107 ROCZNICA ODZYSKANIA NIEPODLEGŁOŚCI POLSKI

NASZA POLSKA NIEPODLEGŁA

OEDIM Flaga Polski | 150 x 85 cm | Wzmocniona i wzmocniona szwami | Flaga z 2 metalowymi oczkami i wodoodpornymi : Amazon.pl: Ogród

Modlitwa za Ojczyznę (Ks. Piotra Skargi)

Boże, Rządco i Panie narodów,
z ręki i karności Twojej racz nas nie wypuszczać,
a za przyczyną Najświętszej Panny, Królowej naszej,
błogosław Ojczyźnie naszej, by Tobie zawsze wierna,
chwałę przynosiła Imieniowi Twemu
a syny swe wiodła ku szczęśliwości.
Wszechmogący wieczny Boże,
spuść nam szeroką i głęboką miłość ku braciom
i najmilszej Matce, Ojczyźnie naszej,
byśmy jej i ludowi Twemu,
swoich pożytków zapomniawszy,
mogli służyć uczciwie.
Ześlij Ducha Świętego na sługi Twoje,
rządy kraju naszego sprawujące,
by wedle woli Twojej ludem sobie powierzonym
mądrze i sprawiedliwie zdołali kierować.
Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen

XXXII niedziela zwykła – Rocznica poświęcenia Bazyliki Laterańskiej – Święto

Matka i głowa wszystkich kościołów Miasta i Świata” – tak brzmi napis znajdujący się na fasadzie Bazyliki Laterańskiej. Dziś obchodzimy rocznicę jej poświęcenia. Naturalnie może zrodzić się w nas pytanie: dlaczego katolicy na całym świecie świętują rocznicę poświęcenia właśnie tego jednego kościoła? Ten fakt budzi lekkie zdziwienie, tym bardziej że najbardziej rozpoznawalną bazyliką jest Bazylika św. Piotra w Watykanie. To tam mieszka papież, tam także odbywają się najważniejsze celebracje liturgiczne. Dlaczego zatem nie wspominamy poświęcenia właśnie jej?

To Bazylika św. Jana na Lateranie jest katedrą biskupa Rzymu, a więc samego papieża. W jej murach przez wieki modlili się papieże, a sobory podejmowały decyzje, które kształtowały dzieje wiary. Dzisiejsze święto nie jest jednak jedynie wspomnieniem historii. To dzień, w którym uświadamiamy sobie, że Kościół to nie tylko mury, ale wspólnota ludzi, w których żyje Bóg. Sobór Watykański II przypomina: „Wszystkie wspólnoty wiernych pozostają w łączności z Kościołem Rzymskim, który przewodniczy w miłości”. Dzisiejsze święto jest więc świętem naszej duchowej jedności – jedności, której widzialną głową na ziemi jest papież. W pierwszym czytaniu prorok Ezechiel widzi wodę wypływającą spod progu świątyni. Woda ta staje się rzeką życia, która ożywia pustynię i uzdrawia morze. Ten obraz ukazuje Kościół – wspólnotę, z której serca płynie łaska Chrystusa. Papież Benedykt XVI powiedział: „Kościół jest źródłem wody żywej, ponieważ z jego wnętrza wypływa sam Chrystus, który daje światu życie”. Kiedy Kościół pozostaje wierny Ewangelii, staje się miejscem uzdrowienia dla świata. Tam, gdzie bije źródło modlitwy i miłości, wszystko się odradza – ludzkie serca, rodziny, społeczeństwa. W drugim czytaniu usłyszeliśmy św. Pawła – Apostoła Narodów, który mówi: „Jesteście Bożą budowlą. Świątynia Boga jest święta, a tą świątynią jesteście wy” (1 Kor 3,16–17). To zdanie przypomina, że Bóg nie zamieszkuje w kamieniach, ale w żywych sercach. Każdy z nas jest świątynią Ducha Świętego, uświęconą przez chrzest i Eucharystię. Papież Franciszek podkreślał:

„Kościół nie jest organizacją charytatywną ani instytucją społeczną, lecz wspólnotą ludzi, którzy doświadczyli miłości Boga i pozwalają, by ta miłość w nich zamieszkała”. A Katechizm Kościoła Katolickiego przypomina:

„Chrystus żyje w swoim Kościele jako w świątyni, a wierni są żywymi kamieniami tej budowli”.

Każdy z nas jest więc odpowiedzialny za piękno tej duchowej świątyni: przez modlitwę, dobroć, czystość serca i miłość do drugiego człowieka. 

Kościół jest rzeczywistością bosko-ludzką, w której przeplata się świętość Boga i grzeszność człowieka. Ważne jest, byśmy uświadomili sobie, że od każdego z nas zależy, jak ludzie będą postrzegać Kościół, ponieważ widzą go w nas – wierzących. Im więcej świętości, dobra i miłości będzie w moim życiu, tym piękniejszy będzie Kościół.

Ewangelia ukazuje Jezusa, który wchodzi do świątyni jerozolimskiej i widząc w niej chaos oraz handel, z mocą mówi: „Nie róbcie z domu mego Ojca targowiska!” (J 2,16). To gest oczyszczenia, ale także wezwanie do odnowy serca. Św. Jan Paweł II przypominał:

„Świątynia Boga to przede wszystkim człowiek, który wierzy i kocha. Ale ta świątynia potrzebuje codziennego oczyszczenia”.

Również w naszym życiu Pan chce przewrócić „stoły” egoizmu, zazdrości, obmowy, przywiązania do rzeczy ziemskich – i uczynić nasze wnętrze prawdziwym domem modlitwy. Jest to proces czasem bolesny, ale konieczny, prowadzący do pokoju i bliskości z Bogiem. Sakrament pokuty i pojednania jest nam dany po to, aby oczyszczać świątynie, którymi jesteśmy, ze wszystkiego, co nie jest zgodne ze świętością Boga.

Dzisiejsze święto uczy nas także miłości do Kościoła. Papież Franciszek mówi: „Kościół nie jest sumą parafii, ruchów i instytucji, ale rodziną zjednoczoną przez Ducha Świętego w jednym Ciele Chrystusa”. Każda parafia jest małą cząstką tej wielkiej wspólnoty. Gdy trwamy w jedności z papieżem, naszym biskupem i między sobą, wtedy Kościół jest naprawdę „jednym sercem i jedną duszą” (Dz 4,32). Ta jedność nie jest tylko organizacyjnym porządkiem – to duchowa więź rodząca się z miłości do Chrystusa i wzajemnego zaufania.

Bazylika Laterańska, choć zbudowana z kamienia, jest znakiem duchowej świątyni, którą Bóg wznosi w nas. Dlatego jej święto obchodzimy na całym świecie. Benedykt XVI mówił: „Każdy kościół materialny jest znakiem Kościoła żywego – wspólnoty wiernych, w której Bóg pragnie mieszkać”. Dzisiejsze święto jest więc wezwaniem do odnowienia naszej wiary i wspólnoty. Niech nasze serca staną się świątyniami, w których Chrystus jest obecny – przez modlitwę, przebaczenie i miłość. Bo świątynia Boga nie stoi tylko w Rzymie, lecz w każdym sercu chrześcijanina. A jeśli w tym sercu Bóg jest czczony, wtedy Kościół naprawdę żyje. Amen.

Wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych – Dzień Zaduszny

Święto Zmarłych na cmentarzu – krzyż, znicze, refleksja, światło pamięci, nostalgia

I jak bardzo tej zewnętrznej atmosferze, temu zewnętrznemu klimatowi swoją treścią odpowiada liturgiczna Uroczystość Wszystkich Świętych i Wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych.

W tej nieubłagalnej pogoni czasu, te święta robią swojego rodzaju wyłom, który sprawia, że zacierają się różnice między tym, co już było, co jest i co będzie naszym udziałem.

Te święta robią wyłom, który na chwilę łamie barierę tajemnicy między życiem a śmiercią. Wyłom w czasie, które dokonują te świąteczne dni namacalnie dają nam przeżyć prawdę naszej wiary „w świętych obcowanie”. W prawdę o Kościele, gdzie żywi przechodzą obok tych, którzy już odeszli do wieczności, którzy już spoczywają na miejscu ziemskiego spoczynku jakim jest cmentarz.

Bo te dwa wspomnienia liturgiczne, to czas gdy świat zmarłych wkracza w świat żyjących. A żywi wkraczają w ciszę i pokój wieczny, tych którzy już poprzedzili nas w pielgrzymce wiary i życia do domu Boga Ojca.

W to dzisiejsze Wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych, wkraczamy w świat zmarłych, którzy odeszli od nas, którzy zmarli, których Bóg powołał do Siebie. I jakby na siłę pragniemy ożywić to co minęło. Wyrazem tego są nasze cmentarze, na których spoczywają nasi bliscy, które w te wspomnienie liturgiczne przepełnione są pękami barwnych kwiatów, jakże szkoda że często dla wygody już sztucznymi, i ogromne ilości różnorodnych co do kształtu i wielkości zniczy.

Nasi zmarli nie pozostają nam dłużni, wkraczają w zabiegane przepełnione gwarem codzienności i pośpiechu nasze życie, ożywiając wspomnienia, które obudzone napełniają nas powagą, zadumą, zamyśleniem, refleksją i ciszą.

Te wspomnienia ożywione wymową dzisiejszego Wspomnienia Wszystkich Wiernych Zmarłych prowadzą nas na groby naszych najbliższych, abyśmy tam beż zbędnych świadków, wzniosłych słów, przemądrzałych przemów mogli wyrazić swoją prostą wdzięczność,  podziękowanie tym, których już nie ma pośród nas. W ciszy opadających jesiennych liści zmrożonych pierwszymi przymrozkami, w ciszy płonących zniczy pragniemy podziękować:

– za dobro, które nam przekazali,
– za wartości, które bronili z wielkim poświęceniem,
– za wiarę, której strzegli,
– za miłość, której byli wierni,
– za nadzieję, której nie utracili.

Z tym wielkim dziękczynieniem pragniemy wkroczyć w ten świat zmarłych, aby dopełnić tak bardzo po ludzku tej wielkiej wdzięczności, której często z naszej strony zabrakło kiedy żyli pośród nas.

Zabrakło z naszej strony tej postawy wdzięczności, bo nie było czasu, gdyż byliśmy zapracowani po same łokcie i zajęci naszą szarą codziennością.

Zabrakło z naszej strony tej postawy wdzięczności, bo ludzie słabości stawały na drodze, bo nie umiejętność zapomnienia, przebaczenia, pojednania zaciążyła w naszej relacji z nimi.

Zabrakło z naszej strony tej postawy wdzięczności, bo tak po ludzku ciągle z uporem maniaka powtarzaliśmy sobie, że jeszcze mamy czas i zdążymy.

Wdzięczność nasza nie pozostaje bez odpowiedzi, zmarli, którzy jak wierzymy cieszą się świętych obcowaniem w ciszy i zadumie wkraczają w nasze życie, aby przypomnieć nam prawdę o przemijaniu:

– bo przemija postać tego świata i życia naszego,
– aby przypomnieć prawdę, że czas płynie bezpowrotnie, że należy go dobrze wykorzystać,
– aby przypomnieć prawdę, o której jakże często nie chcemy nawet słyszeć: „że w życiu pewna jest tylko śmierć”.

Tak, Ci którzy odeszli we Wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych, kierują do nas to przypomnienie, to wołanie – proszę nie zapomnij o tym. Bo jakże często o tych podstawowych prawdach zapominamy. A zapominając o nich, tracimy właściwe odniesienie do życia, które bezpowrotnie przemija, do czasu, który został nam dany, nieubłagalnie przemija bez możliwości powrotu.

Wkraczając w zadumie, ciszy i refleksji w świat tych, którzy już odeszli budzą się wspomnienia związane z tymi, których kochaliśmy, którzy byli bliscy naszemu sercu i stanowili przez wiele lat część naszego życia. I aby nie ulec przygnębieniu z faktu, że już ich nie ma pośród nas, bo zmarli, bo odeszli do Pana, przywołajmy słowa jednej z podstawowych prawd naszej wiary: życie człowieka zmienia się, ale się nie kończy. A ten, w którego wierzymy, który jest w centrum naszej wiary jest dla nas „zmartwychwstaniem i życiem” (J 11,25) i kto w „Niego wierzy choćby umarł to żyć będzie” (J 11,25).

Wierzymy w Chrystusa, wierzmy także Chrystusowi, że z Nim my wszyscy zmartwychwstaniemy, aby cieszyć się pełnią życia, życiem wiecznym, które daje Chrystus wszystkim swoim wierzącym, o ile dobrze wykorzystamy czas, który został złożony w nasze ręce jako najwspanialszy dar naszego Boga.

UROCZYSTOŚĆ WSZYSTKICH ŚWIĘTYCH

Dzisiejsza uroczystość to dobry moment, żeby zadać sobie pytania: kim jest święty i jak zostać świętym?

Podczas lekcji religii w przedszkolu katechetka położyła przed każdym dzieckiem obrazek do pokolorowania i powiedziała: „Każdy z was dostał kartkę z wizerunkiem ważnej osoby. To są święci. Weźcie swoje kredki i pokolorujcie najpiękniej, jak potraficie”.

Dzieci ochoczo przystąpiły do pracy, oprócz jednej dziewczynki. Siedziała przez dłuższą chwilę i ze zmarszczonym czołem przyglądała się wizerunkowi, który miała przed sobą.

Katechetka podeszła i zapytała, w czym jest problem i jak może pomóc. Dziewczynka spojrzała na nauczycielkę i powiedziała: „Ale co to znaczy, że to jest święty? Przecież to Bóg jest święty!”.

Ta intuicja małego dziecka prowadzi nas w naszym rozważaniu o świętości na właściwe tory. Święty jest przede wszystkim – a właściwie jedynie – Bóg. Świat natomiast jest nieświęty. Bóg jest pełnią życia, zdrowia, szczęścia – świat natomiast jest niepełny, pęknięty i chory. A ponieważ chce być cały i zdrowy, potrzebuje Boga i pragnie Go, bo tylko On może go obdarzyć pełnią, którą sam jest.

Ludzie, o których mówimy, że są święci, to ci, którzy zrozumieli tę prawdę i starali się każdego dnia mieć udział w świętości Boga. Inaczej nie da się tego osiągnąć.

Możemy użyć jeszcze innego obrazu, który wyraża tę prawdę: święty jest jak witraż, który zachwyca i oślepia blaskiem, bo przepuszcza przez siebie światło słońca. Tym słońcem jest Chrystus. Jeśli chcemy być święci, musimy Mu pozwolić, aby świecił przez nas.

Nie chodzi jednak o pewną bierność czy abstrakcję. Światło dane nam przez Jezusa to konkret – Jego nauka, którą musimy wprowadzać w naszą codzienność.

W dzisiejszej Ewangelii słyszymy taki właśnie konkret. Osiem błogosławieństw to nie tylko pobożne życzenia Jezusa czy jakaś niemożliwa do zrealizowania wizja. To trudna nauka – trudna, ale możliwa. To pokazują nam właśnie święci, którzy żyli w ten sposób.

Błogosławieni ubodzy w duchu…

Człowiek ubogi w duchu to ten, który uznaje swoją zależność od Boga i pokłada w Nim całe zaufanie. Jego ubóstwo nie oznacza nędzy, lecz wolność serca od przywiązania do dóbr materialnych oraz uznanie Boga za prawdziwe dobro.

Św. Franciszek z Asyżu – oddał wszystko, by być wolnym dla Boga i ludzi. Pokazał, że radość rodzi się z prostoty i zaufania.

Błogosławieni, którzy się smucą…

Nie chodzi o zwykły smutek, taki jak przygnębienie czy depresja. Ewangeliczny smutek pojawia się w człowieku, który ma świadomość własnego grzechu i zła obecnego w świecie. Nie jest to jednak powód do rozpaczy, ale do nawrócenia i nadziei. Ma bowiem świadomość, że Bóg pociesza tych, którzy uznają swoją słabość i zwracają się ku Niemu z ufnością.

Św. Monika – matka, która płakała nad grzesznym życiem swojego syna Augustyna. Jej łzy i modlitwy sprowadziły go do Boga.

Błogosławieni cisi…

Człowiek cichy to ten, który wyrobił w sobie postawę pokory, łagodności i cierpliwości. Nie jest to słabość, ale siła serca, które zaufało Bogu.

Św. Józef – cichy opiekun Jezusa i Maryi, który swoją pokorą i milczeniem stał się fundamentem rodziny z Nazaretu.

Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości…

Sprawiedliwość w Biblii to nie tylko porządek społeczny, ale zgodność z wolą Bożą, która dotyczy zarówno pojedynczej osoby, jak i całego stworzenia. Człowieka żyjącego w ten sposób cechuje tęsknota za Bożym ładem w świecie, za świętością każdego człowieka i za prawdą w każdej sytuacji.

Św. Jan Paweł II – całym życiem upominał się o godność człowieka i prawa narodów, ucząc, że prawdziwa wolność rodzi się z prawdy.

Błogosławieni miłosierni…

Człowiek miłosierny to ten, który ma w sobie gotowość do przebaczenia każdemu, ale również do okazania serca tym, którzy cierpią.

Św. Teresa z Kalkuty – jej życie było nieustannym pochylaniem się nad najbardziej odrzuconymi i cierpiącymi: nad chorymi, umierającymi, biednymi i samotnymi.

Błogosławieni czystego serca…

Czyste serce to nie tylko wolność od grzechu. To serce niepodzielne, skierowane ku Bogu w każdym czasie, szczere wobec Niego, wolne od fałszu, pożądliwości i egoizmu.

Św. Teresa z Lisieux – jej duchowa ścieżka, zwana „małą drogą”, polegała na tym, by wszystko czynić dla Jezusa, z sercem wolnym od egoizmu i pełnym miłości.

Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój…

Pokój biblijny to nie tylko brak wojny, ale pełnia życia w zgodzie z Bogiem i ludźmi. Człowiek wprowadzający pokój to ten, kto godzi, buduje mosty i przebacza.

Św. Jan XXIII – papież pokoju, który w czasach światowych podziałów uczył dialogu. Jego encyklika Pacem in terris przypominała, że pokój zaczyna się od szacunku i braterstwa między ludźmi.

Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości…

Prześladowanie spotyka tych, którzy wiernie trwają przy Ewangelii. Człowiek, który to rozumie i przyjmuje, ma świadomość, że to cierpienie nie jest klęską, lecz udziałem w zwycięstwie Chrystusa.

Św. Maksymilian Kolbe – oddał życie za współwięźnia w Auschwitz i pokazał, że miłość jest mocniejsza niż śmierć i nienawiść.

Święci pokazują nam, jak świecić światłem Boga w codzienności. Jeśli chcemy zostać świętymi, musimy wprowadzać naukę Jezusa w życie.

Czy wystarczy nam jednak odwagi, by pójść w ich ślady i pozwolić Jezusowi w taki sam sposób świecić przez nas?

XXX NIEDZIELA ZWYKŁA

 

Pokorna modlitwa o miłosierdzie

„Komu to papież podał rękę?! Jak mógł rozmawiać z tym bezbożnikiem?! Ci oszuści i kłamcy, którzy swoimi nierozważnymi decyzjami rujnują narody – czego szukają w Watykanie?

A co to za ludzie chodzą do kościoła?! Znowu siedziała koło mnie ta pijaczka. Złości mnie, gdy do przodu pcha się ten rozwodnik. A ta biznesmenka – w Internecie handluje gadżetami i szpanuje swoimi nowymi kreacjami, a do tego obnosi się ze swoją wiarą. Przecież ona wstydu nie ma!

A ja? No cóż, jestem raczej dobrym człowiekiem. Nikogo przecież nie zabiłem, nikomu nic nie ukradłem. Nie, nie chodzę do spowiedzi, bo nie mam się z czego spowiadać”.

Czyje to słowa? Może moje? A skoro tak patrzę na siebie i na innych, to jak wtedy wygląda moja modlitwa?

Jezus stawia dziś przed nami lustro w formie przypowieści o faryzeuszu i celniku.

Obaj mężczyźni modlą się, ale nie zwracają się do Boga w ten sam sposób. Faryzeusz udaje się do świątyni, aby się modlić, ale tak naprawdę wcale się nie modli. Rozmawia sam ze sobą, a nie z Bogiem; skupia się na sobie, a bliźni – w tym wypadku celnik, uważany powszechnie za kogoś złego – jest mu potrzebny, by pochwalić się swoją doskonałością. Nie ma wątpliwości, kto jest w centrum uwagi, a jego modlitwa brzmi jak roczne sprawozdanie z aktualnego stanu osiągnięć. Wszystko, co faryzeusz mówi, jest prawdą. Pości dwa razy w tygodniu i oddaje dziesięć procent swoich zarobków ubogim. Postępuje więc dobrze. Gdyby każdy chrześcijanin tak czynił, świat by się zmienił! Problem w tym, że Pan Bóg nie jest mu do tego potrzebny, gdyż nie widzi w tym Jego udziału. Sam, o własnych siłach, zbiera zasługi, aby pochwalić się nimi przed Bogiem.

W swojej krótkiej modlitwie faryzeusz powtarza słowo „ja” aż pięć razy. W ten sposób pokazuje, że można kierować słowa do Boga, a jednocześnie myśleć tylko o sobie. Mówi z pasją, ale dlatego, że chodzi mu o jego sprawy. Zwraca się do Boga z nastawieniem: „niech się spełni moja wola, a nie Twoja”. Jest człowiekiem pełnym uwielbienia, ale raduje się nie z tego, kim jest Bóg, lecz z tego, kim jest on sam. Celnik zaś stoi daleko, w cieniu. Nie ma katalogu dokonań, którymi mógłby się pochwalić. To, co zyskał, pochodzi z kradzieży, a jego ofiarami byli także ludzie ubodzy. W modlitwie: „Boże, miej litość dla mnie, grzesznika” (Łk 18,13) wyraża prawdę o sobie. Nie tłumaczy się, nie usprawiedliwia, lecz ze smutkiem bije się w piersi, jakby sam chciał się ukarać. Zna prawdę o swojej grzeszności i całkowicie powierza się Bożemu miłosierdziu. Nie ma nic do zaoferowania Bogu poza własnymi przewinieniami i swoim zepsuciem, które dotknęło jego serce.

Celnik nie porównuje się z innymi. Uznaje prawdę o sobie i ma nadzieję, że ogarnie go Boże miłosierdzie. Przyznaje się do własnego grzechu. Wie, że jego prawdziwe „ja” nie jest dla Boga tajemnicą.

Faryzeusz traktuje modlitwę i swoje życie duchowe jako sposób na własne wywyższenie, zaś celnik zbliża się do Boga z pokorą. Faryzeusz uważa się za kogoś wielkiego, choć wcale kimś takim nie jest. Celnik uważa się za grzesznika potrzebującego Bożego miłosierdzia. I to on wraca do domu usprawiedliwiony, podczas gdy faryzeusz nie. Bóg bowiem pysznym się sprzeciwia, a pokornym daje łaskę (por. Jk 4,6; 1 P 5,5). Dlatego celnik otrzymuje o wiele więcej, niż prosił: modlił się o miłosierdzie, a został usprawiedliwiony.

W swoim nauczaniu Jezus podważa panujące wówczas przekonania. To modlitwa celnika sięga obłoków, a modlitwa faryzeusza dociera wprawdzie do celu, ale jest nim on sam. Porównywanie się do innych, poniżanie słabych, a wywyższanie siebie, oskarżanie bliźnich i samousprawiedliwianie się deformuje relację człowieka z Bogiem. Podobnie uznanie własnych słabości, świadomość grzeszności i odwaga w stawaniu w prawdzie o sobie zbliża człowieka do Boga, który jest bogaty w miłosierdzie i nie gardzi sercem skruszonym i pokornym (por. Ps 51,19). Czy dzisiaj ludzie świadomi swoich grzechów modlą się o miłosierdzie? Na zakończenie wizyty papieża Benedykta XVI w rzymskim więzieniu w 2011 roku więzień Stefan modlił się w taki sposób:

O Boże, daj mi odwagę, bym nazywał Cię Ojcem.

Wiesz, że nie zawsze poświęcam Ci tyle uwagi, na ile zasługujesz.

Ty o mnie nie zapominasz, choć tak często żyję z dala od światła Twojego oblicza.

Przyjdź bliżej – pomimo wszystko, pomimo mojego grzechu, wielkiego czy małego, ukrytego czy publicznego, jakikolwiek by on nie był.
Daj mi wewnętrzny pokój, który tylko Ty potrafisz dać.

Daj mi siłę, bym był autentyczny i szczery; zerwij z mojej twarzy maski, które przesłaniają świadomość, że moja godność opiera się tylko na tym, że jestem Twoim synem. Przebacz mi moje winy i daj mi możliwość czynienia dobra.

Skróć moje bezsenne noce; udziel mi łaski nawrócenia serca.

Pamiętaj, Ojcze, o tych, których tu nie ma, a wciąż mnie kochają; myśląc o nich, przypominam sobie, że tylko miłość daje życie, podczas gdy nienawiść je niszczy, a uprzedzenia sprawiają, że długie i niekończące się dni zamieniają się w piekło. Pamiętaj o mnie, Boże…

Jak żyjesz, tak się modlisz; albo też: jak się modlisz, tak żyjesz. Jezus uczy nas dzisiaj pokornej modlitwy, która wpływa na naszą postawę życiową.

Zgodnie z wolą Zbawiciela, w taką modlitwę wprowadza nas nieustannie liturgia Kościoła. Każda Msza Święta rozpoczyna się przecież od błagania o Boże miłosierdzie: „Panie, zmiłuj się nad nami”. Przed Bogiem i ludźmi przyznajemy się do naszej grzeszności i bijemy się przy tym w piersi. Czy czynimy to szczerze?

My również jesteśmy kuszeni, jak faryzeusz, by opowiadać Bogu o naszych dobrych uczynkach. My także lubimy porównywać się z ludźmi, którzy zdają się nam nie dorównywać, w nadziei, że dzięki temu będziemy wyglądać lepiej.

Jeśli przyjdziemy na Mszę Świętą w postawie samouwielbienia i pogardy dla innych ludzi, to wrócimy do domu tacy, jakimi przyszliśmy. „Boże, zmiłuj się nade mną, grzesznikiem” – tylko taka autentyczna i szczera modlitwa wyraża prawdę o nas i właściwie kształtuje naszą wiarę, a więc nasze spojrzenie na siebie, innych ludzi i relację, która łączy nas z Bogiem – Tym, który jest źródłem wszelkiego dobra.

XXIX NIEDZIELA ZWYKŁA

 

29 Niedziela Zwykła Rok C – Fundacja Nasza Winnica

Modlitwa to zanurzenie duszy w nieskończoności Boga

 

Dzisiejsze Słowo ukazuje nam, że kondycja człowieka bywa słaba, dlatego powinien on wiedzieć, gdzie szukać wsparcia. Początkowo łatwo jest skoncentrować się na modlitwie i budowaniu relacji z Bogiem, jednak z czasem mogą pojawić się wątpliwości czy znużenie, gdy opadnie pierwszy entuzjazm.

Pierwsze czytanie pokazuje, jak Mojżesz podczas modlitwy tracił siły. Kiedy opuszczał ręce, Izraelici zaczynali przegrywać. Znaleziono jednak sposób, aby podtrzymać jego ramiona, co przyniosło dobry skutek. Mojżesz staje się dla nas wzorem modlitwy wstawienniczej. Nie modli się za siebie, lecz za lud, prowadząc go do Boga (por. KKK 2577). I to nawet wtedy, gdy po ludzku mogłoby się wydawać, że powinien postąpić inaczej. Tak było w momencie, gdy Izraelici w czasie jego dłuższej nieobecności stracili cierpliwość i wykonali sobie złotego cielca, aby oddawać mu cześć. Mojżesz przyjął wówczas rolę pośrednika, wstawiając się u Boga za ludem. Ten obraz zapowiada pełnię wstawiennictwa w Jezusie Chrystusie, jedynym Pośredniku Nowego Przymierza (por. 1 Tm 2,5), którego modlitwa staje się źródłem naszej modlitwy.

Modlitwa stanowiła także centrum życia apostolskiego św. Jana Pawła II. W prywatnej kaplicy, na klęczniku, zawsze przechowywał kartkę z intencjami z całego świata. Dla niego wszystko stawało się modlitwą – spotkanie z chorym dzieckiem, wielkie wydarzenia, którym przewodniczył, dosłownie każda chwila. Kiedy w jego życiu pojawiały się poważne sprawy, gromadził wokół siebie ludzi na wspólnej modlitwie. Jego przykład przypomina nam, że chrześcijańska modlitwa zawsze jednoczy się z modlitwą Chrystusa, który wciąż oręduje za nami u Ojca (por. Hbr 7,25).

Modlitwa to zasadnicza część praktyki chrześcijańskiej wiary. Warto więc mieć jej właściwe rozumienie i nie oczekiwać od niej tego, co przeczyłoby jej istocie. Powinna koncentrować się przede wszystkim na szukaniu Królestwa Bożego (KKK 2632), a następnie na tym, co konieczne, by je przyjąć i współdziałać w jego przyjściu. Możemy także prosić o wszystko, co jest nam potrzebne (KKK 2646). Nie wolno zapominać, że wytrwała modlitwa służy przede wszystkim nawiązywaniu głębszej relacji z Bogiem, umacnia naszą wiarę i rodzi owoce miłości (KKK 2614). To Duch Święty, który „przychodzi z pomocą naszej słabości” i „wstawia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami” (Rz 8,26), uzdalnia nas do modlitwy i czyni ją owocną. Bez Jego działania modlitwa byłaby tylko ludzkim wysiłkiem, a dzięki Niemu staje się dialogiem dziecka z Ojcem.

Współczesny człowiek często staje wobec modlitwy jak wobec problemu. Niektórzy sądzą, że można żyć bez modlitwy, a nawet uważać się za wierzących, nie modląc się. Inni twierdzą, że posiedli już umiejętność modlitwy i nie potrzebują dalszej nauki. Tymczasem to właśnie modlitwa podtrzymuje w nas życie w łasce Bożej i prowadzi do jedności z Bogiem oraz z ludźmi. Ewangeliczna wdowa udała się do sędziego, ponieważ nie miała nikogo, kto mógłby stanąć w jej obronie. Innymi słowy – nie miała nic do stracenia. Jej jedyną drogą było wytrwałe, natarczywe proszenie o interwencję kogoś silniejszego. Zestawienie tej sytuacji z obrazem miłosiernego Boga jeszcze mocniej ukazuje, że poświęcony czas na modlitwę przynosi owoce. Nawet jeśli nasze prośby nie zostaną spełnione, sam czas modlitwy nie jest stracony, gdyż został ofiarowany Bogu. Ostateczna interwencja zawsze pozostaje w Jego rękach. W tym wytrwałym wołaniu towarzyszy nam Chrystus, który w przypowieści sam zachęca do nieustannej modlitwy, i Duch Święty, który sprawia, że nasza modlitwa staje się udziałem w modlitwie całego Kościoła.

Ewangelia wraz z przypowieścią koncentruje się na modlitwie jako przestrzeni spotkania człowieka z Bogiem. Ukazuje także, jaki Bóg jest wobec ludzi. W kontraście do niesprawiedliwego sędziego jawi się On jako cierpliwy, dobry i miłosierny. To daje nam impuls do umocnienia postawy modlitewnej adoracji Boga i zachęca do aktywnego kształtowania tej postawy w naszym życiu. Nawet jeśli modlitwa z różnych powodów zniknęła z codziennej praktyki, nie oznacza to, że nie można do niej powrócić. Wręcz przeciwnie – Bóg czeka jak Ojciec miłosierny, gotowy, by odnowić więź z człowiekiem. Już teraz zachęca nas, byśmy hojnie przeznaczali czas na modlitwę – nie tylko jako odmawianie formuł, lecz jako osobiste spotkanie z Nim. To spotkanie dokonuje się zawsze w Chrystusie, przez Ducha Świętego, który wprowadza nas w żywą relację z Ojcem (por. KKK 2565). Mimo trudności i niepowodzeń codziennego życia On jest zawsze po naszej stronie i nieustannie zaprasza do spotkania.