III NIEDZIELA WIELKANOCNA

KOLEJNA PODRÓŻ ŻYCIA ; ŚLADAMI ŚWIĘTEGO MAKSYMILJANA MARII KOLBE DO JAPONII – zakładka ogłoszenia parafialne. Liczba miejsc ograniczona. Prosimy zgłaszać potwierdzenia…. DATA PODRÓŻY – 3 XI 2026

III NIEDZIELA WIELKANOCNA – rok A – Kazania i Homilie

Liturgia słowa trzeciej niedzieli Wielkanocy prowadzi nas bardzo konkretną drogą: od smutku do nadziei, od zwątpienia do wiary oraz od śmierci do życia. W pierwszym czytaniu spotykamy apostoła Piotra. Nie jest to już ten sam Piotr, który zaparł się Jezusa. Nie jest to już człowiek, który się boi i lęka. Jego życie się odmieniło. Teraz staje odważnie i ogłasza: „Tego właśnie Jezusa wskrzesił Bóg”. Dzięki spotkaniu ze Zmartwychwstałym Panem jego życie nabrało nowego sensu. Jest w stanie głosić Chrystusa Zmartwychwstałego, a także – ze względu na Jego imię – oddać swoje życie.

Ewangelia pokazuje nam coś bardzo ludzkiego. Dwóch uczniów idzie do Emaus. Są rozczarowani, zawiedzeni, pełni niespełnionych nadziei. Wierzyli, że Jezus odmieni wszystko, a teraz wszystko wygląda na porażkę. I właśnie w tę ciemność ich życia wchodzi Jezus. Idzie obok nich. Niestety, na tym etapie uczniowie Go nie rozpoznają. To bardzo aktualne doświadczenie: Jezus jest blisko, działa, prowadzi, a my tego nie dostrzegamy, bo jesteśmy skupieni na własnych planach, oczekiwaniach i rozczarowaniach.

Nie rozpoznali Go, bo byli zamknięci w swoim smutku i w obrazie Boga, który nie spełnił ich oczekiwań. Wtedy Jezus robi coś niezwykłego: najpierw wyjaśnia Pisma, a potem łamie chleb. To nie jest przypadek, że tak uczynił. Pokazuje niejako rytm naszego spotkania z Bogiem: najpierw słowo, które tłumaczy życie i porządkuje serce, a potem Eucharystia, w której Bóg daje samego siebie. I dopiero wtedy otwierają się oczy – nie wcześniej.

Wiara nie zaczyna się od widzenia, ale od słuchania – od momentu, w którym Słowo zaczyna dotykać serca i rozpalać je od środka. To właśnie wtedy rodzi się pytanie: „Czy serce nie pałało w nas, gdy mówił do nas w drodze?”. Prawdziwe spotkanie z Bogiem zawsze coś w nas porusza, coś w nas zmienia, a także ożywia.

Drugie czytanie przypomina nam, że nie zostaliśmy zbawieni czymś powierzchownym czy przypadkowym. Zostaliśmy wykupieni drogocenną krwią Chrystusa. To znaczy, że każdy z nas ma ogromną wartość w oczach Boga – nie przez to, co robi, ale przez to, kim jest w Jego miłości.

Co to oznacza dla nas dzisiaj, gdy rozważamy to Słowo Boże? Jezus idzie z nami nawet wtedy, gdy Go nie widzimy. W chwilach zwątpienia, zmęczenia i zagubienia nie znika – to raczej nasze oczy bywają przesłonięte. Słowo Boże ma moc rozpalać serce, ale trzeba naprawdę słuchać – nie tylko wiedzieć coś o Bogu, ale pozwolić, by On mówił do naszego życia. I wreszcie Eucharystia otwiera oczy. To najgłębsze spotkanie z Jezusem dokonuje się nie tylko w myślach, ale w realnym doświadczeniu Jego obecności.

Na końcu Ewangelii dzieje się coś bardzo ważnego: uczniowie wstają jeszcze tej samej godziny i wracają do Jerozolimy. Z człowieka smutnego rodzi się świadek. Spotkanie z Jezusem nie może zostać tylko dla mnie – ma ono mobilizować mnie do pójścia dalej, do wyjścia, do dzielenia się, do życia, które świadczy o tym, że On naprawdę żyje.

Dlatego warto dziś zadać sobie kilka pytań: czy moje serce jeszcze pała? Czy naprawdę słucham Słowa Bożego? Czy rozpoznaję Jezusa w Eucharystii?

Jezus cały czas idzie obok nas. Wciąż do nas mówi, wciąż działa i wciąż chce otwierać nasze oczy, abyśmy potrafili Go zobaczyć i iść za Nim.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *