Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego”.

Wzywa jednych i drugich, by byli Jego świadkami, by jako uczniowie czynili uczniami wszystkie narody i udzielali chrztu, ponieważ chrzest jest wejściem na drogę Jezusa oraz czerpaniem z darów odkupienia dokonanego przez Chrystusa.

To wezwanie pozostaje aktualne również dzisiaj. Bycie świadkiem Chrystusa nie zawsze oznacza wielkie słowa czy wyjątkowe czyny. Często chodzi o codzienną wierność: uczciwość, przebaczenie, modlitwę, obronę prawdy, życie według sumienia. Świadkiem jest ten, kto swoim życiem pokazuje, że naprawdę wierzy Ewangelii.

A może także w nas jest coś z tych uczniów, którzy wątpili? Może część naszego serca nadal boi się zaufać Jezusowi do końca? Może wierzymy tylko wtedy, gdy wszystko dobrze się układa? Ewangelia pokazuje nam jednak, że Jezus nie odrzuca człowieka wątpiącego, ale nadal go posyła i zaprasza do bliskości.

Ewangelia według św. Mateusza kończy się tak, jak się zaczęła – odniesieniem do Emmanuela, czyli „Boga z nami”: „A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata”. Wciąż odkrywamy obecność Jezusa pośród nas: w sakramentach, Słowie Bożym, modlitwie i wspólnocie.

 

Do ilustracji dzisiejszej uroczystości może posłużyć opowiadanie zawarte w książce Bruno Ferrero:

„Podczas Wniebowstąpienia Jezus rzucił okiem w kierunku ziemi znikającej w ciemności. Tylko nieliczne, maleńkie światła błyszczały nieśmiało w mieście Jeruzalem.

Archanioł Gabriel, który przybył na przywitanie Jezusa, zapytał:
– Panie, co to za światełka?

– To moi uczniowie zgromadzeni na modlitwie wokół mojej Matki. Mam plan, że gdy tylko wstąpię do nieba, wyślę im Ducha Świętego, aby te drżące płomyczki stały się nieugaszonym ogniem, powoli rozpalającym miłość wśród wszystkich narodów ziemi!

Archanioł Gabriel ośmielił się ponownie zapytać:
– A co zrobisz, Panie, jeśli ten plan się nie powiedzie?

Po chwili ciszy Pan odpowiedział mu łagodnie:
 – Ale Ja nie mam innego planu…”.

VI NIEDZIELA WIELKANOCNA

 

Dekalog, tablice Mojżesza, malarskie nawiązania do Dekalogu

Dzisiejsza Ewangelia stawia przed nami bardzo proste, ale jednocześnie bardzo wymagające pytanie: czy ja naprawdę kocham Jezusa? Bo Jezus nie mówi dziś o uczuciach, nie mówi o pięknych deklaracjach, ale mówi konkretnie: „Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania” oraz „Kto Mnie miłuje, będzie zachowywał moje słowo”. A więc miłość do Boga nie polega tylko na tym, że przyjdę do kościoła, że się pomodlę, że coś poczuję. Prawdziwa miłość sprawdza się w codziennym życiu. Objawia się w tym, jak żyję, jakie podejmuję decyzje, jak traktuję drugiego człowieka.

Żyjemy dziś w świecie, w którym jest bardzo dużo słów. Każdy coś mówi, każdy coś komentuje, każdy ma swoją opinię. Telewizja, internet, smartfon – ciągle ktoś do nas mówi. My też ciągle coś mówimy. Piszemy wiadomości, komentujemy, odpowiadamy, czasem bardzo szybko, bez zastanowienia. Ile razy zdarzyło się, że ktoś coś napisał, a potem żałował? Ile razy słowo kogoś zabolało? Ile razy sami zostaliśmy zranieni przez czyjeś słowa?

Warto spojrzeć na swoje życie i zobaczyć, co się dzieje: jest mnóstwo słów, ale coraz mniej prawdziwych relacji. Rozmawiamy dużo, ale często powierzchownie. Używamy wielkich słów: miłość, prawda, dobro, ale one tracą swoją wartość, bo nie idą za nimi czyny. Nawet o sprawach poważnych potrafimy mówić lekko, żartować ze zła, śmiać się z grzechu. Człowiek zaczyna się przyzwyczajać i przestaje widzieć, co jest naprawdę dobre, a co złe. I w to wszystko wchodzi dziś Jezus ze swoim słowem: „Kto Mnie miłuje, będzie zachowywał moje słowo”. Czyli nie wystarczy słuchać, nie wystarczy wiedzieć. Trzeba żyć tym słowem.

Czterech biblistów omawiało swoje ulubione tłumaczenia Biblii. 
Pierwszy powiedział: „Lubię wersję w tłumaczeniu Romana Brandstaettera ze względu na jej piękną polszczyznę”. Inny powiedział: „Podoba mi się wersja ks.
Dąbrowskiego, ponieważ jest tłumaczona z Wulgaty”. Trzeci oświadczył: „Podoba mi się wersja z edycji św. Pawła, ponieważ jest łatwa w czytaniu”.
Czwarty biblista milczał przez chwilę, po czym powiedział: „Najbardziej podoba mi się tłumaczenie mojej matki”.
Pozostali trzej mężczyźni byli zaskoczeni. Powiedzieli: „Nie wiedzieliśmy, że twoja matka dokonała tłumaczenia Biblii”. „Tak” – odpowiedział. „Przełożyła ją na życie codzienne. I było to najpiękniejsze i najbardziej przekonujące tłumaczenie, jakie kiedykolwiek widziałem”.

Bracia i Siostry, to jest właśnie sedno dzisiejszej Ewangelii. Najważniejsze nie jest to, jakie mamy wydanie Pisma Świętego na półce. Najważniejsze jest to, czy słowo Boże jest „przetłumaczone” na nasze życie. Czy widać je w naszych decyzjach, w naszych wyborach, w naszym sposobie myślenia. Bo słowo Boga to nie jest zwykłe słowo. To nie jest jedna z wielu opinii. To jest prawda. To jest słowo, które ma moc zmieniać życie. Kiedy Bóg mówi: „Kocham cię”, to nie jest pusty dźwięk – to jest rzeczywistość. Kiedy Bóg mówi: „Nie grzesz więcej”, to nie jest tylko rada czy propozycja, ale wezwanie do życia.

I teraz trzeba powiedzieć bardzo jasno: nie wszystkie słowa są równe. Jeśli ktoś obcy coś o mnie powie, mogę to zignorować. Jeśli ktoś bliski mnie zrani, to zaboli. Ale jeśli Bóg mówi coś o moim życiu, to tego nie mogę zlekceważyć. Jeśli Bóg mówi: „Świętuj niedzielę”, to nie chodzi tylko o to, czy mam czas, czy mi się chce, czy coś innego jest ważniejsze. Jeśli Bóg mówi: „Nie zabijaj”„Nie cudzołóż”„Nie kradnij”, to nie są propozycje do wyboru, tylko droga życia.

Pomyślmy bardzo konkretnie: kiedy ktoś mnie obrazi – czy potrafię nie oddać tym samym? Kiedy widzę potrzebującego – czy zatrzymam się, czy przejdę obojętnie? Kiedy mam okazję do nieuczciwości – czy wybiorę prawdę, nawet jeśli stracę? Kiedy przychodzi niedziela – czy naprawdę oddaję ją Bogu, czy tylko „jeśli znajdę czas”?

To są właśnie momenty, w których słowo Boże staje się albo życiem, albo tylko teorią.

Niestety, częściej zdarza się, że bardziej słuchamy świata niż Boga. Bardziej liczymy się z opinią ludzi niż z tym, co mówi Ewangelia. Przez to pojawia się problem. Mówimy, że wierzymy, mówimy, że kochamy Boga, ale żyjemy po swojemu. A Jezus mówi jasno: miłość poznaje się po tym, czy zachowujesz moje słowo. To nie jest łatwe. Bo słowo Boże czasem wymaga. Czasem trzeba z czegoś zrezygnować. Czasem trzeba iść pod prąd. Czasem trzeba powiedzieć „nie”, kiedy inni mówią „tak”. Czasem trzeba mieć odwagę, żeby się nie zgodzić, żeby nie milczeć, żeby stanąć po stronie prawdy.

Na szczęście w tym naszym zagubieniu Jezus nie zostawia nas samych. Nasz Zbawiciel daje nam Ducha Świętego. Mówi: „Nie zostawię was sierotami”. Jako uczniowie Jezusa nie jesteśmy sami. Duch Święty daje siłę, pomaga podejmować dobre decyzje. Bez Niego trudno byłoby żyć według słowa Boga. To On uzdalnia nas do miłości, której sami z siebie często nie potrafimy. To On przemienia serce, daje łaskę, żeby przebaczyć, żeby powstać po upadku, żeby zacząć od nowa. Z Nim jest to możliwe.

Spróbujmy dziś spojrzeć bardzo konkretnie na swoje życie. Jak wygląda moje słuchanie słowa Bożego? Czy ja w ogóle sięgam po Pismo Święte? Czy pozwalam, żeby ono mnie zmieniało? Czy raczej wybieram tylko to, co mi pasuje? I wreszcie najważniejsze pytanie: czy moje życie jest zgodne z tym, co mówi Jezus? Bo na końcu nie chodzi o to, ile razy usłyszałem Ewangelię. Chodzi o to, czy nią żyłem. „Kto Mnie miłuje, będzie zachowywał moje słowo”. To jest bardzo konkretne. To jest droga do szczęścia. Bo tylko życie według słowa Boga prowadzi do życia wiecznego. Dlatego dziś nie chodzi tylko o decyzję jednego dnia. Chodzi o codzienny wybór: komu wierzę bardziej – Bogu czy światu. A zdanie, które warto zapamiętać, jest proste: wiara, która nie zmienia życia, jest tylko słowem – a nie spotkaniem z Jezusem. Amen.

V NIEDZIELA WIELKANOCNA

 

Czysta Ewangelia - V Niedziela Wielkanocna | Archidiecezja ...

Mieć swój dom, mieszkanie, swój pokój – swoje cztery kąty, gdzie można znaleźć spokój, ciszę i wytchnienie – to marzenie wielu współczesnych ludzi. Posiadacze domów i mieszkań doceniają to, że mają swój własny kąt. Zdarzają się jednak także tragedie związane z naszymi mieszkaniami.

Kilka lat temu widziałem palący się dom w mojej rodzinnej miejscowości. Ten widok bardzo mocno zapadł w mojej pamięci. Szalejący ogień w krótkim czasie spalił w popiół cały dom i zabudowania gospodarcze. Na moich oczach zniszczeniu uległ cały dobytek rodziny, która stała przed zgliszczami swojej posesji.

Gdy zbliżała się noc, pogorzelcy doświadczali w pełni bezdomności – nie mieli nic oprócz tego, co mieli na sobie i w rękach, w małych pakunkach. Otrzymali zastępcze mieszkanie, ale to nie był już ich rodzinny dom, nie była to ich ojcowizna. Mogli jednak liczyć na życzliwość i pomoc sąsiadów. Po kilku tygodniach pojawiła się nadzieja dla tej rodziny – małymi krokami wznosił się nowy dom dla pogorzelców. Wiemy, co to znaczy mieć własny dom, własny kąt na tym świecie. Oni na nowo mieli nadzieję, że za kilka tygodni będą mieć swoje cztery kąty.

Dziś w Ewangelii słyszymy zapowiedź Jezusa, że dla każdego z nas jest przygotowane mieszkanie w niebie – dla każdego, bez wyjątku. Jednak od nas zależy, czy tam trafimy. Ale najpierw to Bóg wychodzi do nas z inicjatywą – to On przygotowuje miejsce, On pierwszy nas zaprasza i daje nam łaskę, abyśmy mogli odpowiedzieć. Mamy szukać drogi, która nas tam doprowadzi.

Aby nie pogubić się w dzisiejszym świecie, gdy podróżujemy do nieznanego celu, używamy nawigacji GPS. Kiedyś używano map, a gdy te zawiodły, pytano o drogę miejscowych. Uczniowie w Ewangelii czują się zagubieni – jak w obcym mieście – i pytają Jezusa: „Nie wiemy, dokąd idziesz, jak możemy znać drogę?”. Jezus odpowiada: „Ja jestem drogą”.

To znaczy, że nie daje nam jedynie wskazówek, ale sam staje się „drogą, prawdą i życiem” – naszym przewodnikiem i celem. Bez Niego – jak bez działającej nawigacji – możemy utknąć w „korkach” grzechu, pojechać w niewłaściwym kierunku lub zabłądzić w życiowych dylematach. „Wierzyć” oznacza w tym kontekście nie tylko uznać, że Jezus istnieje, ale zaufać Mu i iść za Nim, nawet jeśli droga wydaje się trudna lub prowadzi przez krzyż. Ta droga prowadzi do celu.

Na tej drodze mamy także znaki, które pomagają nam iść bezpiecznie – są nimi przykazania Boże, Dekalog, który chroni nas przed zagubieniem i prowadzi do ostatecznego celu, jakim jest niebo. Jest to droga często trudna i wymagająca, ale jej kres przynosi prawdziwe spełnienie. Będziemy mogli zamieszkać w miejscu przygotowanym przez Jezusa – ale na pewno nie takim jak w tej historii:

Pewien deweloper postanowił wynagrodzić najlepszego cieślę przed jego przejściem na emeryturę. W osobistej rozmowie, nie ujawniając swojego zamiaru, zlecił mu wybudowanie jeszcze jednego domu – „pod klucz”, od fundamentów aż po dach. Wyznaczona suma pieniędzy miała wystarczyć na materiały i wynagrodzenie za pracę.

Cieśla postanowił jednak użyć tańszych, gorszej jakości materiałów, aby na końcu zostało mu więcej pieniędzy. Zabrał się do pracy i w końcu ukończył budowę.

Gdy dom był gotowy, deweloper przyszedł i oznajmił mu, że postanowił podarować mu ten dom, aby mógł w nim zamieszkać.

Cieśla, gdy został sam, złapał się za głowę i powiedział: „Dlaczego byłem tak nierozsądny? Gdybym budował uczciwie, miałbym dziś lepszy dom”.

Bóg przygotowuje dla nas miejsce. Możemy wyobrazić sobie sytuację, w której ktoś bliski, kochający nas ponad wszystko, wyjeżdża wcześniej, aby przygotować dla nas dom – miejsce stworzone specjalnie dla nas, odpowiadające naszym potrzebom i tęsknotom. Każdy szczegół jest przemyślany, bo ta osoba nas zna i kocha.

Jezus mówi: „W domu Ojca mego jest mieszkań wiele… idę przygotować wam miejsce”. Niebo nie jest nieokreśloną przestrzenią, ale rzeczywistością komunii z Bogiem. Każdy z nas jest tam osobiście znany i kochany, a nasza niepowtarzalność znajduje w Nim spełnienie. Najważniejsze nie jest to, jak to miejsce wygląda, ale że będziemy tam z Jezusem.

Do nieba nie wchodzi się dzięki własnej doskonałości, lecz dzięki łasce Boga, którą przyjmujemy w wierze i na którą odpowiadamy życiem. To nie my „zasługujemy” na niebo – to Bóg nas do niego wprowadza.

I dlatego pytanie nie brzmi tylko: „czy znajdę drogę?”, ale: czy pozwolę Jezusowi, żeby mnie poprowadził? Czy Mu zaufam – naprawdę, konkretnie, dziś?

Bo można całe życie „znać drogę”, a jednak nią nie iść. Można wiedzieć, kim jest Jezus – a nie iść za Nim.

Dziś On zaprasza każdego z nas: pójdź za Mną. Nie kiedyś, nie od jutra – dziś. Zaufaj Mi swoją drogę, swoje decyzje, swoje życie.

Bo na końcu tej drogi nie czeka tylko „miejsce”. Czeka Ktoś – Jezus Chrystus. I dom, który On przygotował – dla ciebie.