
Obchodząc dzisiaj uroczystość Objawienia Pańskiego, chcemy spojrzeć na głównych bohaterów dzisiejszej Ewangelii. Są nimi król Herod oraz Mędrcy, którzy przybyli do Jerozolimy, aby odnaleźć nowonarodzonego Króla Żydowskiego. W tym celu wypytują o Niego i spotykają się z Herodem.
Spotkanie szlachetnych Mędrców ze żądnym władzy i zakłamanym królem można określić jako zderzenie światła i ciemności. Ewangelia mówi: „Gdy to usłyszał król Herod, przeraził się, a z nim cała Jerozolima” (Mt 2,3). Słysząc pytanie o nowonarodzonego Króla Żydowskiego, Herod wpada w panikę. Słynął on nie tylko z okrucieństwa i nieobliczalności, ale przede wszystkim z chorobliwego – neurotycznego lęku o władzę. To lęk człowieka, który chce zachować swoje „małe królestwo” i nie dopuszcza Boga do centrum życia. Czyż miałby stracić swoją władzę? Co będzie z jego królestwem? Po naradzie z kapłanami i uczonymi w Piśmie wysyła Mędrców do Betlejem, a sam decyduje się jeszcze zostać w Jerozolimie i przygotowuje plan na wypadek, gdyby cała historia okazała się prawdą. Mędrcy mają mu o wszystkim donieść. Naradza się z nimi potajemnie, ponieważ nie chce dać poznać swoim dworzanom, że poważnie myśli o zagrożeniu utraty władzy i lęka się o swoją przyszłość
A jak jest z nami? Czy lękamy się o naszą przyszłość? Lęk jest obecny w życiu ludzi. Wystarczy choćby przyjrzeć się badaniom jednej z pracowni sondażowych, która zapytała Polaków, czego obawiają się w 2026 r. Okazuje się, że nasze myśli najczęściej zaprzątają problemy z dostępem do służby zdrowia, obawy o pogorszenie zdrowia własnego lub bliskich. Boimy się o bezpieczeństwo kraju, a także o utratę pracy lub źródła dochodu. Wkrada się w nasze życie niepewność.
Trzeba postawić pytanie o źródło naszych lęków. Może jest to zbytnia troska o przyszłość? Jednak wydaje się, że przede wszystkim jest to zbyt mała wiara w miłość Boga, który stał się dla nas człowiekiem. Przecież przyszedł On po to, aby otworzyć nasze oczy i umysły na szerszą perspektywę oraz umocnić nasze zalęknione serca wizją Królestwa Niebieskiego, w którym jedynym Królem jest Jezus Chrystus.
Zbyt często zapominamy o „nowym niebie i nowej ziemi”, którą przygotowuje nam Bóg, a zatrzymujemy się na doczesności, tak jakby poza śmiercią nic nie istniało. Mędrcy uczą nas wiary w drodze – wiary, która nie zna wygodnych odpowiedzi, lecz umie iść, pytać, szukać i ufać nawet wtedy, gdy droga prowadzi przez ciemność pustyni.
Kim oni byli? Byli poganami, a więc – w przeciwieństwie do Izraelitów – nie byli wychowywani w oczekiwaniu na przyjście Mesjasza. Jednak byli obdarzeni duchowym światłem i wewnętrzną tęsknotą za Bogiem, która znalazła wyraz w wytrwałym poszukiwaniu Go. Ewangelia mówi: „Ujrzeliśmy Jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać Mu pokłon” (Mt 2,2). Bóg posłużył się naturalnymi zdolnościami ich rozumu i pozwolił im rozpoznać znak, który doprowadził ich do Betlejem. Byli ludźmi poszukującymi czegoś więcej – prawdziwego światła, które było w stanie wskazać jaką drogą w życiu należy podążać. Byli również przekonani o tym, że w stworzeniu istnieją ślady Boga, które człowiek może i powinien odkrywać. Dlatego poszli za gwiazdą – cudownym znakiem z nieba. Byli astrologami, a więc byli również przekonani, że istnieje związek między zjawiskami na niebie, a losem poszczególnych ludzi i wydarzeniami na ziemi.
Ci mądrzy ludzie nie żałowali więc ani czasu, ani kosztów, ani trudów i wyruszyli ze swoim orszakiem ku Jerozolimie – bo odkryli, że w ziemi Judzkiej miał przyjść na świat nowy Król żydowski.I oto obraz, który jest sercem tej Ewangelii: „Weszli do domu, zobaczyli Dziecię z Matką Jego, Maryją; upadli na twarz i oddali Mu pokłon” (Mt 2,11).
To nie tylko scena sprzed wieków – to także zaproszenie dla nas. Mędrcy nie zatrzymali się na wiedzy, na ciekawości, na rozumowych poszukiwaniach. Droga wiary doprowadziła ich do adoracji.
Każdy z nas nosi w sercu własną „drogę Mędrców”:
– drogę pytań,
– drogę kryzysów,
– drogę niepewności,
ale również drogę, na której Bóg zaprasza, aby paść na kolana przed Jego obecnością.
Dlatego potrzebujemy ich determinacji – aby odnaleźć Tego, który jest źródłem pokoju i prawdziwego życia, Jezusa Chrystusa.
Prośmy dzisiaj Boga abyśmy, jak Mędrcy ze Wschodu, byli w stanie poznać Pana. Poznać – nie znaczy tylko rozpoznać, ale też ruszyć w drogę, szukać nie poddawać się, wypytywać kolejnych osób, tak jak mędrcy wypytywali żydowskich uczonych, aż dojdziemy do celu, aż zobaczymy Go „twarzą w twarz”.
Konkretnie: w adoracji, w modlitwie serca, w sakramentach, w Eucharystii – tam, gdzie On naprawdę jest.
Niech nasze życie stanie się drogą, która prowadzi do Betlejem – do spotkania z Jezusem.
